Majowe słońce miękko opiera się o elewacje bloków i kamienic, gdy spaceruję ulicami Starachowic. Mojego miasta. Tak właśnie — mojego. Mam więc prawo pisać o nim z czułością, czasem z zachwytem, czasem z niepokojem. Chodzę powoli, patrzę, słucham i myślę. Miasto żyje. Oddycha zmianą.
Jeszcze kilka lat temu wiele miejsc sprawiało wrażenie zmęczonych czasem. Dziś niemal na każdym kroku widać ruch: remontowane ulice, nowe inwestycje, place budowy, ludzi pochylonych nad planami przyszłości. Zastanawiam się czasem, skąd obecne władze miasta czerpią tyle energii do działania. Skuteczność w pozyskiwaniu zewnętrznych środków widać gołym okiem, ale przecież samo zdobycie pieniędzy to dopiero początek. Trzeba jeszcze znaleźć środki własne, utrzymać równowagę budżetu i przekonać mieszkańców, że warto wytrzymać kurz remontów oraz chwilowy chaos.
Miasto sprzedaje działki budowlane, korzystając z dobrej koniunktury. Być może to rozsądne. Przecież nikt nie wie, jak będzie wyglądał świat za kilka lat i czy miasta średniej wielkości nadal będą przyciągały biznes do zakupu działek. Starachowice, podobnie jak cała Polska, mierzą się z problemem migracji i zmian demograficznych. Młodzi wyjeżdżają za większym światem, za lepszą pracą, za obietnicą łatwiejszego życia. Każde nowe miejsce pracy staje się więc czymś więcej niż inwestycją — staje się próbą zatrzymania ludzi tutaj, między wzgórzami, lasami i starymi przemysłowymi historiami.
Człowiek nie żyje wyłącznie asfaltową drogą i pełnym portfelem. Potrzebuje także ducha. I właśnie dlatego tak ważna staje się kultura.
W ostatnich miesiącach Starachowice zaczęły wyraźniej oddychać sztuką. Park Kultury, Muzeum Przyrody i Techniki, Pałacyk, biblioteka — wszystkie te miejsca coraz częściej wypełniają się muzyką, rozmowami, światłem sceny i ludzką obecnością. Maj przyniósł koncerty, wystawy, spotkania literackie i wydarzenia rodzinne. Na placu przy Szlakowisku mieszkańcy różnych pokoleń wspólnie zatańczyli poloneza, jakby chcieli przypomnieć sobie, że miasto to nie tylko budynki, lecz także wspólnota pamięci.
Do Starachowic przyjeżdżają artyści znani szerzej niż granice naszego regionu. Tim Ripper Owens — głos kojarzony przez fanów ciężkiego rocka na całym świecie — śpiewał tutaj dla starachowickiej publiczności. Na scenie pojawił się również Kabaret Smile, a teatr coraz śmielej wychodzi do mieszkańców ze swoimi propozycjami. Szczególnie ciekawie zabrzmiał interaktywny spektakl „DANCEconomy”, w którym sztuka spotkała się z opowieścią o ekonomii, wyborach i codzienności młodego pokolenia.
A jednak mam wrażenie, że wciąż czegoś nam brakuje.
Marzy mi się miejsce otwarte codziennie. Klubokawiarnia z duszą. Przestrzeń, gdzie można przyjść wieczorem na mały koncert jazzowy, spotkanie poetyckie albo projekcję starego filmu. Miejsce pachnące kawą i książkami, z obrazami na ścianach i rozmowami, które nie muszą kończyć się po piętnastu minutach. Czy znajdzie się ktoś, kto odważy się stworzyć taki zakątek? Nie dla wielkich pieniędzy, lecz dla miasta. Dla ludzi.
Starachowice potrzebują także wydarzenia z prawdziwego zdarzenia — festiwalu literackiego, ogólnopolskiego pleneru fotograficznego, prestiżowej nagrody artystycznej. Czegoś, co sprawi, że o mieście będzie mówiło się nie tylko przez pryzmat przemysłu i historii, ale również kultury. Wspaniałym fundamentem takiego działania są dwaj pisarzy honorowi obywatele naszego grodu niedawno zmarły Wiesław Myśliwski i Maciej Siembida. Autorzy rozpoznawalni i znani. Wiesław Myśliwski to filar polskiej literatury. Czas zacząć markę Starachowice budować w kontekście literatury?
Tymczasem życie miasta płynie dalej — również w rytmie ciężkich maszyn i drogowych inwestycji.
Ulica Batalionów Chłopskich, przez lata kojarzona głównie ze szpitalem, zmienia swoje znaczenie. Przebudowa drogi ma otworzyć nowy rozdział dla północnej części miasta. Powstaje nowy odcinek prowadzący do terenów przemysłowych — niepozorny fragment asfaltu, który może stać się drogą do nowych miejsc pracy i kolejnych inwestycji. Około dziesięciu hektarów terenów ma zostać przygotowanych dla przedsiębiorców. Być może właśnie tam wyrosną hale, magazyny i firmy, które zatrzymają część młodych ludzi przed wyjazdem.
Modernizacja obejmuje nie tylko samą jezdnię. Powstają chodniki, ścieżki rowerowe, zatoki autobusowe i nowe oświetlenie. Miasto próbuje połączyć funkcjonalność z nowoczesnością. Oczywiście są utrudnienia — objazdy, zmieniona organizacja ruchu, autobusy omijające szpital. Mieszkańcy narzekają, denerwują się, tracą cierpliwość. Każde miasto w czasie przebudowy trochę boli.
Patrzę dziś na Starachowice inaczej niż kiedyś. Widzę miasto, które po trudnych latach dziewięćdziesiątych powoli odzyskuje rytm i pewność siebie. Miasto zbudowane na przemysłowej historii, później doświadczone bezrobociem i odpływem ludzi, dziś znowu próbuje znaleźć własny kierunek.
Oczywiście wielu będzie chciało przypisać sobie zasługi za zachodzące zmiany. Tak było zawsze i pewnie zawsze będzie. Prawda jednak jest bardziej zwyczajna — miasto zmienia się dzięki mieszkańcom. Dzięki ludziom, którzy tutaj żyją, pracują, zakładają rodziny, prowadzą małe firmy, płacą podatki i codziennie budują tę przestrzeń swoją obecnością.
Starachowice nie staną się idealnym miejscem z dnia na dzień. Nadal będą problemy, spory i rzeczy niedokończone. Ale coraz częściej widać, że miasto przestało stać w miejscu. Powoli odzyskuje energię — zarówno w kulturze, jak i w inwestycjach czy zwykłej miejskiej codzienności.
I może właśnie to jest dziś najważniejsze. Nie wielkie hasła i polityczne deklaracje, lecz poczucie, że Starachowice znowu zaczynają wierzyć we własną przyszłość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz