XXVIII Świętokrzyskie Spotkania Trzeźwościowe w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polskiej Pani ziemi Świętokrzyskiej

 


Z radością podsumowujemy 28. Spotkania Trzeźwościowe w Sanktuarium Maryjnym w Kałkowie‑Godowie. Pierwsze z nich odbyło się w 1995 roku u podnóża Gór Świętokrzyskich, pod patronatem kustosza sanktuarium ks. Czesława Wali. Od tamtej pory to wyjątkowe, pełne duchowej głębi miejsce stanowi przestrzeń, gdzie duchowość łączy się z codzienną walką o trzeźwość. Trzeba podkreślić, że obecny kustosz ks. Zbigniew Stanios mocno wspiera i jest przychylny naszym corocznym spotkaniom.

Tradycją spotkań są katechezy prowadzone przez kapłanów znających problem alkoholizmu. Gościliśmy m.in. ks. Marka Dziewięckiego oraz Dariusza Kwiatkowskiego (MCI), orędownika wspólnoty AA, a ostatnio ks. Zbigniewa Borkowskiego (MCI). Tegoroczny temat „Alkoholizm choroba rodziny” pozwolił zgromadzić uczestników ze środowisk AA, Al‑Anon i DDA.  Ks. Zbigniew poprowadził katechezę o środowisku DDA. Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) to osoby, które wychowały się w rodzinach z problemem alkoholowym. Choć same nie sięgają po alkohol, często odczuwają skutki traumy rodzinnej, przejawiające się trudnościami w budowaniu relacji, brakiem zaufania oraz problemami z wyrażaniem emocji.

Wspólnie omawialiśmy mechanizmy współuzależnienia, dzieliliśmy się świadectwami i prowadziliśmy żywe dyskusje nad tym, jak alkoholizm wpływa nie tylko na osobę uzależnioną, ale i na jej najbliższych.

Choć spotkania odbywają się w sanktuarium, są otwarte dla każdego zainteresowanego. Jedynym warunkiem uczestnictwa jest gotowość do zaprzestania picia, niesienia pomocy oraz pracy nad sobą w kontekście współuzależnienia. Spotkania organizują trzeźwi alkoholicy, którzy od lat zapraszają również osoby współuzależnione, rozszerzając perspektywę naszych rozmów.

Osobiście miałem szczęście poznać temat współuzależnienia już podczas pierwszej terapii. Wiedzę tę przekazuję najbliższym, zachęcając do podjęcia terapii – stąd pomysł na temat tegorocznego spotkania. Uważam, że leczenie uzależnienia musi odbywać się dwutorowo: równolegle pracując z osobą uzależnioną i jej rodziną. Spotkania takie jak nasze są doskonałą okazją do wysłuchania świadectw, zdobycia wiedzy i nabrania odwagi, by szukać pomocy.

Wracam z każdego spotkania pełen refleksji, siły i chęci do działania na rzecz innych. Dlatego już dziś zapraszam na 29. Spotkania Trzeźwościowe w Kałkowie‑Godowie. Mam nadzieję, że włączą się  pełniej w organizację wspólnoty z Al‑Anon i DDA, by razem tworzyć przestrzeń wymiany doświadczeń i wsparcia. Do zobaczenia za rok!

Recenzja filmu W drogę

 

 

 


 


    Film W drogę irańskiego reżysera Panaha Panahi to kameralna, a jednocześnie uniwersalna opowieść o poszukiwaniu domu i siebie. Panahi, znany z czułego spojrzenia na zwykłe ludzkie dramaty, tym razem zabiera nas w nieokreśloną podróż – metaforyczną odyseję dzięki rejestrowi ograniczonej przestrzeni samochodu. To właśnie niejeden z atutów tego dzieła: ciasne wnętrze uwypukla emocje bohaterów i podkreśla klaustrofobiczną atmosferę zawieszenia między przeszłością a przyszłością. Poprzednio oglądałem film Asghar Farhadi, „Bohater” – podobnie jak Panahi, Farhadi operuje niedopowiedzeniami i skupieniem na emocjach postaci, tworząc z pozoru prostą historię o ogromnej sile społecznego i moralnego napięcia.

 

Fabuła i atmosfera

    Podróżująca rodzina – matka, ojciec, dorosły syn oraz młodszy, żywiołowy chłopiec – wyrusza w trasę bez jasno określonego celu. Ich milczenie na temat motywów wyprawy przypomina z jednej strony brak dialogu w„Bohaterze” Asghara Farhadiego, gdzie wieloznaczne gesty i niedopowiedzenia kreowały napięcie społeczne i moralne. W drogę Panahi posługuje się podobnym zabiegiem: milcząca zgoda i skupienie na emocjach pozwalają widzowi samemu wypełnić luki narracyjne, angażując wyobraźnię i wzmacniając poczucie niepewności.

