„Dziewczyna z igłą” – film, który zostaje w ciele jak drzazga

 



Obejrzałem thriller psychologiczny. Ale powiedzieć, że „Dziewczyna z igłą” to thriller, to nic nie powiedzieć. To nie jest film, to doświadczenie. Magnus von Horn nie tylko opowiada historię – on wciąga nas w otchłań. Cofamy się do Kopenhagi tuż po I wojnie światowej, miasta, które może i nie ucierpiało od bomb, ale zgniło od środka. Brud, niesprawiedliwość, przemoc – i całkowity brak nadziei.

Film jest czarno-biały, ale ta monochromatyczność to nie zabieg estetyczny – to manifest. Nie znajdziemy tu ani grama koloru, ani w obrazie, ani w emocjach. Szarość wciska się pod paznokcie, osiada na skórze, zostaje na długo po seansie.

Główna bohaterka Karolina (Vic Carmen Sonne) to młoda kobieta, która czeka na męża z wojny. Ale to, co dostaje od losu, to nie miłość i bezpieczeństwo, lecz upadek – powolny, bolesny, bez możliwości ucieczki. Pozornie bajkowy książę pojawia się na horyzoncie, by zaraz zniknąć, zostawiając ją z brzemieniem i bez wsparcia. Każdy promyk światła zostaje natychmiast zduszony przez cień.

I wtedy wchodzi Dagmar (hipnotyzująca Trine Dyrholm). Postać, która początkowo wydaje się ocaleniem. Kobieta oferująca pomoc, alternatywę dla aborcji, troskę o dziecko. Ale ta iluzja pęka szybko i boleśnie. Dagmar nie jest aniołem. Jest potworem – dzieciobójczynią, która swoje zbrodnie traktuje jak rutynę. A Karolina? Nie buntuje się. Wchodzi w to bagno. Współpracuje. Bierze udział. Bo zło – jak się okazuje – potrafi łączyć ludzi równie skutecznie, co miłość.

To nie jest film, który się po prostu ogląda. To film, który się przeżywa – fizycznie, psychicznie. Nie da się po nim spokojnie wyjść z kina i iść na kebab. Ten obraz zostaje. Gryzie. Drapie. Przypomina o tym, jak łatwo upaść, jak cienka jest granica między pomocą a wykorzystaniem.

Zdjęcia są mistrzowskie. Każdy kadr podkreśla beznadzieję, każdy cień coś ukrywa. Muzyka sączy się powoli jak trucizna. Gra aktorska – surowa, nieupiększona, prawdziwa. Brzydota ludzkiej twarzy, fizyczna i moralna, zostaje pokazana bez filtra. Kopenhaga jawi się tu jako piekło na ziemi – brudne, cuchnące i bezdusznie obojętne.

„Dziewczyna z igłą” nie jest filmem dla każdego. Ale jeśli chcesz poczuć, jak film może cię przygnieść, zostawić z bólem, z niewygodnymi pytaniami – nie możesz go pominąć.

Dziś, gdy piszę te słowa, wiem jedno: żyjemy w pięknym świecie. Czasem warto o tym sobie przypomnieć, oglądając coś naprawdę mrocznego.

XXVIII Świętokrzyskie Spotkania Trzeźwościowe w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polskiej Pani ziemi Świętokrzyskiej

 


Z radością podsumowujemy 28. Spotkania Trzeźwościowe w Sanktuarium Maryjnym w Kałkowie‑Godowie. Pierwsze z nich odbyło się w 1995 roku u podnóża Gór Świętokrzyskich, pod patronatem kustosza sanktuarium ks. Czesława Wali. Od tamtej pory to wyjątkowe, pełne duchowej głębi miejsce stanowi przestrzeń, gdzie duchowość łączy się z codzienną walką o trzeźwość. Trzeba podkreślić, że obecny kustosz ks. Zbigniew Stanios mocno wspiera i jest przychylny naszym corocznym spotkaniom.

Tradycją spotkań są katechezy prowadzone przez kapłanów znających problem alkoholizmu. Gościliśmy m.in. ks. Marka Dziewięckiego oraz Dariusza Kwiatkowskiego (MCI), orędownika wspólnoty AA, a ostatnio ks. Zbigniewa Borkowskiego (MCI). Tegoroczny temat „Alkoholizm choroba rodziny” pozwolił zgromadzić uczestników ze środowisk AA, Al‑Anon i DDA.  Ks. Zbigniew poprowadził katechezę o środowisku DDA. Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) to osoby, które wychowały się w rodzinach z problemem alkoholowym. Choć same nie sięgają po alkohol, często odczuwają skutki traumy rodzinnej, przejawiające się trudnościami w budowaniu relacji, brakiem zaufania oraz problemami z wyrażaniem emocji.

Wspólnie omawialiśmy mechanizmy współuzależnienia, dzieliliśmy się świadectwami i prowadziliśmy żywe dyskusje nad tym, jak alkoholizm wpływa nie tylko na osobę uzależnioną, ale i na jej najbliższych.

