Zielone wiaty za ponad 410 tysięcy złotych. Czy miasto liczy także przyszłe koszty?

 



Miały być nowoczesne, ekologiczne i estetyczne. Miały wprowadzić więcej zieleni do miejskiej przestrzeni i pokazać, że nawet zwykły przystanek autobusowy może być czymś więcej niż tylko metalową konstrukcją z dachem.

Dziś, trzy lata po ich pojawieniu się w Starachowicach, zielone wiaty przystankowe mają już za sobą nie tylko okres zachwytów i dyskusji, ale również problemy z roślinnością, dodatkowe wydatki na pielęgnację oraz kolejną zmianę ich wyglądu.

Z dostępnych informacji wynika, że zakup czterech wiat kosztował 387 806,16 zł. W 2024 roku miasto wydało kolejne 22 464 zł brutto na pielęgnację roślinności i uzupełnianie nasadzeń. To daje łącznie co najmniej 410 270,16 zł udokumentowanych kosztów.

A przecież historia tej inwestycji jeszcze się nie kończy. W 2026 roku zielone wiaty zostały ponownie odnowione. Powstała nowa konstrukcja z donicami i kwiatami. Nie znamy jednak publicznie pełnego kosztu tych prac.

I właśnie tutaj pojawia się pytanie znacznie szersze niż tylko o cztery przystanki:

Czy Urząd Miejski w Starachowicach, planując tego typu inwestycje, przewiduje również przyszłe koszty ich utrzymania?

Od 250 tysięcy do prawie 388 tysięcy

Historia zielonych wiat zaczęła się od ambitnego pomysłu. Starachowice miały otrzymać cztery nowoczesne przystanki z zielonymi elementami. Dwie konstrukcje zaplanowano w rejonie ulicy Kolejowej, a kolejne dwie przy ulicy Konstytucji 3 Maja.

Pierwotnie miasto zakładało wydatek w wysokości około 250 tysięcy złotych. Rzeczywistość przetargowa okazała się jednak inna. Pierwsze postępowanie zostało unieważnione, a w kolejnym wybrano ofertę firmy MM2021 Sp. z o.o. na kwotę 387 806,16 zł. Umowę podpisano w sierpniu 2022 roku, a wiaty pojawiły się w przestrzeni miasta w 2023 roku.

Sama kwota od początku budziła emocje. Trudno się temu dziwić. W przeliczeniu na jeden obiekt wychodziło blisko 97 tysięcy złotych.

Z drugiej strony inwestycja była częścią większego projektu komunikacyjnego i korzystała z finansowania zewnętrznego. Prezydent miasta informował wówczas, że bezpośredni wkład miasta miał wynosić około 16 tysięcy złotych na jedną wiatę, a pozostała część kosztów miała być pokryta ze środków europejskich i krajowych.

I tu warto postawić sprawę jasno. Całkowita wartość inwestycji nie jest tym samym co bezpośredni wydatek z miejskiego budżetu. Ale z punktu widzenia publicznego rachunku obie informacje są ważne. Ktoś bowiem musiał zapłacić za całość, niezależnie od tego, czy pieniądze pochodziły bezpośrednio z budżetu Starachowic, czy z funduszy zewnętrznych.

Zakup to dopiero początek

Problem z zieloną infrastrukturą polega na tym, że jej koszt nie kończy się w chwili przecięcia symbolicznej wstęgi.

Zwykła wiata przystankowa również wymaga konserwacji. Ale zielona wiata to konstrukcja, której częścią są żywe rośliny. A rośliny trzeba pielęgnować.

Trzeba je podlewać, odchwaszczać, nawozić, chronić przed szkodnikami, usuwać uschnięte części i – jeśli nie przetrwają – sadzić nowe.

To nie jest wada zieleni. To jej natura.

Problem zaczyna się wtedy, gdy podczas prezentowania inwestycji mówi się przede wszystkim o kosztach zakupu, a znacznie mniej o tym, ile będzie kosztowało jej funkcjonowanie przez kolejne lata.

