Kiedy patrzę na mapę naszego regionu, coraz częściej mam wrażenie, że za bardzo przyzwyczailiśmy się do granic, które sami sobie narysowaliśmy. Starachowice są Starachowicami, Skarżysko jest Skarżyskiem, a Ostrowiec Ostrowcem. Każde miasto ma swój urząd, radę miejską, budżet, problemy i ambicje. Każde też od lat próbuje znaleźć własny sposób na przyszłość.
Tylko że życie mieszkańców wygląda trochę inaczej.
Mieszkaniec Starachowic jedzie do Skarżyska do pracy, do lekarza albo na zakupy. Ktoś ze Skarżyska przyjeżdża do Starachowic. Mieszkaniec Ostrowca korzysta z usług, których nie ma w jego mieście, a ktoś z naszego miasta jedzie do Ostrowca. Przemieszczamy się między tymi miejscowościami niemal bez zastanowienia. Granica powiatu istnieje w dokumentach, ale w codziennym życiu często niewiele znaczy.
I jest jeszcze coś, co łączy nas bardziej niż administracyjne granice – Kamienna.
Rzeka, która przez wieki była świadkiem powstawania i rozwoju naszych miejscowości. To nad nią rozwijał się przemysł, powstawały fabryki i zakłady, budowano kolejne osiedla. Kamienna była jednym z powodów, dla których ten region stał się jednym z ważniejszych ośrodków przemysłowych dawnego Królestwa Polskiego.
Dzisiaj przemysł nie wygląda już tak jak dawniej. Zmieniły się zakłady, zmienił się rynek pracy, zmieniły się nasze miasta. Została jednak wspólna historia.
I może właśnie teraz powinniśmy zacząć zadawać sobie pytanie, czy z tej wspólnej historii nie da się zbudować czegoś na przyszłość.
Nie mam na myśli połączenia trzech miast w jeden organizm administracyjny. Nie sądzę zresztą, aby mieszkańcy któregokolwiek z nich chcieli nagle przestać być mieszkańcami Starachowic, Skarżyska czy Ostrowca. Lokalne tożsamości są ważne. Budowały się przez pokolenia i nie można ich po prostu wymazać.
Chodzi mi o coś zupełnie innego – o nauczenie się współpracy tam, gdzie wspólne działanie może przynieść więcej korzyści niż samotne próby rozwiązywania tych samych problemów.
A tych problemów mamy coraz więcej.
Demografia nie pyta, w którym powiecie mieszkamy. Młodzi ludzie wyjeżdżają z całego regionu. Coraz trudniej znaleźć specjalistów, lekarzy, pracowników niektórych zawodów. Utrzymanie infrastruktury staje się coraz droższe. Każde z naszych miast próbuje przyciągać inwestorów, mieszkańców i turystów, ale każde robi to przede wszystkim na własną rękę.
Czy musi tak być?
Wyobraźmy sobie, że zamiast konkurować ze sobą o każdą inwestycję, zaczynamy przedstawiać się jako jeden region. Nie „przyjedź do Starachowic”, nie „zainwestuj w Ostrowcu”, nie „wybierz Skarżysko”, ale: zobacz, co ma do zaoferowania cały region nad Kamienną.
Przecież mamy się czym pochwalić.
Starachowice mają niezwykłą historię przemysłu, Wielki Piec, Muzeum Przyrody i Techniki, lasy i bliskość Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Skarżysko ma swoją historię kolei, przemysłu i związane z nią dziedzictwo. Ostrowiec ma hutę, Krzemionki i własną historię sięgającą znacznie dalej niż przemysłowa epoka.
Każde z tych miast ma coś, czego nie mają pozostali.
I właśnie dlatego zamiast się wzajemnie kopiować, możemy się uzupełniać.
Można stworzyć wspólną trasę turystyczną prowadzącą przez trzy miasta. Wspólny kalendarz wydarzeń. Wspólną promocję. Wspólny system informacji turystycznej. Można myśleć o komunikacji, która pozwoli mieszkańcowi jednego miasta łatwo dotrzeć do drugiego. Można wspólnie starać się o środki na projekty, których żadne z miast nie byłoby w stanie zrealizować samodzielnie.
To nie jest żadna utopia.
W wielu miejscach w Polsce i Europie miasta, które kiedyś ze sobą konkurowały, zaczęły współpracować, bo zrozumiały, że razem mogą być silniejsze.
A my?
Ciągle mamy tendencję do patrzenia przede wszystkim na własne podwórko.
Starachowice mają swoje problemy. Skarżysko ma swoje. Ostrowiec swoje. Tylko że część tych problemów jest dokładnie taka sama.
Dlaczego więc nie spróbować rozwiązywać ich wspólnie?
Temat szpitali, o którym ostatnio zrobiło się głośno, może być właśnie jednym z pierwszych sygnałów, że trzeba zacząć rozmawiać szerzej. Oczywiście współpraca w ochronie zdrowia jest sprawą niezwykle delikatną. Tu nie można podejmować decyzji wyłącznie przez pryzmat ekonomii. Najważniejszy zawsze musi być pacjent.
Ale być może właśnie takie rozmowy powinny stać się początkiem szerszej dyskusji.
Nie tylko o szpitalach.
O tym, jak chcemy, żeby wyglądał nasz region za 10 czy 20 lat.
Bo największym wyzwaniem dla Starachowic nie jest dzisiaj to, że Skarżysko ma coś, czego my nie mamy. I odwrotnie. Problemem jest to, że wszystkim nam ubywa mieszkańców. Że młodzi ludzie szukają swojej przyszłości gdzie indziej. Że coraz trudniej utrzymać usługi publiczne na odpowiednim poziomie.
Tego problemu żadne z trzech miast nie rozwiąże samotnie.
Może więc potrzebujemy zmiany sposobu myślenia.
Nie musimy rezygnować z lokalnego patriotyzmu. Możemy nadal być dumni ze Starachowic, ze Skarżyska czy z Ostrowca. Możemy spierać się o sport, historię i inwestycje. Możemy kibicować swoim drużynom i uważać swoje miasto za najpiękniejsze.
Ale jednocześnie możemy zrozumieć, że istnieje coś większego – region nad Kamienną.
Region, który ma wspólną historię, podobne problemy i ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał.
Być może właśnie teraz jest dobry moment, żeby zacząć o tym rozmawiać.
Nie o połączeniu miast.
O połączeniu pomysłów.
Nie o likwidowaniu lokalnej tożsamości.
O wykorzystaniu jej jako siły.
Nie o tym, kto jest lepszy.
O tym, co możemy zrobić razem.
Bo Kamienna płynie przez wszystkie trzy miasta. I chyba najwyższy czas, żebyśmy przestali patrzeć na nią jak na granicę.
Potraktujmy ją jak to, czym zawsze była.
Jak coś, co nas łączy.
Może właśnie od tej rzeki powinna zacząć się rozmowa o przyszłości trzech miast nad Kamienną.

