Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr. Pokaż wszystkie posty

„Spowiedź w drewnie” Jana Wilkowskiego w reż. Ryszarda Dolińskiego w Teatrze Lalki i Aktora

 

 



 

 

 „A strugoj se Jasiu dali gołe baby jak ci sie widzom, strugoj… A godaniem ludzisków nijak sie nie frasuj… ludzie godały, godajom i bedom godać…”

Odwiedziłem Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” – tym razem jeszcze bez wnuczek – aby obejrzeć spektakl dla dorosłych pt. „Spowiedź w drewnie”. Spodziewałem się lekkiego przedstawienia, a otrzymałem dzieło, które zmusiło mnie do głębokiej i długiej refleksji.

„Spowiedź w drewnie” to opowieść o Jaśku, wiejskim rzeźbiarzu, który u schyłku życia rozlicza się z losem. Salę wypełniła piękna gwara świętokrzyska. Choć autor sztuki, Jan Wilkowski, napisał ją pierwotnie w gwarze beskidzkiej (opowiadając o losach rzeźbiarza Jędrzeja Wowry), kielecka adaptacja zyskała lokalny koloryt. W rolę Jaśka znakomicie wcielił się Zdzisław Reczyński.

„nie kuś Kaśka Jaśka”

Główny bohater staje przed sądem zwołanym przez niedokończoną rzeźbę Chrystusa Frasobliwego. Oskarżycielami są inne „nieudane” świątki – te, których nikt nie kupił na targu ani nie przyjął proboszcz. Chrystus, jako sędzia sprawiedliwy i miłosierny, chce wybaczyć artyście jego życiowe i rzeźbiarskie potknięcia. Jednak „skrzywdzone” rzeźby domagają się surowej kary.

Okazuje się, że rzeźbiarza i Chrystusa Frasobliwego łączy wspólna tajemnica: fascynacja kobietą i skryte marzenia o miłości, ucieleśnione w postaciach Marii Magdaleny i „Kaśki”. Choć drewno nie zawsze oddaje kobiecą gibkość, to właśnie ta jedna figurka – nieuczestnicząca w procesie – staje się ich wspólnym dobrem. Ostatecznie Chrystus, mimo sprzeciwu tłumu świątków, wysyła Jaśka do raju.

Po latach znów usłyszałem gwarę, która towarzyszyła mi w młodości. Ile w niej śpiewności, radości i smutku! Mowa ta ma przepiękną barwę i niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny – od czułości po złość i hardość.

Jan Wilkowski opowiedział nam o rozterkach prostych, ludowych twórców. Często niezrozumiani przez lokalną społeczność, tworzą swoje dzieła pod wpływem czystego natchnienia, pracując w zaciszu komórek, szop czy spichlerzy. To „dłubanie w drewnie” jest sensem ich trudnego, wypełnionego fizycznym wysiłkiem życia. Świątki oskarżające Jaśka to metafora otoczenia, które chętnie korzysta z pracy artysty, ale nie akceptuje jego twórczej innowacji. Rzeźba kobiety jako wyraz erotycznego pożądania jest dla nich nie do przyjęcia. Zdzisław Reczyński w roli Jaśka wspaniale oddał tę atmosferę pracowni, twórczy smutek i poczucie niespełnienia.

Nie wiem, kiedy ponownie odwiedzę Teatr „Kubuś” na spektaklu dla dorosłych, ale liczę na zespół aktorski i mam nadzieję, że w planach są już kolejne tak ciekawe premiery.

„Pieśń piekarzy polskich” – Hip-hopowy Musical o Proletariacie

 



„Pieśń piekarzy polskich”, sztuka Mariusza Gołosza wyreżyserowana przez adeptkę reżyserii Klaudię Gębską, to musical hip-hopowy. Z tym gatunkiem scenicznym mam najmniej do czynienia – generalnie śpiewana sztuka nigdy mnie szczególnie nie pociągała. Mimo to skusiła mnie treść spektaklu.

Tematem dzieła jest proletariat i kapitalizm. Osobiście należę do klasy pracującej i z ciekawością postanowiłem zobaczyć, jak młodzi twórcy przedstawią dziś klasę robotniczą.

