„Papusza” Angeliki Kuźniak

 


 

„Ile to cierpią Cyganie, ile słyszą od ludzi słów plugawych, ile przekleństw, ile wyzwisk... I żaden się nad tym nie zastanowi, że nieraz zrani mu to serce. Z tym biednym sercem i z tym żalem chodzi Cygan po świecie. Są wśród nas uczciwi i nieuczciwi – tak jak w innych narodach”.

„Papusza” Angeliki Kuźniak to opowieść o Bronisławie Wajs z domu Zielińskiej, zwanej wśród Romów Papuszą. To historia pięknej kobiety o sercu pełnym poezji. Nie oznacza to jednak, że była ona delikatna i krucha jak liść. Papusza to postać, która przeżyła w swoim życiu wiele tragedii i trosk. Jej losem była wieczna tułaczka – wynikająca nie tylko z cygańskiego trybu życia, ale również z okrucieństwa wojny. Nosiła kolczyki z liści, łapała wiatr i śpiewała pieśni.

Papusza od dziecka przejawiała ogromną chęć poznawania świata. Jako samouk nauczyła się czytać i pisać. W swoich utworach opisywała życie w taborze i piękno przyrody. Świat postrzegała jako jedną wielką przestrzeń, z której każdy ma prawo czerpać bez wyznaczania granic i własności.

Być może wiersze Papuszy nigdy nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie Jerzy Ficowski – młody poeta ukrywający się w taborze. Wiedziony przeczuciem, zaprezentował twórczość Romki Julianowi Tuwimowi, który zachwycił się jej talentem. Obaj poeci podjęli starania, aby poezję Papuszy poznali Polacy. Wydali tomiki, promowali jej twórczość, a nawet doprowadzili do przyjęcia Papuszy do Związku Literatów Polskich.

Niestety, rozgłos okazał się dla niej przekleństwem. Rodacy uznali poetkę za zdrajczynię, która wyjawiła ich tajemnice. Została wykluczona ze społeczności romskiej. Do końca życia płaciła wysoką cenę za swoje wrażliwe serce i talent. Jej wiersze to zapis życia, trosk, radości i obyczajów panujących w cygańskim taborze.

Warto sięgnąć po biografię Papuszy, a następnie zatopić się w jej pięknej poezji.

Ja, biedna Cyganka, Nie mam szczęścia, nie mam nic. Nieszczęsne mam życie, Bo nie umiem dobrze czytać Ani pisać pięknie.

„Spowiedź w drewnie” Jana Wilkowskiego w reż. Ryszarda Dolińskiego w Teatrze Lalki i Aktora

 

 



 

 

 „A strugoj se Jasiu dali gołe baby jak ci sie widzom, strugoj… A godaniem ludzisków nijak sie nie frasuj… ludzie godały, godajom i bedom godać…”

Odwiedziłem Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” – tym razem jeszcze bez wnuczek – aby obejrzeć spektakl dla dorosłych pt. „Spowiedź w drewnie”. Spodziewałem się lekkiego przedstawienia, a otrzymałem dzieło, które zmusiło mnie do głębokiej i długiej refleksji.

„Spowiedź w drewnie” to opowieść o Jaśku, wiejskim rzeźbiarzu, który u schyłku życia rozlicza się z losem. Salę wypełniła piękna gwara świętokrzyska. Choć autor sztuki, Jan Wilkowski, napisał ją pierwotnie w gwarze beskidzkiej (opowiadając o losach rzeźbiarza Jędrzeja Wowry), kielecka adaptacja zyskała lokalny koloryt. W rolę Jaśka znakomicie wcielił się Zdzisław Reczyński.

„nie kuś Kaśka Jaśka”

Główny bohater staje przed sądem zwołanym przez niedokończoną rzeźbę Chrystusa Frasobliwego. Oskarżycielami są inne „nieudane” świątki – te, których nikt nie kupił na targu ani nie przyjął proboszcz. Chrystus, jako sędzia sprawiedliwy i miłosierny, chce wybaczyć artyście jego życiowe i rzeźbiarskie potknięcia. Jednak „skrzywdzone” rzeźby domagają się surowej kary.

Okazuje się, że rzeźbiarza i Chrystusa Frasobliwego łączy wspólna tajemnica: fascynacja kobietą i skryte marzenia o miłości, ucieleśnione w postaciach Marii Magdaleny i „Kaśki”. Choć drewno nie zawsze oddaje kobiecą gibkość, to właśnie ta jedna figurka – nieuczestnicząca w procesie – staje się ich wspólnym dobrem. Ostatecznie Chrystus, mimo sprzeciwu tłumu świątków, wysyła Jaśka do raju.

Po latach znów usłyszałem gwarę, która towarzyszyła mi w młodości. Ile w niej śpiewności, radości i smutku! Mowa ta ma przepiękną barwę i niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny – od czułości po złość i hardość.

Jan Wilkowski opowiedział nam o rozterkach prostych, ludowych twórców. Często niezrozumiani przez lokalną społeczność, tworzą swoje dzieła pod wpływem czystego natchnienia, pracując w zaciszu komórek, szop czy spichlerzy. To „dłubanie w drewnie” jest sensem ich trudnego, wypełnionego fizycznym wysiłkiem życia. Świątki oskarżające Jaśka to metafora otoczenia, które chętnie korzysta z pracy artysty, ale nie akceptuje jego twórczej innowacji. Rzeźba kobiety jako wyraz erotycznego pożądania jest dla nich nie do przyjęcia. Zdzisław Reczyński w roli Jaśka wspaniale oddał tę atmosferę pracowni, twórczy smutek i poczucie niespełnienia.

