Zabieram Państwa na spacer po naszym mieście w te pierwsze dni stycznia. Starachowice przywitały nas lekkim śniegiem i mrozem – takim w sam raz, akceptowalnym dla mojego i starszych pokoleń. Dla młodszych te dwa stopnie poniżej zera to już niemal kataklizm. To, jak bardzo trwożymy się każdą zmianą pogody, jest chyba najlepszym dowodem na postępujące ocieplenie klimatu.
Spory o grunt i „Status Quo”
Przejdźmy się po rejonach, które w ubiegłym roku budziły najwięcej emocji. Ulica Leśna – jedna z kluczowych w mieście. Znajdziemy tu domy prywatne, szkołę z dużym miejscem na kompleks sportowy i puste przestrzenie, które mieszkańcy od lat traktowali jako niezbywalny element krajobrazu. Prezydent Marek Materek uznał jednak, że ten stan rzeczy należy zmienić. Miasto potrzebuje funduszy na kolejne inwestycje, a sprzedaż atrakcyjnych, miejskich działek to najprostsza droga do zasilenia budżetu.
Mieszkańcy, przyzwyczajeni do dotychczasowego spokoju, głośno zaprotestowali. Jednak włodarz, znany z determinacji w dążeniu do celu, zignorował te głosy – podobnie jak w przypadku działki przy ul. Oświatowej. Można odnieść wrażenie, że świadomość ostatniej kadencji wymusza na prezydencie domykanie zobowiązań wyborczych bez oglądania się na społeczne sprzeciwy.
Blaski i cienie inwestycji
Trzeba oddać sprawę uczciwie: przez ostatnie lata Starachowice zmieniły się diametralnie. Na tle Ostrowca Świętokrzyskiego czy Skarżyska-Kamiennej wyglądamy bardzo korzystnie. To zasługa zarówno prezydenta, jak i wyborców, którzy zaufali mu, powierzając swoje podatki. Dane demograficzne w porównaniu z sąsiadami mamy najgorsze.
Niestety, nie wszędzie panuje zgoda. Punktem spornym stała się Lubianka. To piękny akwen przyciągający tłumy, ale rozbudowa infrastruktury budzi opór osób mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie. Ostatnie spotkanie z mieszkańcami odbyło się w atmosferze nieufności. Trudno będzie tu o kompromis. Zastanawiająca jest też cisza wokół planowanej spalarni śmieci. Temat zapewne wróci w kampanii wyborczej wraz z pytaniami o poniesione już koszty.
Sukcesy i „przecinanie wstęg”
Pochwalmy jednak Magistrat za konkretne inwestycje. Wiadukt nad torami to inwestycja, która realnie ułatwiła życie. Choć widowisko z przecinaniem wstęg, dronami i politykami przypisującymi sobie zasługi, wyglądało to nieco groteskowo. Dla mnie liczy się fakt: robota została zrobiona.
Warto też wspomnieć o rozbudowie mieszkalnictwa socjalnego i czynszowego. To kluczowe, by zatrzymać ludzi w mieście. Cieszy też odbudowa stadionu, choć łyżką dziegciu jest sytuacja klubu piłkarskiego. Wydajemy na niego ponad milion złotych rocznie z podatków, a obecny zarząd nie budzi optymizmu. Klubem powinien zarządzać profesjonalista potrafiący pozyskiwać sponsorów, a nie tylko korzystać z miejskiej kasy.
Kultura, „Stary” i demografia
Starachowice to także kultura: Blues pod Piecem czy Noce Teatralne to imprezy z ogromnym potencjałem regionalnym. Prawdziwą perłą w koronie promocyjnej miasta są jednak zloty samochodów ciężarowych Star. To nasz unikalny kapitał, którego nie wolno zmarnować przez polityczne niesnaski.
Na koniec refleksja nad tkanką społeczną. Rok kończymy z nocną prohibicją. Czy to wystarczy, by walczyć z alkoholizmem? Miasto stoi na rozdrożu między nową infrastrukturą a walką z problemami społecznymi. Największą bolączką pozostaje jednak brak nowych, dużych inwestorów. Bez silnego przemysłu młodzi nie zostaną w mieście. Starachowicka Strefa Ekonomiczna od lat wydaje się bardziej promować inne lokalizacje niż nasze miasto, na co władze Starachowic nie mają niestety realnego wpływu.
Zmęczenie materiału?
W lokalnej polityce widać „zmęczenie materiału”. Marek Materek zdominował scenę na lata, ale błędy, takie jak ignorowanie głosu mieszkańców czy kontrowersyjna sprzedaż gruntów, otworzyły drzwi opozycji. Rok 2025 de facto rozpoczął już wyścig o nową wizję Starachowic.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz