Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opinie. Pokaż wszystkie posty

Świat na zakręcie. Między lękiem a nadzieją

 



    No i doczekaliśmy takich czasów. Czasów pogardy? Zadumy? Troski? A może wielkiej rewolucji, obejmującej każdy aspekt naszego życia – życie społeczeństw, państw, lokalnych wspólnot i całej ludzkości.

    W klimacie wrze. W polityce wrze. Wojna toczy się wokół nas. Sztuczna inteligencja dla wielu staje się nowym bożkiem. Co będzie dalej?

    W czasach rewolucji zadajemy pytania, nie oczekując odpowiedzi. Świat zmienia się z prędkością światła. Zanim otrzymamy odpowiedź na jedno pytanie, zdążymy postawić kolejne.

    Mam już parę lat na karku i patrzę na przyszłość ze spokojem. Bliżej mi do wspomnień niż do podboju nowych przestrzeni życia. Być może dlatego obserwuję zachodzące zmiany z dystansem, ale i z niepokojem.

    Klimat się zmienia. Temperatura rośnie. Wody ubywa. Cisza przed burzą jeszcze trwa, lecz niedługo rozpocznie się wielka wędrówka ludzi opuszczających miejsca nienadające się do życia i poszukujących własnego kawałka ziemi. Powierzchnia naszej planety jest ograniczona. Im więcej terenów stanie się niezdatnych do zamieszkania, tym więcej będzie sporów i walk o miejsce pod stopami.

    Z  jednej strony przybywa przestrzeni zagrożonych suszą i wysokimi temperaturami. Z drugiej pojawiają się obszary, które stają się bardziej przyjazne człowiekowi. Nie oznacza to jednak, że można po prostu przenieść miliony ludzi z jednego miejsca na drugie. Ten proces będzie trudny, brutalny i konfliktowy. To jedno z największych wyzwań przyszłości.

    Polska przechodzi zmiany klimatyczne stosunkowo łagodnie. Może więc stać się miejscem, do którego będą napływać ludzie z innych części świata. Czy sobie z tym poradzimy? Widzę jedno rozwiązanie – jasne i przejrzyste zasady przyjmowania imigrantów. Powinni oni wiedzieć, do jakiego kraju przybywają, co możemy im zaoferować i czego od nich oczekujemy. Nasz kraj potrzebuje młodych ludzi, którzy chcą tutaj żyć, pracować i realizować swoje marzenia. Nie możemy jednak zapominać o chorych, starszych czy nieporadnych. Dla nich również powinno znaleźć się miejsce, jeśli chcemy pozostać społeczeństwem opartym na solidarności i współczuciu wynikających z naszego katolickiego korzenia.

    Wojna napędza się znakomicie. Przemysł przestawia się na tory wojenne, a autorytarne rządy coraz częściej sięgają po retorykę strachu. Stara Europa odzyskuje wigor, próbując nie ulec presji państw, które intensywnie się zbroją. Wizje oderwanych od rzeczywistości polityków napędzają spiralę zbrojeń.

    Na wojnie nie ma wygranych. Historia ludzkości pokazuje jednak, że konflikty powracają nieustannie. Być może są elementem naszego gatunku. Jeśli dojdzie do kolejnego globalnego konfliktu, zapewne nie zobaczę już świata po jego zakończeniu. Nie wiem też, jaki będzie jego kształt.

    Moje obawy związane z wojną nie są jedynie rozważaniami człowieka z prowincji. Podskórnie czuję, że nadchodzi czas agresji i niepokoju. Zmieniają się wzorce. Znikają autorytety. Sposób życia, który znamy, zaczyna wydawać się archaiczny. Odrzucenie dotychczasowego porządku dokonuje się na wielu płaszczyznach – moralnej, politycznej, religijnej i filozoficznej.

 

    Sztuczna inteligencja – maszyna parowa XXI wieku – odbiera pracę ludziom, którzy jeszcze niedawno byli przekonani, że bez nich cywilizacja nie będzie mogła funkcjonować. Modele językowe w swojej prostocie zachwiały poczuciem bezpieczeństwa wielu przedstawicieli zawodów umysłowych. Rewolucja wkroczyła do edukacji, medycyny, ekonomii, przemysłu i marketingu.

Mam poczucie nadmiaru. Przesytu. Inflacji wszystkiego.

Co z tego wyniknie?

Wirtualnie palimy książki.