Choć spotkania odbywają się w sanktuarium, są otwarte dla każdego zainteresowanego. Jedynym warunkiem uczestnictwa jest gotowość do zaprzestania picia, niesienia pomocy oraz pracy nad sobą w kontekście współuzależnienia. Spotkania organizują trzeźwi alkoholicy, którzy od lat zapraszają również osoby współuzależnione, rozszerzając perspektywę naszych rozmów.

Osobiście miałem szczęście poznać temat współuzależnienia już podczas pierwszej terapii. Wiedzę tę przekazuję najbliższym, zachęcając do podjęcia terapii – stąd pomysł na temat tegorocznego spotkania. Uważam, że leczenie uzależnienia musi odbywać się dwutorowo: równolegle pracując z osobą uzależnioną i jej rodziną. Spotkania takie jak nasze są doskonałą okazją do wysłuchania świadectw, zdobycia wiedzy i nabrania odwagi, by szukać pomocy.

Wracam z każdego spotkania pełen refleksji, siły i chęci do działania na rzecz innych. Dlatego już dziś zapraszam na 29. Spotkania Trzeźwościowe w Kałkowie‑Godowie. Mam nadzieję, że włączą się  pełniej w organizację wspólnoty z Al‑Anon i DDA, by razem tworzyć przestrzeń wymiany doświadczeń i wsparcia. Do zobaczenia za rok!

Recenzja filmu W drogę

 

 

 


 


    Film W drogę irańskiego reżysera Panaha Panahi to kameralna, a jednocześnie uniwersalna opowieść o poszukiwaniu domu i siebie. Panahi, znany z czułego spojrzenia na zwykłe ludzkie dramaty, tym razem zabiera nas w nieokreśloną podróż – metaforyczną odyseję dzięki rejestrowi ograniczonej przestrzeni samochodu. To właśnie niejeden z atutów tego dzieła: ciasne wnętrze uwypukla emocje bohaterów i podkreśla klaustrofobiczną atmosferę zawieszenia między przeszłością a przyszłością. Poprzednio oglądałem film Asghar Farhadi, „Bohater” – podobnie jak Panahi, Farhadi operuje niedopowiedzeniami i skupieniem na emocjach postaci, tworząc z pozoru prostą historię o ogromnej sile społecznego i moralnego napięcia.

 

Fabuła i atmosfera

    Podróżująca rodzina – matka, ojciec, dorosły syn oraz młodszy, żywiołowy chłopiec – wyrusza w trasę bez jasno określonego celu. Ich milczenie na temat motywów wyprawy przypomina z jednej strony brak dialogu w„Bohaterze” Asghara Farhadiego, gdzie wieloznaczne gesty i niedopowiedzenia kreowały napięcie społeczne i moralne. W drogę Panahi posługuje się podobnym zabiegiem: milcząca zgoda i skupienie na emocjach pozwalają widzowi samemu wypełnić luki narracyjne, angażując wyobraźnię i wzmacniając poczucie niepewności.

Gra aktorska

    Pantea Panahiha jako cicha, lecz pełna siły matka prowadzi rodzinne dialogi jednym spojrzeniem – potrafi wyrazić troskę i determinację bez zbędnych słów. Hassan Majooni jako ojciec budzi sympatię spokojem i pogodą ducha, jednocześnie ujawniając w drobnych gestach niewypowiedziane emocje. Amin Simiar jako starszy syn oddaje rozterki młodego mężczyzny stojącego na rozdrożu życia, zaś Rayan Sarlak jako najmłodszy wnosi do filmu dziecięcą energię i poczucie zachwytu – jego postać to jedyny ratunek przed nadmiernym dramatyzmem.

Pejzaże i plastyka obrazu

    Choć W drogę dzieje się głównie w aucie, pejzaże – widziane przez okna i migawki zatrzymywane przez obiektyw – odgrywają rolę niemal drugiego bohatera. Kamera Panahiego rejestruje surowe pustkowia, rozległe równiny i chwile złotej godziny, gdy światło przeszywa horyzont. Kontrast między klaustrofobicznym wnętrzem a nieskończonym horyzontem potęguje uczucie zagubienia i przypomina epicką skalę przestrzeni znaną z „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka – symbolicznej podróży w głąb ludzkiej świadomości.

Inspiracje

    Reżyser ewidentnie inspiruje się Stanley Kubrickiem i jego, „2001: Odyseja kosmiczna” w obu filmach mamy motyw podróży w nieznane, klaustrofobiczne ujęcia kadru i monumentalna kosmiczna pustka to echa, które w subtelny sposób pobrzmiewają również w drogę.

Podsumowanie

    W drogę to film, który – niczym kosmiczna kapsuła – unosi nas ponad granice geograficzne i kulturowe. Dzięki subtelnej grze aktorskiej, oszczędnej narracji i hipnotyzującym pejzażom Panahi tworzy dzieło, które zmusza do refleksji nad tym, czym jest prawdziwy dom i dokąd prowadzi nas własna podróż. To pozycja obowiązkowa dla miłośników kina introspektywnego, otwartego na wieloznaczność i metaforyczne odniesienia.

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...