Gra aktorska

    Pantea Panahiha jako cicha, lecz pełna siły matka prowadzi rodzinne dialogi jednym spojrzeniem – potrafi wyrazić troskę i determinację bez zbędnych słów. Hassan Majooni jako ojciec budzi sympatię spokojem i pogodą ducha, jednocześnie ujawniając w drobnych gestach niewypowiedziane emocje. Amin Simiar jako starszy syn oddaje rozterki młodego mężczyzny stojącego na rozdrożu życia, zaś Rayan Sarlak jako najmłodszy wnosi do filmu dziecięcą energię i poczucie zachwytu – jego postać to jedyny ratunek przed nadmiernym dramatyzmem.

Pejzaże i plastyka obrazu

    Choć W drogę dzieje się głównie w aucie, pejzaże – widziane przez okna i migawki zatrzymywane przez obiektyw – odgrywają rolę niemal drugiego bohatera. Kamera Panahiego rejestruje surowe pustkowia, rozległe równiny i chwile złotej godziny, gdy światło przeszywa horyzont. Kontrast między klaustrofobicznym wnętrzem a nieskończonym horyzontem potęguje uczucie zagubienia i przypomina epicką skalę przestrzeni znaną z „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka – symbolicznej podróży w głąb ludzkiej świadomości.

Inspiracje

    Reżyser ewidentnie inspiruje się Stanley Kubrickiem i jego, „2001: Odyseja kosmiczna” w obu filmach mamy motyw podróży w nieznane, klaustrofobiczne ujęcia kadru i monumentalna kosmiczna pustka to echa, które w subtelny sposób pobrzmiewają również w drogę.

Podsumowanie

    W drogę to film, który – niczym kosmiczna kapsuła – unosi nas ponad granice geograficzne i kulturowe. Dzięki subtelnej grze aktorskiej, oszczędnej narracji i hipnotyzującym pejzażom Panahi tworzy dzieło, które zmusza do refleksji nad tym, czym jest prawdziwy dom i dokąd prowadzi nas własna podróż. To pozycja obowiązkowa dla miłośników kina introspektywnego, otwartego na wieloznaczność i metaforyczne odniesienia.

Cichy ból opiekunów – Między blaskiem stadionu a cieniem codzienności

 


 


    Wiosenne powietrze wypełnia życie nadzieją. Słońce w zenicie oświetla nowo wybudowany miejski stadion, który z brzydkiego kaczątka rozkwitł w pięknego łabędzia. W czerwcu jego otwarcie uświetnią starachowiccy i krajowi oldboje – uśmiechnięci emeryci, krajowe i  lokalne legendy piłki nożnej – oraz politycy dumnie pozujący do zdjęć i obwieszczający, jak wielki wkład włożyli w tę inwestycję. To oczywiście zasługa wyborców – tych, którzy wymagają i potrafią wybrać najlepiej i wymagają od polityki wytężonej pracy. Spaceruję, podziwiając blask nowego obiektu, gdy nagle mój humor burzy inny widok.

    Pchający mężczyzna,  wózek inwalidzki z dorosłym synem. Codziennie, niezależnie od pogody, przemierzają milczące uliczki miasta: podopieczny z obojętnym wyrazem twarzy, opiekun – zmęczony i zgarbiony. Cichy wysiłek, bez chwili wytchnienia, przez całą dobę. Myśląc o tym obrazie, widzę też ojca z potomkiem ze  spektrum autyzmu, którego mijam od przeszło trzydziestu lat: coraz bardziej pochylonego, już pozbawionego radości wiosennych narodzin natury. Miłość i obowiązek w jednym transie, ściskające rękę syna dłoń, ciągnące go mimo oporu. Dla postronnych – niezrozumiałe napięcie, dramat bez słów. Wielu jest takich domów, w których  życie podporządkowane jest jednemu celowi – opiece chorego. Niepełnosprawnego, z demencją, schizofrenią, po udarach i wiele innych chorobach.

 

Wady systemowe w pomocy osobom niepełnosprawnym w Polsce

    Niestety, ten dramat rozgrywa się nie tylko na ulicach naszych miasteczek, lecz przede wszystkim w skostniałym systemie wsparcia.