A to nigdy nie było dobrą wróżbą.

Dziś są moje urodziny

 



Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już moja natura. Niestety, grafomaństwo jest nieuleczalne; z tą przypadłością trzeba po prostu nauczyć się żyć. Przez większość czasu pisałem „do szuflady”, która dziś pęka w szwach od moich bazgrołów, momentami trudnych do odczytania. Będą mieli co porządkować po mojej śmierci. Może wiekuistość pozwoli mi zrobić to samemu podczas powolnego odchodzenia.

 Sześćdziesiąt lat... Drugi raz tyle na pewno nie przeżyję. Może zostało mi 50, 40, 20 lat, a może jutro zamknę oczy. Największa sprawiedliwość polega na tym, że nikt nie zna swojej daty śmierci.

 Początek drogi

60 lat temu, 1 lutego około godziny 15:00, przyszedłem na świat. Krzyknąłem i byłem. Ten krzyk i moje pierwsze ruchy okryte są zasłoną niepamięci. Mama wspominała kiedyś, że gdy mnie zobaczyła, wszystkie bóle nagle minęły.

 W urodziny się wspomina. Opowiada. Moje pierwsze przebłyski pamięci, zatopione w mglistej atmosferze, to ulica Kielecka i mieszkanie na poddaszu – jedna izba, rodzice i ja. Pamiętam, jak spadłem ze schodów, jak oparzyłem się fajerką i jak pewnej nocy potwornie bolał mnie brzuch. Pamiętam nasz pierwszy telewizor, mały model Neptun, który służył nam przez wiele lat.

 Pamiętam też długą drogę do przedszkola, a zwłaszcza zimowe przeprawy przez zamarznięty staw i rzekę. Dziś takie wydarzenia wydają się nie do pomyślenia. Wciąż czuję ten zimny wiatr na policzkach, gdy w ciemnościach szedłem w stronę ulicy Nadrzecznej, otulony w ciepłe palto, gruby szalik i wełnianą czapkę.

 Punkty zwrotne

Dziennikarka Katarzyna Kubisiowska często pyta swoich rozmówców o punkty zwrotne. Zadałem to pytanie samemu sobie, by poczuć te 60 lat spacerowania po ziemskim globie – w słońcu i deszczu, z uśmiechem i łzami, które o dziwo bywały czasem słodkie.

 I. Alkohol i choroba Koniec jesieni 1982 roku, 19 grudnia. Śnieg był już trwały, taki, co dotrwa do wiosny. To był dzień św. Dariusza. Po południu nastąpiła „inicjacja” – pierwszy raz upiłem się winem, popularnym „patykiem pisanym”. Od tego dnia piłem przez wiele lat. Alkohol stał się drogowskazem, przyjacielem, kochanką i wyrocznią. Z czasem zachorowałem na alkoholizm.

 II. Małżeństwo i rodzina Kobiety to temat rzeka w moim życiu; płeć przeciwna zawsze mnie ratowała. Koleżanka z przedszkola wiązała mi ciapy, Iwona w podstawówce uczyła ogłady przy stole, a dwie Jole pomagały wchodzić w dorosłość. W końcu przyszedł czas na żonę, Iwonę. Dwie zagubione osoby zapragnęły być razem. Mamy dwoje wspaniałych dzieci, ale moim pijaństwem zniszczyłem wszystko.

 III. Nowe życie 1 lipca 2011 roku. Piękny letni dzień. Pojechałem na „Michałów” i zapukałem do drzwi terapeutki, pani Ani. Zacząłem proces leczenia – długi, z remisjami. Od tego dnia często się przedstawiam: „Mam na imię Robert, jestem alkoholikiem”. Teraz trwam w trzeźwości ponad osiem lat. 15 października 2017 roku to data moich nowych urodzin.

 Wieś

Wieś to zupełnie osobny rozdział w moim życiu. Babcia, mieszkająca w  odległej, położonej na uboczu Wólce Modrzejowej, była moim pierwszym drogowskazem. To tam chłonąłem wiejską atmosferę, którą później starałem się ubrać w słowa w swoich opowiadaniach. Pamiętam smaki, które wracają do mnie przed zaśnięciem: zsiadłe mleko z ziemniakami okraszone słoniną, parujące bulwy w misce i barszcz, który kiedyś jadało się nawet na śniadanie. Chleb maczany  w wodzie lub śmietanie posypany cukrem.