Kolejne 22 tysiące złotych

W 2024 roku stan roślinności na zielonych wiatach zaczął budzić coraz więcej pytań. Wiaty, które miały cieszyć mieszkańców zielenią, nie zawsze wyglądały tak, jak zakładano.

Miasto zawarło wówczas umowę ze Spółdzielnią Socjalną „Starachowiczanka” na pielęgnację roślinności. Umowa obejmowała cztery miesiące, od lipca do października.

Zakres prac był szeroki. Obejmował między innymi systematyczne odchwaszczanie, usuwanie przekwitłych kwiatostanów, nawożenie, ochronę przed szkodnikami, utrzymanie terenu w czystości oraz uzupełnianie brakujących roślin.

Całkowity koszt tych prac wyniósł 22 464 zł brutto.

Po dodaniu tej kwoty do kosztu zakupu otrzymujemy:

387 806,16 zł + 22 464 zł = 410 270,16 zł.

To jednak wymaga ważnego zastrzeżenia.

410 270,16 zł nie musi być pełnym kosztem całej historii zielonych wiat. Jest to suma wydatków, które można obecnie udokumentować na podstawie dostępnych informacji.

A kolejne koszty pojawiły się przecież również później.

Gwarancja nie oznacza darmowego utrzymania

W dyskusji o zielonych wiatach pojawiło się również pytanie o gwarancję.

Jak informowano w 2024 roku, konstrukcje były objęte siedmioletnią gwarancją. Nie oznaczało to jednak, że wykonawca miał bezpłatnie wykonywać wszystkie prace związane z ich późniejszym utrzymaniem.

Bieżąca pielęgnacja roślinności czy konserwacja określonych elementów nie były automatycznie objęte gwarancją. Wskazywano również na uszkodzenia mechaniczne oraz kradzieże części roślin.

I to pokazuje kolejną rzecz.

Gwarancja chroni przed określonymi wadami wykonania. Nie zastępuje jednak regularnego utrzymania.

Jeżeli więc miasto decyduje się na inwestycję wymagającą systematycznej opieki, to koszty tej opieki powinny być częścią rachunku już na etapie planowania.

W 2026 roku znów potrzebna była zmiana

Latem 2026 roku zielone wiaty ponownie znalazły się w centrum zainteresowania.

Roślinność na wcześniejszych konstrukcjach wymagała odnowienia. Pracownicy Spółdzielni Socjalnej „Starachowiczanka” rozpoczęli wykonywanie nowego rozwiązania.

Na jednej z wiat przy ulicy Kolejowej powstała nowa, kaskadowa konstrukcja z donicami obsadzonymi kwiatami. Całość została wykończona drewnianymi osłonami. Zapowiadano również odnowienie pozostałych wiat.

Można więc powiedzieć, że po około trzech latach zielona część wiat otrzymała nową formę.

Nie oznacza to, że obecne rozwiązanie będzie gorsze. Być może właśnie teraz udało się znaleźć konstrukcję i sposób nasadzeń lepiej dostosowany do warunków panujących w Starachowicach.

Ale pojawia się zasadnicze pytanie:

Ile kosztowała ta kolejna zmiana?

Na podstawie publicznie dostępnych informacji nie udało się ustalić odrębnej, szczegółowej kwoty dotyczącej renowacji wszystkich czterech wiat w 2026 roku.

A bez tej kwoty nadal nie znamy pełnego rachunku.

Czy miasto przewiduje przyszłe koszty?

To chyba najważniejsze pytanie, jakie wynika z historii zielonych wiat.

Starachowice stoją dziś przed kolejnymi dużymi inwestycjami związanymi z zieloną infrastrukturą. Miasto realizuje projekt o wartości przekraczającej 105 milionów złotych, którego celem jest między innymi rozwój terenów zielonych, retencja wody i dostosowanie przestrzeni miejskiej do zmian klimatu.

To kierunek potrzebny i zrozumiały.

Ale właśnie dlatego doświadczenie zielonych wiat powinno być dokładnie przeanalizowane.

