Zimny kwiecień, gorące sprawy miasta

 


 


    Kiedyś Kora śpiewała o zimnym maju. Dziś równie dobrze moglibyśmy nucić o zimnym, wiosennym kwietniu. Tyle że temperatura za oknem to najmniejszy problem — znacznie ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na to, co dzieje się w naszym mieście.

    Zacznijmy od dobrych wiadomości. Do Starachowic popłyną miliony z funduszy szwajcarskich. Temat nie jest nowy — pisałem o nim już wcześniej:
https://roberttof.blogspot.com/2025/07/nowe-miliony-dla-starachowic-wielka.html

    Dziś jednak mamy potwierdzenie: pieniądze są realne. A to oznacza jedno — pojawia się szansa na konkretne działania, a nie tylko zapowiedzi. Pytanie brzmi: czy zostaną dobrze wykorzystane?

    W międzyczasie miasto postanowiło zmierzyć się z problemem, o którym wielu mówiło półgłosem — pijaństwem. Wprowadzono nocną prohibicję. Decyzja odważna. Czas podać konkretne  efekty? Czy rzeczywiście jest bezpieczniej? Czy mniej interwencji? Na te pytania wciąż nie ma odpowiedzi. A bez nich trudno mówić o sukcesie.

    Jeśli już mówimy o wydawaniu pieniędzy — warto spojrzeć szerzej. Owszem, inwestujemy w szkolnictwo i przedsiębiorczość, co jest krokiem w dobrą stronę. Zadajmy pytanie. Czy naprawdę możemy sobie pozwolić na pomijanie sfery zdrowia i kultury?
Pisałem o tym szerzej tutaj:
https://roberttof.blogspot.com/2025/09/otwarcie-wiaduktu-i-kulturalny-weekend.html

    Bo miasto to nie tylko drogi, szkoły i inwestycje. To także jakość życia. A ta bez kultury i działań prozdrowotnych zwyczajnie kuleje.

    Starachowice mają potencjał, by zaistnieć na kulturalnej mapie Polski. Mamy nazwisko — i to nie byle jakie. Wiesław Myśliwski, pisarz tej klasy, to kapitał, którego wiele miast może nam tylko pozazdrościć.  Festiwal literacki to znakomita inicjatywa. Wiesław Myśliwski, mieszkaniec naszego miasta i jego honorowy obywatel, to solidny fundament do budowania takiej tożsamości. Pytanie tylko, czy potrafimy go wykorzystać, czy znów poprzestaniemy na okazjonalnych wydarzeniach.

    Tymczasem pojawiają się kolejne pomysły inwestycyjne. Zakup działki między stadionem a starym szpitalem i budowa bloku — logiczne, potrzebne, wręcz oczywiste, patrząc na braki mieszkań czynszowych. Czy to jedyny możliwy kierunek? A może warto pomyśleć szerzej — o przestrzeni rekreacyjnej, o miejscu, które realnie poprawi jakość życia mieszkańców? Może aquapark zamiast kolejnego bloku? To nie jest fanaberia — to pytanie o wizję miasta.

    Bo dziś największym problemem Starachowic nie jest brak inwestycji. Jest nim demografia. Miasto się starzeje — i widać to na każdym kroku. Spacerują ulicami, głównie osoby starsze. Przychodnie. Obraz jeszcze bardziej wymowny — zagubieni ludzie, nerwowe kolejki, spory o miejsce. A wystarczyłby prosty system numerków. Niby drobiazg, ale takich „drobiazgów” składających się na codzienność jest więcej.

    I wreszcie sport — temat, który zawsze budzi emocje. Star Starachowice, klub z piękną, stuletnią tradycją, doczekał się stadionu, którego nie musi się wstydzić. I to jest sukces. Problem w tym, że za infrastrukturą nie nadąża zarządzanie. Pojawiają się kłopoty finansowe, a miejskie pieniądze, zamiast budować stabilność, zdają się rozpływać.

    Czy naprawdę jedyną drogą jest dalsze dokładanie środków do jednej dyscypliny? Może warto odwrócić perspektywę i postawić na sporty mniej medialne, ale lepiej zarządzane — koszykówkę, siatkówkę, a może nawet kolarstwo? Tam również można budować markę miasta — być może skuteczniej i taniej.

    Nie sposób pominąć Lubianki. Inwestycja, która od początku budzi emocje. Z jednej strony — szkoda rezygnować z pozyskanych środków. Z drugiej — wyraźny sprzeciw części mieszkańców. I tu pojawia się pytanie, którego często unikamy: czy każdą inwestycję trzeba realizować natychmiast? A może czasem lepiej poczekać, dać ludziom czas na oswojenie się ze zmianą i wrócić do tematu w bardziej sprzyjającym momencie?

    Na koniec temat, który wraca jak bumerang — spalarnia. Od marca znów mówi się o wznowieniu procedur. I znów rośnie napięcie. Bo to nie jest tylko inwestycja — to sprawdzian relacji między władzą a mieszkańcami. Jeśli zabraknie dialogu, scenariusz może być łatwy do przewidzenia: konflikt, protesty i — w najgorszym przypadku — zmarnowane pieniądze.

    Można więc powiedzieć, że Starachowice są dziś w ciekawym momencie. Są pieniądze, są pomysły, jest energia do działania. Ale jest też chaos, brak konsekwencji i pytania bez odpowiedzi.

    A od odpowiedzi na te pytania zależy jedno: czy za kilka lat będziemy mówić o rozwoju miasta — czy o straconej szansie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecane

Zimny kwiecień, gorące sprawy miasta

         Kiedyś Kora śpiewała o zimnym maju. Dziś równie dobrze moglibyśmy nucić o zimnym, wiosennym kwietniu. Tyle że temperatura za ...