 Dzieci

Zawsze chciałem mieć dzieci i wychować je świadomie. To był jeden z moich najważniejszych celów. Niestety, choroba alkoholowa odebrała mi rozum. Pogubiłem się, a moi najbliżsi stracili do mnie zaufanie. Choć wiele spraw po drodze zniszczyłem, chcę, żeby wybrzmiało to jedno: kocham Was. Więcej słów w tym miejscu nie trzeba.

Obecnie

Pomimo zła, które rozsiewałem, nie jestem sam. Moją ostają, jest Agnieszka i jej córka.

Natura, książki i muzyka

Od zawsze ciągnęło mnie w nieznane. Jako dziecko odkryłem piękno włóczęgi. Samotnie penetrowałem lasy, łąki i brzegi rzeki Kamiennej. Dziś słońce jest już po zachodniej stronie, ale nadal mocno grzeje, a ja wciąż kocham czytać i wędrować wśród natury.

 Literatura to mój kolejny punkt zwrotny. Od serii „Poczytaj mi mamo”, przez szkolną bibliotekę, aż po dorosłość, gdzie książki dawały mi spokój i bezpieczeństwo. Odkrywałem Różewicza, Stachurę, Hłaskę, a później z euforią Myśliwskiego i Jaworskiego.

 Muzyka towarzyszyła mi od zawsze – od trzeszczącego radia w domu po pasję nagrywania na magnetofon. Przeszedłem drogę od popu, przez Kombi i Maanam, aż po rocka i punk rocka, który jest ze mną do dziś. Tylko disco polo nie potrafię zrozumieć.

 Tu i teraz

Wszedłem na najwyższy punkt Starachowic – kopalnianą hałdę. Spojrzałem na zieloną przestrzeń naszego grodu. Początek i koniec. Wodzę oczami wspomnień po milionach obrazów. Pierwsza praca na „zakładach drzewnych”, dzielnica Bugaj z melinami, fabryka samochodów – żywicielka, wieża ciśnień, pierwsze starachowickie wieżowce na ul. Zakładowej. To były miejsca gonitw, zabaw i poszukiwania tuneli do Szkoły Podstawowej nr 1.

 Kiedyś chciałem być leśnikiem, archeologiem, historykiem czy filologiem. Teraz po prostu chcę być sobą. Moją radością jest pisanie. Czy mogłem sprawić sobie lepszy prezent?

 P.S. Nie lubię składać życzeń ani ich przyjmować. Lubię czyn. Działaniem chcę składać życzenia i działaniem chcę je otrzymywać. Staram się być gotowy do pomocy, udzielać jej i po prostu być z ludźmi. Uczę się przepraszać. Są osoby, które były blisko mnie, a których jeszcze w pełni nie przeprosiłem. Może proces przepraszania nigdy się nie zakończy.

Pisząc ten tekst kolejny raz, zapewne wspomniałbym o innych punktach zwrotnych. Kocham Was i cieszę się, że jesteście ze mną. Tych, których nie ma obok, przepraszam słowem. Dobry Bóg może pozwoli mi jeszcze czynem uczynić zadośćuczynienie.

Koniunkturalizm czy realna siła? Marek Materek, Nowa Polska i polityczna walka o kadencyjność

     

 


    W polskiej polityce znów dochodzi do ostrych przepychanek. Głównym tematem spornym staje się planowana zmiana ustawy o kadencyjności we władzach samorządowych. Prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie, obawiając się utraty możliwości startowania w kolejnych wyborach lokalnych z uwagi na ograniczenie sprawowania władzy do dwóch kadencji, podjęli decyzję o utworzeniu partii politycznej.

    Liderem tego ruchu samorządowców jest senator i były prezydent Nowej Soli – Wadim Tyszkiewicz. Moim zdaniem, partia Nowa Polska ma szansę stać się czołowym lobbystą w sprawie zmiany ustawy o kadencyjności.

    Do Nowej Polski przystąpił również prezydent Starachowic, Marek Materek. Należy pamiętać, że w poprzednich wyborach parlamentarnych poniósł on polityczną porażkę. Wcześniej powołał już partię, w której był liderem, lecz po przegranej natychmiast ją opuścił. Widzę tu wyraźne znamiona koniunkturalizmu. Z obecną formacją może być podobnie. Jeżeli tylko obóz rządzący zdecyduje się na wycofanie zmian w ustawie, Nowa Polska może szybko przekształcić się w "kanapową" grupę dyskusyjną.