Bo inwestycja za milion złotych może po kilku latach kosztować znacznie więcej, jeżeli wymaga regularnej pielęgnacji, napraw, wymiany elementów lub zatrudnienia dodatkowych osób.

Dlatego warto dziś zapytać Urząd Miejski w Starachowicach:

Czy przed podjęciem decyzji o realizacji inwestycji miasto przygotowuje prognozę kosztów jej utrzymania w kolejnych latach?

Czy przy nowych projektach bierze się pod uwagę nie tylko:

  • koszt budowy,
  • koszt montażu,
  • wysokość dofinansowania,

ale również:

  • koszty pielęgnacji,
  • koszty konserwacji,
  • koszty napraw,
  • koszty wymiany roślin i materiałów,
  • koszty pracy osób zajmujących się utrzymaniem inwestycji?

Bo dofinansowanie może znacząco obniżyć koszt rozpoczęcia inwestycji. Nie zawsze jednak pokrywa koszty jej późniejszego funkcjonowania.

A to właśnie te koszty mogą przez kolejne lata obciążać budżet miasta.

Nie chodzi o to, żeby nie budować

W tej historii nie chodzi o to, aby udowodnić, że każda zielona inwestycja jest niepotrzebna.

Przeciwnie. Miasta potrzebują zieleni. Potrzebują drzew, terenów zatrzymujących wodę, parków i nowoczesnych rozwiązań dostosowanych do coraz wyższych temperatur.

Ale zielona infrastruktura nie powinna być oceniana wyłącznie w dniu jej otwarcia.

Powinna być oceniana również po roku. Po trzech latach. Po pięciu.

I przede wszystkim powinna być planowana z myślą o tym, kto i za jakie pieniądze będzie ją później utrzymywał.

Historia czterech zielonych wiat w Starachowicach jest pod tym względem dobrą lekcją.

Dziś wiemy, że ich zakup kosztował 387 806,16 zł. Wiemy również, że w 2024 roku wydano kolejne 22 464 zł na pielęgnację i uzupełnianie roślinności.

Mamy więc co najmniej 410 270,16 zł udokumentowanych kosztów.

Wiemy także, że w 2026 roku wiaty ponownie zostały odnowione i ich zielona część otrzymała nową formę.

Nie wiemy natomiast, ile kosztowały te ostatnie prace.

Być może odpowiedź jest w miejskich dokumentach. Być może zostanie podana po złożeniu konkretnego zapytania.

Ale niezależnie od tego odpowiedź na inne pytanie będzie jeszcze ważniejsza.

Czy Urząd Miejski w Starachowicach, planując kolejne zielone inwestycje, patrzy już nie tylko na koszt ich budowy, ale również na koszt ich życia przez następne lata?

Bo mieszkańcy mają prawo znać nie tylko cenę zakupu.

Mają również prawo wiedzieć, ile będą płacić za utrzymanie tego, co miasto kupiło.

#SpacerkiemPoStarachowicach

#roberttof 

 

Dwa oblicza Starachowic. Od wielkiej sceny po Wielki Piec

 



29 i 30 sierpnia 2026 roku Starachowice pożegnały wakacje z rozmachem. Były tłumy, koncerty, sport, zabytkowe autobusy i muzyka. Ale tego samego weekendu miasto pokazało także swoje drugie oblicze – bardziej surowe, industrialne i zakorzenione w historii. Wszystko za sprawą XIV Festiwalu Blues pod Piecem.

No i gdzie się udać, jaka imprezę wybrać. Spacerkiem po Starachowicach ma często dylemat w ostatni weekend wakacji. W ty roku był mniejszy, bo Skolim to nie bajka dla mojej skromnej osoby.

 Weekend sierpnia był w Starachowicach wyjątkowo intensywny. Właściwie trudno było znaleźć miejsce, w którym nic się nie działo. Miasto kończyło wakacje głośno – muzyką, sportem i spotkaniami mieszkańców.

