Głosy Puszczy Iłżeckiej – tam, gdzie droga jest ważniejsza niż cel

 





    Korzystając z przerwy świątecznej i sprzyjającej zimowej aury, udałem się na krótki wypad. Trwał zaledwie kilka godzin, ale był pełen wspomnień i wydarzeń związanych z tą ziemią.

    Wyprawę rozpocząłem w Zawałach – niewielkiej miejscowości, która wyludnia się w zastraszającym tempie. W tereny leśne wszedłem Gościńcem Zawalskim. Dziś to szeroka asfaltowa droga, lecz dawniej był to ważny piaszczysty trakt, którym transportowano dobra wytworzone w okolicy. To tędy rolnicy wieźli swoje produkty w kierunku Starachowic i Ostrowca Świętokrzyskiego. Krótki odcinek przemierzyłem też gruntową Drogą Mołdawską, z której niegdyś korzystało wojsko do transportu sprzętu.


 

    Przechadzam się wśród wspaniałych drzew: głównie sosen, ale też modrzewi, dębów, buków, olch i brzóz. Są drzewa, które zdają się pamiętać szept dawnych wieków. Na skraju Puszczy Iłżeckiej, tuż przy legendarnym trakcie ze wsi Zawały, stoi wiele potężnych okazów. Spójrzcie na tę misterną sieć gałęzi, która niczym żywy witraż rysuje się na tle zimowego nieba. Choć drzewo jest teraz pozbawione liści, wciąż emanuje niezwykłą siłą. Stoi dumnie na straży, pilnując spokoju puszczy i witając wędrowców. W jego milczeniu odnajdujemy spokój, a w potężnej sylwetce – piękno natury, która nie potrzebuje barw, by zapierać dech w piersiach. Każde pęknięcie kory to inna opowieść zapisana przez czas i wiatr. Zatrzymajcie się na chwilę, odetchnijcie głęboko i spójrzcie w górę. Natura wciąż potrafi zachwycać swoją surową, czystą formą.

    Gościńcem Ostrowieckim kieruję się w stronę Piotrowego Pola. Trak ten przez wieki był kluczowym węzłem komunikacyjnym – używali go już Wandalowie podczas swoich wędrówek przed tysiącami lat. Tym szlakiem maszerował w 1863 roku płk Dionizy Czachowski, jeden z najwybitniejszych dowódców Powstania Styczniowego. W tamtym czasie Gościniec Ostrowiecki, Zawalski oraz Droga Stróżowa stanowiły strategiczne szlaki dla oddziałów powstańczych przemieszczających się między Iłżą, Lipskiem a Wąchockiem.


 

    Wieś Piotrowe Pole to dziś zaledwie kilka domków letniskowych. Ostatni stali mieszkańcy wyprowadzili się stąd w latach 70. ubiegłego wieku. Tutejsze lasy stanowiły idealną bazę wypadową dla partyzantów ze względu na gęste zalesienie i trudnodostępne bagna. Operowały tu zgrupowania „Ponurego” (Jana Piwnika) oraz „Nurta” (Eugeniusza Kaszyńskiego). To tędy oddziały przedzierały się w stronę Warszawy w ramach akcji „Burza”. Działała tu również Armia Ludowa oraz oddziały radzieckie (m.in. kpt. Iwana Karawajewa).




 

    Najważniejszym punktem na mojej trasie jest miejsce bitwy pod Piotrowym Polem (1–2 października 1944 r.). Zgrupowanie AK pod dowództwem kpt. Wincentego Tomasika „Potoka” zostało tu osaczone przez przeważające siły niemieckie. Wieś spalono, a wielu partyzantów i mieszkańców zginęło.


 

    Na przestrzeni zaledwie kilku kilometrów poczułem zew historii. Idąc leśnymi szlakami, dochodzę do wniosku, że droga jest ważniejsza niż cel. Wielu z nas patrzy na horyzont jedynie jako na punkt, który trzeba jak najszybciej osiągnąć. Śpieszymy się, by odhaczyć kolejny przystanek, zapominając, że prawdziwa podróż dzieje się pod naszymi stopami. Oblodzona leśna droga uczy pokory. Nie pozwala na bieg; wymaga uważności. To właśnie w tym spowolnieniu kryje się największa wartość: czas na obserwację szronu, rytmu drzew i dialog z samym sobą w ciszy mroźnego powietrza. Cel jest tylko pretekstem, by włożyć buty i wyjść z domu.