    Prezydent Polski (Karol Nawrocki), jako reprezentant obozu, który przegłosował ograniczenie kadencyjności, formalnie broni tej ustawy. Jeśli jednak jakimś cudem nowy twór samorządowców zacznie osiągać dobre wyniki w sondażach, prezydent może zmienić swoje zdanie. Ideologicznie Nowej Polsce bliżej jest do Koalicji Obywatelskiej (KO) niż do Prawa i Sprawiedliwości (PiS). O programie ugrupowania nie można powiedzieć wiele konkretnego; dominują slogany, które powielają wszystkie pozostałe partie.

    Dla Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), które ma ogromne problemy i balansuje na progu wyborczym, zaistnienie w przestrzeni politycznej Nowej Polski może stanowić szansę. Ludowcy mogą spróbować stworzyć koalicję z samorządowcami, aby poprawić swoje notowania.


    Uważam, że w Polsce jest miejsce na maksymalnie trzy, góra cztery partie. Mamy dwa ugrupowania przodujące, a potrzebne są jeszcze silne skrzydła skrajnej prawicy i lewicy. Partia centrowa w obecnej, zaognionej polityce ma marne szanse na utrzymanie się na scenie. Jedynie historyczne PSL może nadal bronić opcji centrowej.

    Senator Wadim Tyszkiewicz powiedział w wywiadzie dla Onetu:

    „Pytają mnie często, czym my się różnimy od partii Kukiza, Palikota, Petru, Hołowni czy Biedronia. Różnimy się tym, że mamy gigantyczny fundament, z którego startujemy. Ludzie, którzy budują Nową Polskę, to są ludzie o ogromnym doświadczeniu w biznesie, w samorządzie. My startujemy z tym ogromnym doświadczeniem, to jest nasz fundament. A często te partie, które wymieniłem, startowały od lidera, czyli lider bez struktur i dopiero tworzony był program. U nas jest dokładnie odwrotnie” – zaznaczył.

    Nie zgadzam się z tą opinią senatora. Nowa Polska jest partią lokalnych liderów z wieloletnim doświadczeniem. Pytanie brzmi, czy takie silne indywidualności będą umieć podporządkować się nowemu przywództwu. Nie wierzę w zapewnienia, że partii niepotrzebny jest wódz – nie w polskim wydaniu politycznym. W konsekwencji ci lokalni liderzy będą dbać przede wszystkim o swoje środowiska wyborcze, a wspólne działania w partii będą traktować po macoszemu. Ostatecznym sukcesem Nowej Polski może być jedynie chwilowe zaistnienie na scenie politycznej, a następnie wchłonięcie przez większą partię – prawdopodobnie Koalicję Obywatelską lub PSL, choć Marek Materek ma już drogę do tych środowisk zamkniętą.


    Osobiście jestem zwolennikiem kadencyjności na wszystkich stanowiskach wybieranych w wyborach powszechnych – zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym. Konieczne jest również wykluczenie polityków z zasiadania w radach nadzorczych. Z czasem kadencyjność powinna zostać rozszerzona o Sejm.

    Senat powinien stać się Izbą, w której zasiadaliby byli prezydenci RP, byli premierzy, prezesi NIK i Narodowego Banku Polskiego. Nadszedł też czas na przeszacowanie okręgów wyborczych. W niektórych regionach powinno się zmniejszyć liczbę mandatów i przenieść je do okręgów z niedostateczną reprezentacją. Wielkie aglomeracje powinny zyskać dodatkowe miejsca kosztem ośrodków małomiasteczkowych i wiejskich.

    Marek Materek jest znakomitym politykiem w wydaniu lokalnym. Niestety, widać już u niego „zmęczenie materiału”. Dlatego Starachowicom przydałaby się zmiana na stanowisku prezydenta. Z drugiej strony, w mieście nad Kamienną brakuje obecnie polityka, który miałby wystarczające umiejętności i autorytet, aby powierzyć mu władzę. Czy jesteśmy skazani na Marka Materka?

 

Polecane

Ostatnia noc

  Rozdział 1 – Ostatnia przystań – Ty bydlaku, chamie, skrzywdziłeś mnie, a teraz dostałeś rozwód! Krzyk Marzeny przeciął powietrze ni...