Nie wiem, kiedy ponownie odwiedzę Teatr „Kubuś” na spektaklu dla dorosłych, ale liczę na zespół aktorski i mam nadzieję, że w planach są już kolejne tak ciekawe premiery.

Starachowice na rozdrożu: Sprzedaż majątku grodzkiego, inwestycje a głos mieszkańców

 



    Zabieram Państwa na spacer po naszym mieście w te pierwsze dni stycznia. Starachowice przywitały nas lekkim śniegiem i mrozem – takim w sam raz, akceptowalnym dla mojego i starszych pokoleń. Dla młodszych te dwa stopnie poniżej zera to już niemal kataklizm. To, jak bardzo trwożymy się każdą zmianą pogody, jest chyba najlepszym dowodem na postępujące ocieplenie klimatu.

Spory o grunt i „Status Quo”

Przejdźmy się po rejonach, które w ubiegłym roku budziły najwięcej emocji. Ulica Leśna – jedna z kluczowych w mieście. Znajdziemy tu domy prywatne, szkołę z dużym  miejscem na kompleks sportowy i puste przestrzenie, które mieszkańcy od lat traktowali jako niezbywalny element krajobrazu. Prezydent Marek Materek uznał jednak, że ten stan rzeczy należy zmienić. Miasto potrzebuje funduszy na kolejne inwestycje, a sprzedaż atrakcyjnych, miejskich działek to najprostsza droga do zasilenia budżetu.

Mieszkańcy, przyzwyczajeni do dotychczasowego spokoju, głośno zaprotestowali. Jednak włodarz, znany z determinacji w dążeniu do celu, zignorował te głosy – podobnie jak w przypadku działki przy ul. Oświatowej. Można odnieść wrażenie, że świadomość ostatniej kadencji wymusza na prezydencie domykanie zobowiązań wyborczych bez oglądania się na społeczne sprzeciwy.

Blaski i cienie inwestycji

Trzeba oddać sprawę uczciwie: przez ostatnie lata Starachowice zmieniły się diametralnie. Na tle Ostrowca Świętokrzyskiego czy Skarżyska-Kamiennej wyglądamy bardzo korzystnie. To zasługa zarówno prezydenta, jak i wyborców, którzy zaufali mu, powierzając swoje podatki. Dane demograficzne w porównaniu z sąsiadami mamy najgorsze.

Niestety, nie wszędzie panuje zgoda. Punktem spornym stała się Lubianka. To piękny akwen przyciągający tłumy, ale rozbudowa infrastruktury budzi opór osób mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie. Ostatnie spotkanie z mieszkańcami odbyło się w atmosferze nieufności. Trudno będzie tu o kompromis. Zastanawiająca jest też cisza wokół planowanej spalarni śmieci. Temat zapewne wróci w kampanii wyborczej wraz z pytaniami o poniesione już koszty.

Sukcesy i „przecinanie wstęg”

Pochwalmy jednak Magistrat za konkretne inwestycje. Wiadukt nad torami to inwestycja, która realnie ułatwiła życie. Choć widowisko z przecinaniem wstęg, dronami i politykami przypisującymi sobie  zasługi, wyglądało to nieco groteskowo. Dla mnie liczy się fakt: robota została zrobiona.

Warto też wspomnieć o rozbudowie mieszkalnictwa socjalnego i czynszowego. To kluczowe, by zatrzymać ludzi w mieście. Cieszy też odbudowa stadionu, choć łyżką dziegciu jest sytuacja klubu piłkarskiego. Wydajemy na niego ponad milion złotych rocznie z podatków, a obecny zarząd nie budzi optymizmu. Klubem powinien zarządzać profesjonalista potrafiący pozyskiwać sponsorów, a nie tylko korzystać z miejskiej kasy.

Kultura, „Stary” i demografia

Starachowice to także kultura: Blues pod Piecem czy Noce Teatralne to imprezy z ogromnym potencjałem regionalnym. Prawdziwą perłą w koronie promocyjnej miasta są jednak zloty samochodów ciężarowych Star. To nasz unikalny kapitał, którego nie wolno zmarnować przez polityczne niesnaski.

Na koniec refleksja nad tkanką społeczną. Rok kończymy z nocną prohibicją. Czy to wystarczy, by walczyć z alkoholizmem? Miasto stoi na rozdrożu między nową infrastrukturą a walką z problemami społecznymi. Największą bolączką pozostaje jednak brak nowych, dużych inwestorów. Bez silnego przemysłu młodzi nie zostaną w mieście. Starachowicka Strefa Ekonomiczna od lat wydaje się bardziej promować inne lokalizacje niż nasze miasto, na co władze Starachowic nie mają niestety realnego wpływu.

Zmęczenie materiału?

W lokalnej polityce widać „zmęczenie materiału”. Marek Materek zdominował scenę na lata, ale błędy, takie jak ignorowanie głosu mieszkańców czy kontrowersyjna sprzedaż gruntów, otworzyły drzwi opozycji. Rok 2025 de facto rozpoczął już wyścig o nową wizję Starachowic.


Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...