Na terenach zielonych Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przez dwa dni odbywały się Dni Starachowic. Organizatorzy połączyli koncerty z atrakcjami dla rodzin, sportem i wydarzeniami związanymi z historią miejskiej komunikacji.


 


Sobota należała do młodszej publiczności

29 sierpnia scenę Dni Starachowic przejęli artyści kojarzeni przede wszystkim z młodszym pokoleniem.

Jako pierwszy wystąpił Fukaj, a później na scenie pojawił się Young Igi. Hip-hopowe i trapowe brzmienia przyciągnęły pod scenę dużą publiczność. Relacje z wydarzenia pokazują, że szczególnie podczas koncertu Young Igiego atmosfera była bardzo gorąca, a przed sceną zgromadziły się tłumy.

I właśnie tutaj pojawia się pierwsza refleksja.

Dni miasta muszą się zmieniać razem z mieszkańcami.

Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu zupełnie inaczej wyglądałyby muzyczne propozycje podczas miejskiego święta. Dzisiaj Starachowice próbują mówić językiem różnych pokoleń. Rap, pop, rock, muzyka taneczna – wszystko znalazło swoje miejsce podczas tegorocznej imprezy.

Ale tego samego dnia, zaledwie kilka kilometrów dalej, można było znaleźć zupełnie inną muzykę.

 


Blues pod Piecem – muzyka w cieniu historii

29 sierpnia o godzinie 19.00 w Muzeum Przyrody i Techniki rozpoczął się XIV Festiwal Blues pod Piecem.

I trudno wyobrazić sobie dla bluesa bardziej charakterystyczną scenerię.

Z jednej strony muzyka wyrastająca z historii, doświadczenia i emocji. Z drugiej – zabytkowy Wielki Piec i przestrzeń dawnej huty, która jest jednym z najważniejszych symboli przemysłowej przeszłości Starachowic.

Właśnie to połączenie od lat stanowi siłę festiwalu.

W tym roku publiczność usłyszała Adama Kulisza & Filomatów, zespół Spluva oraz Natalię Sikorę z zespołem. Program był muzyczną podróżą po historii bluesa, a artyści przypominali również twórczość wielkich postaci tego gatunku.

Blues zabrzmiał więc w miejscu, w którym kiedyś dominował zupełnie inny dźwięk – stukot przemysłowych urządzeń, praca wielkiego pieca, odgłosy zakładu i codzienność tysięcy ludzi.

Dzisiaj ten sam teren żyje kulturą.

To chyba jedna z ciekawszych przemian, jakie dokonały się w Starachowicach.

Miejsce, które kiedyś produkowało żelazo, dzisiaj produkuje emocje.

Wielki Piec i wielka scena

Można powiedzieć, że 29 sierpnia Starachowice miały dwie muzyczne sceny.

Jedna znajdowała się na terenach MOSiR. Była duża, głośna i skierowana do tysięcy osób.

Druga znajdowała się w dawnej hucie. Mniejsza, bardziej surowa i mocno związana z miejscem.

I obie były potrzebne.

Miasto nie może żyć wyłącznie historią. Ale nie powinno też zapominać o tym, skąd się wzięło.

Dlatego dobrze, że podczas jednego weekendu można było słuchać Young Igiego, a kilka godzin później – albo tego samego dnia – wejść w industrialną przestrzeń Muzeum i posłuchać bluesa pod Wielkim Piecem.

To są dwa różne światy, ale oba są częścią współczesnych Starachowic.


 

Niedziela – sport, autobusy i kolejne koncerty

30 sierpnia miasto nie zwolniło tempa.

Niedziela rozpoczęła się sportowo. O godzinie 12.00 wystartowała XIV MAN-ia Biegania. Zawodnicy mieli do pokonania 8 kilometrów – dwie pętle po cztery kilometry prowadzące ulicami Starachowic.

Bieg sprawił, że miasto na chwilę zmieniło swój rytm. Ulice, które na co dzień służą samochodom, zostały oddane biegaczom.