Wyzysk, który trwa

„Pieśń piekarzy polskich” jest opowieścią o młodych piekarzach, którzy doświadczają wyzysku, powszechnego w Polsce do dnia dzisiejszego. Relacja klasy kapitalistycznej z robotniczą ma w Polsce długą historię. Autor w sztuce przedstawił nam obecne realia pracy w małej piekarni – relacje między pracodawcą a pracownikiem, między klientem a sprzedawcą.

Przykro mi to pisać, ale nic się nie zmieniło na dobre. Robotnikiem jestem od zawsze i wiem, co mówię.

Od punka do hip-hopu

Muzyka hip-hopowa znakomicie oddaje aurę panującą w zakładach pracy: wyzyskiwanie robotników, brak perspektyw rozwoju, traktowanie pracowników jak gorszych ludzi. Kiedyś to punk rock był głosem młodego pokolenia. Trzydzieści-czterdzieści lat temu w rytm szybkiej, głośnej muzyki i wykrzykiwanego wokalu robotnicy nie godzili się na przedmiotowe traktowanie.

Teksty piosenek zaprezentowanych w sztuce doskonale oddają atmosferę panującą w małych przedsiębiorstwach.

Mit „kultu pracy”

Od zawsze w Polsce panował kult pracy. W spektaklu również mowa jest o tym, że dobrze wykonana praca jest obowiązkiem, że praca jest nadrzędna nad wszystkimi innymi aspektami życia. Przez wiele lat sam tak myślałem. Teraz wiem, że praca jest obowiązkiem związanym wyłącznie z chęcią zaspokojenia własnych bieżących potrzeb.

Filip Zaręba znakomicie zagrał piekarza poddanego mobbingowi. Sugestywnie przekazywał nam emocje i uczucia, jakie kumulowały się w młodym człowieku.

Spektakl z lewicowym zacięciem

Spektakl jest znakomity i warto go obejrzeć. Dawno nie oglądałem filmu czy sztuki o tak wyraźnym, lewicowym zabarwieniu. To ważny i nieprzemijający temat: robotnicy wciąż stanowią grupę społeczną na dole drabiny, i do tego bez realnego przedstawiciela politycznego. Obecnie politycy lewicowi zajęci są reprezentowaniem tych części społeczeństwa, które są związane z LGBT, ruchem feministycznym, antyklerykałami itp.

"Ruda" – recenzja spektaklu Teatru Telewizji o Małgorzacie Sarzyńskiej

 


    Ruda”, spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewy, opowiadający o malarce Małgorzacie Sarzyńskiej, to prawdziwa bomba. To znakomite dzieło, które zawitało na srebrnym ekranie. Sztuka tworzona i przemyślana przez lata, jest znakomicie zagrana.

    „Ruda” to spektakl, który pozwala widzowi wejść do świata malarzy i artystów często niezrozumianych przez społeczeństwo. Również ja nie rozumiem sposobu myślenia artystów i ich spojrzenia na świat.

    Oglądając i poznając życie artystki, uczucia, jakie mi towarzyszyły, były cały czas na najwyższych obrotach. Oto świat dla mnie niedostępny, oddalony i niezrozumiały, stanął przede mną otworem. Stojąc w szerokich drzwiach, śledziłem życie artystki, jej kolory i wizje, widziane tylko przez nią. Widzę siebie pośród ludzi, którzy chcą – „Chcą, by została na dole”. Wsłuchuję się w kwestię – „Zadawać sobie pytanie i odpowiadać autoportretem”. Ileż w tej malarce jest determinacji, by opowiedzieć o sobie obrazem, poprzez wiwisekcję. Dowiaduję się, iż artysta musi być bezkompromisowy. Powoduje to cierpienie – jej, jak i jej najbliższych. Małgorzata Sarzyńska idzie przed siebie, nie bacząc na niezgodę. Chce żyć na swoich zasadach, bez drobnomieszczańskich reguł. Relacje z bliskimi to ciągły konflikt i niezrozumienie.

    Spektakl jest znakomicie zrealizowany, ze świetną grą aktorską, w szczególności Olgi Sarzyńskiej i Agaty Kuleszy. Symboliczna scena ślubu malarki oddaje klimat tamtych lat. Czy tylko tamtych? Muzyka skomponowana przez Piotra Łabonarskiego wypełnia przestrzeń sztuki, a jej klimat dopełnia wypowiedzi artystki i obrazy.

    No cóż, może kiedyś przestanę stąpać robotniczymi nogami po tym świecie i zrozumiem, a nawet pokocham artystów.

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...