 

    Wspominam przodków, którzy oddali życie w czasie II wojny światowej. Zastanawiam się, czy działali w konspiracji z pobudek patriotycznych, czy może strach przed partyzantami, którzy przychodzili nocą z bronią gotową do strzału, był silniejszy? Te pytania pewnie na zawsze zostaną bez odpowiedzi.

Miejsc upamiętniających walki i martyrologię w tej okolicy jest mnóstwo. Warto wymienić choćby:

  • Pomnik Bitwy pod Piotrowym Polem – monument w kształcie podwójnej iglicy z literami „AK”.
  • Mogiłę Partyzancką na polanie „Potoki” – symboliczne miejsce obozowiska z brzozowym krzyżem.
  • Pomnik Ofiar Pacyfikacji Wsi Piotrowe Pole – upamiętniający 17 zamordowanych mężczyzn.
  • Partyzancką Drogę Krzyżową – szlak z drewnianymi kapliczkami wzdłuż gościńca.
  • Mogiłę Powstańczą z 1864 roku – ślad po powstaniu styczniowym.

    Wsiadając do samochodu, raz jeszcze spojrzałem na drogę – prostą jak strzała. Pamiętam czasy, gdy była piaszczysta, a po deszczach tak błotnista, że koń nie mógł uciągnąć wozu. Wtedy zsiadało się z fury pełnej ziemniaków, zboża czy drobiu i szło obok, by zwierzęciu było lżej. Dziś to droga gładka niczym amerykańska autostrada. Przyjedź i przekonaj się sam.


 

W butach dziedzica. O filmowej adaptacji „Pałacu” Wiesława Myśliwskiego

 

 


Lecz powiadam, abyś nigdy końca pożaru nie doczekał. To najsmutniejszy koniec. Nie wiesz nawet, w co ręce włożyć, a nikogo już nie ma przy tobie.
Pałac Wiesław Myśliwski


 

 


    W 1980 roku reżyser Tadeusz Junak wziął na warsztat powieść Wiesława Myśliwskiego pt. „Pałac”. Czytałem ją wiele lat temu i już wtedy na blogu określiłem ją mianem powieści totalnej. Przeniesienie tak głębokiej, filozoficznej prozy na ekran było wyzwaniem, któremu reżyser w dużej mierze sprostał, choć nie ustrzegł się pewnych trudności z tempem akcji.

    W literaturze piękne, gęste słowa tworzą wewnętrzną dynamikę, która na ekranie nie zawsze znajduje swoje odbicie. Obraz filmowy bywa momentami zbyt wolny i nużący, jednak mimo to wiernie oddaje główne założenia pisarza.

    Głównym bohaterem jest Jakub – pastuch, który widząc uciekających dziedziców, wchodzi do opustoszałego pałacu. Krąży między komnatami, przygląda się meblom, obrazom i wszechobecnemu przepychowi. Przeglądając się w ogromnym lustrze, przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Staje się „gospodarzem” – teraz to on jest panem, on decyduje o życiu, pracy i losach innych. Co uderzające, mimo chłopskiego pochodzenia, Jakub nie okazuje empatii swoim dawnym współbraciom. Przeciwnie – traktuje poddanych gorzej niż zwierzęta, gnębiąc ich równie perfidnie, jak poprzedni właściciele.

    Seans ten utwierdził mnie w przekonaniu, że o ile przypadek może decydować o naszym losie, o tyle nie zmienia on naszego charakteru. Nagła zmiana statusu społecznego nie eliminuje wad ani nie dodaje zalet. Bohater, doskonale znając realia wiejskiego niedostatku, nie próbuje ich naprawić. Z ochotą „wchodzi w buty” możnowładcy i naśladuje go w każdym calu.

    Wielkie brawa należą się Januszowi Michałowskiemu, który znakomicie oddał w swojej grze dramatyzm ludzkiego losu. Całość dopełnia wspaniała muzyka Leszka Orlewicza. Choć film ma już 45 lat i powstał przy użyciu skromnych środków, nadal niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Warto poświęcić te półtorej godziny, by zmierzyć się z tym dziełem.

    To już druga adaptacja prozy Myśliwskiego, którą miałem okazję recenzować – wcześniej śledziłem losy Szymona Pietruszki w ekranizacji „Kamienia na kamieniu”.

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...