To również jest jeden z ciekawszych elementów miejskich imprez.

Święto miasta nie musi przecież oznaczać tylko koncertu. Może oznaczać także wspólne bieganie, kibicowanie, spotkanie sąsiadów czy zwykłe wyjście z domu.

Ważnym elementem całego weekendu był również III Zlot Autobusów Zabytkowych. W tym roku miał szczególną wymowę, ponieważ Starachowice świętują 70-lecie istnienia komunikacji miejskiej. Po ulicach miasta kursowały zabytkowe autobusy, a przygotowane linie specjalne pozwalały mieszkańcom spojrzeć na komunikację miejską trochę inaczej niż zwykle.

To był powrót do przeszłości, ale w bardzo współczesnej formie.

A potem znowu muzyka

Po sportowym początku niedziela wróciła do muzyki.

Na scenie pojawili się kolejno Skolim, bryska oraz T.Love z Muńkiem Staszczykiem.

Była to już zupełnie inna publiczność niż dzień wcześniej.

Skolim przyciągnął miłośników muzyki tanecznej i latino. Bryska zaproponowała bardziej popowe brzmienie. A na zakończenie na scenie pojawił się T.Love.

I właśnie finałowy koncert pokazał, że Dni Starachowic rzeczywiście potrafią połączyć pokolenia.

Przed sceną spotkali się zarówno młodzi ludzie, którzy dopiero poznają muzykę T.Love, jak i ci, którzy pamiętają zespół od lat. Mój pierwszy koncert, na którym grał T.Love odbył się w sierpniu 1983 roku.

Było głośno. Było tłumnie. Było wspólne śpiewanie.

I chyba właśnie o to chodzi w miejskim święcie.

Czy takie imprezy są potrzebne?

Można oczywiście dyskutować o tym, ile kosztują miejskie imprezy, czy dobór artystów jest odpowiedni i czy pieniądze przeznaczone na koncerty nie mogłyby zostać wykorzystane inaczej.

To są ważne pytania.

Ale jest też druga strona.

Miasto potrzebuje momentów, w których mieszkańcy wychodzą z domów i spotykają się nie dlatego, że muszą coś załatwić, tylko dlatego, że chcą być razem.

Dni Starachowic są właśnie takim momentem.

I może warto patrzeć na nie tylko przez pryzmat koncertów, ale również przez to, czy tworzą miejską wspólnotę.

Starachowice między przeszłością a przyszłością

Tegoroczny ostatni weekend sierpnia pokazał coś jeszcze.

Starachowice nie mają jednej historii i nie mają jednego sposobu opowiadania o sobie.

29 sierpnia na terenach MOSiR młodzi ludzie słuchali rapu.

Tego samego dnia pod Wielkim Piecem rozbrzmiewał blues.

30 sierpnia po ulicach jeździły zabytkowe autobusy przypominające historię komunikacji, a później tysiące osób śpiewały razem z Muńkiem Staszczykiem.

Czy można znaleźć lepszy obraz współczesnych Starachowic?

Miasto, które próbuje patrzeć w przyszłość, ale jednocześnie coraz chętniej wraca do swojej przeszłości.

Miasto, w którym obok nowoczesnej sceny koncertowej stoi Wielki Piec.

Miasto, w którym obok rapu i popu może zabrzmieć blues.

I może właśnie w tej różnorodności tkwi jego największa siła.

Bo Starachowice nie muszą wybierać między historią a współczesnością.

Animatorzy kultury nie mogą się zatrzymywać, ulepszać wydarzenia, które się przyjęły, jak i poszerzać ofertę. Mnie się marzy festiwali literatury. Konkurs literacki np. literatury kryminalnej albo związanej ze środowiskiem robotniczym itp.

 

Polecane

Zielone wiaty za ponad 410 tysięcy złotych. Czy miasto liczy także przyszłe koszty?

  Miały być nowoczesne, ekologiczne i estetyczne. Miały wprowadzić więcej zieleni do miejskiej przestrzeni i pokazać, że nawet zwykły pr...