  1. Brak koordynacji i nadmiar biurokracji.
    • Procedury ubiegania się o świadczenia są rozproszone pomiędzy różne instytucje (gminy, powiaty, ZUS, NFZ), co wymusza na opiekunach wielokrotne wizyty i niekończące się kolejki.
    • Często wymagane dokumenty tracą ważność w trakcie oczekiwania na rozpatrzenie wniosku, co zmusza do ich ponownego zdobywania.
  2. Niewystarczające wsparcie finansowe
    • Zasiłki i dodatki przyznawane są na poziomie często niższym niż realne koszty opieki (leki, rehabilitacja, sprzęt medyczny).
  3. Brak systemowych rozwiązań wytchnieniowych
    • Brak stałych, dostępnych miejsc w ośrodkach dziennego wsparcia czy klubach integracyjnych.
    • Działające doraźnie programy „opieki wytchnieniowej” są zwykle finansowane w formie pilotów lub projektów unijnych, które po ich zakończeniu znikają, pozostawiając opiekunów bez wsparcia.
  4. Niedocenienie roli opiekuna w systemie ochrony zdrowia
    • Brak szkoleń i wsparcia psychologicznego dla opiekunów, mimo że to oni codziennie podejmują działania pielęgnacyjne, rehabilitacyjne i edukacyjne.
    • Opiekunowie często zostają sami z ciężarem odpowiedzialności, bez dostępu do opieki koordynatora czy asystenta, który mógłby odciążyć ich w trudnych chwilach.

 

Zaniedbania wobec opiekunów – dramat ukryty za zamkniętymi drzwiami

    Na co dzień wielu opiekunów jest „niewidzialnych”. Trwają w samotnym dyżurze, bez chwili przerwy.

  • Emocjonalna izolacja: brak możliwości podzielenia się stresem, wypalenia i strachu przed przyszłością.
  • Brak dostępu do wsparcia psychologicznego: nawet kiedy proszą o pomoc, trafiają do długich list oczekujących lub otrzymują jednorazowe konsultacje, które niewiele zmieniają.
  • Ograniczony dostęp do zastępczej opieki: czasami jedyną formą jest drogi dom opieki całodobowej, na który nie stać rodzin.

 

Przykład wolontariatu przy CUS – siła wspólnoty w pandemii

    W czasie pandemii Centrum Usług Społecznych (CUS) w Starachowicach zorganizowało szeroką grupę wolontariuszy, którzy regularnie odwiedzali osoby uwięzione w domach i mieszkaniach, dostarczali zakupy, leki oraz po prostu spędzali czas na rozmowie. Dzięki temu:

  • Opiekunowie mogli odetchnąć, choć na chwilę – mieć pewność, że codzienne zakupy czy pilne wyjście do apteki nie obciążą ich jeszcze bardziej.
  • Samotni seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami poczuli, że nie są pozostawieni sami sobie, co znacząco poprawiło ich samopoczucie i bezpieczeństwo.
  • Wolontariusze zyskali bezcenne doświadczenie i satysfakcję z realnej pomocy, a lokalna społeczność zacieśniła więzi międzyludzkie.

    Ta inicjatywa pokazała, jak wielką siłę ma dobrze zorganizowana wspólnota. Warto przywrócić ducha tamtego wolontariatu, tym razem w ramach  fundacji, by nie tylko reagować doraźnie, lecz budować trwały system wsparcia. Fundacji jest kilka w Starachowicach, które mają możliwości zająć się takimi działaniami. Siła w społeczeństwie jest wielka, wielokrotnie udowodniliśmy, że umiemy i chcemy pomagać.

 

Jak możemy pomóc?

    Wyobraźmy sobie fundację, która:

  1. Koordynuje pomoc – zapewnia opiekę wytchnieniową, dzienne ośrodki i wolontariuszy do odwiedzin.
  2. Wspiera finansowo – zbiera fundusze na wsparcie opiekunów, transparentnie raportując wydatki. Propagowanie przeznaczenia 1,5 % podatku na cel pomocy naszym mieszkańcom.
  3. Integruje społeczność – organizuje spotkania, terapie grupowe i warsztaty, pokazując, że opiekunowie i ich podopieczni są pełnoprawnymi członkami naszego miasta.

    Niech otwarcie stadionu będzie zaproszeniem do nowego rozdziału – także w życiu opiekunów. Zaprosimy ich na otwarcie obiektu sportowego. Ja sam, jeśli tylko będę mógł, stanę do pomocy. Nawet najprostszy gest – wspólne zakupy czy spacer – może podnieść na duchu człowieka, którego cały dzień wypełnia troska i odpowiedzialność. Zdaje sobie sprawę, iż pomagać nie jest łatwo i wymaga otwarcia i cierpliwości. Pomaga już od kilku innej grupie chorych i nie zawsze jest to sukcesem.

 

Podsumowanie
    Piękno nowego stadionu to powód do dumy. Lecz prawdziwa wartość społeczna ujawni się, gdy zadbamy również o tych, którzy pełnią najtrudniejszą służbę – opiekę nad osobami niepełnosprawnymi. Czas przerwać milczenie i wspólnie stworzyć system, który nie tylko pomaga, ale także dodaje otuchy i nadziei.

Polecane

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

       Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...