Recenzja filmu „Dom dobry” – Prawdziwa siekiera Smarzowskiego

 

 

 


 


    Wojciech Smarzowski po raz kolejny sięga po ostre i jednocześnie ciężkie narzędzia. Jego film „Dom dobry” to kolejna odsłona polskiej rzeczywistości, która uderza w widza z siłą siekiery.

    Reżyser w swoich filmach nieustannie demaskuje nasze zakłamane życie: alkoholizm, korupcję, nieuczciwie zarobione pieniądze, traumy wojenne, nietolerancję i rasizm. Smarzowski nie opowiada tkliwych historii, nie szuka wytłumaczenia dla zła – on po prostu je pokazuje i nie dyskutuje z jego istnieniem.

    Przemoc Domowa Bez Retuszu

    W filmie „Dom dobry” obserwujemy historię przemocy domowej głęboko osadzonej w polskich realiach. Reżyser z bezlitosną precyzją ukazuje jej perfidność, sadyzm i wszędobylskie układy społeczne i instytucjonalne, które często sprzyjają oprawcom.

    Przemoc w domach, zwana często „cichym krzykiem”, to jeden z najbardziej palących, a jednocześnie najbardziej ukrywanych problemów społecznych. Smarzowski wyciąga ten wstydliwy temat na światło dzienne, zmuszając widza do konfrontacji z faktem, że dom, który powinien być ostoją bezpieczeństwa i miłości, nader często zamienia się w arenę tortur fizycznych i psychicznych.

    Gosia (Agata Turkot), główna bohaterka, jest archetypem osoby wykorzystanej, skrzywdzonej i zniszczonej. W jej historii widać, jak przemoc jest stopniowo normalizowana i jak systemowe zaniedbania pozwalają jej eskalować. Film zmusza do refleksji nad rolą świadków – sąsiadów, rodziny, współpracowników – którzy zamykają oczy, obawiając się interwencji lub wierząc w mit „prywatności domowego ogniska". To właśnie ta społeczna obojętność i powszechność przemocy staje się jednym z największych sprzymierzeńców oprawcy.

    Obraz opowiada historię w sposób, który nie daje poczucia łatwego rozwiązania. Nie wiemy, czy Gosia ratuje się dzięki sprawnej pomocy instytucji państwa, czy musi samodzielnie zawalczyć o przetrwanie, uruchamiając machinerię policji, sądu i opieki społecznej dopiero po katastrofie. Smarzowski nie daje nam pocieszającej iluzji, lecz stawia znak zapytania nad skutecznością i szybkością reakcji państwowych struktur wobec ofiar.

    Znak Szczególny Filmu: Cisza

    Wszystkie filmy Wojciecha Smarzowskiego mają jeden znak szczególny: ciszę po seansie. Ludzie opuszczają salę kinową w milczeniu, nie patrząc sobie w oczy. Głowy wbite w podłogę. Dlaczego?

    Zdajemy sobie sprawę, że każde z dzieł Smarzowskiego dotyczy nas. Mamy w tych historiach swój udział. Przemoc, alkoholizm, wykorzystanie seksualne, rasizm – to wszystko jest wokół nas, a często również w naszych domach, w nas samych. To poczucie współodpowiedzialności za społeczną znieczulicę wywołuje ten paraliżujący bezruch i niemy wyrzut.

    Majstersztyk Aktorski

    Gra aktorska Agaty Turkot, Agaty Kuleszy i Tomasza Schuchardta to prawdziwy majstersztyk. Agata Turkot potrafiła za pomocą krótkiego spojrzenia i niewielkiego ruchu dłoni opowiedzieć całą historię emocjonalną bohaterki. Tomasz Schuchardt jest tak autentyczny w swojej roli, że każdy jego cios i przejaw perfidii są odczuwalne przez widza niemal fizycznie.

Warto iść, ale...

Czy warto iść na ten film? Zdecydowanie tak!

    Czy film może zmienić nasze podejście do tematu przemocy? W to niestety trudno uwierzyć. Po kilku godzinach, dniach, a może tygodniach, zapomnimy o ludziach, którzy doświadczają codziennej przemocy, wracając do własnych, wygodnych żyć.

    Wojciech Smarzowski nie może zrobić więcej niż nakręcić film, który opowie nam historie z naszego życia. To my jako społeczeństwo możemy zawalczyć o dobro krzywdzonych. Róbmy to! Nie bądźmy obojętni!

Pedro Almodóvar: Od Kamery do Pióra – O Zbiorze Opowiadań „Ostatni Sen”

 




    Pedro Almodóvar, wielki reżyser znany na całym świecie z mistrzowskiego opowiadania historii za pomocą obrazu, okazuje się równie sprawnym literatem. Jego zbiór opowiadań „Ostatni sen” (tłumaczenie polskiego tytułu z notatki: „Ostań sen”) to fascynująca podróż do świata hiszpańskiego twórcy, dowód na to, że jego wizja artystyczna rozkwita także na kartach książki.

50 Lat Twórczości w Dwunastu Krótkich Opowieściach

    Książka jest wyjątkowa ze względu na ogromną przestrzeń czasową, jaką obejmuje. Zebranych dwanaście krótkich opowiadań powstawało na przestrzeni pięćdziesięciu lat! Ten niezwykły zbiór pozwala czytelnikowi prześledzić ewolucję artysty, jego poglądy, spostrzeżenia, marzenia oraz zanurzyć się w opowieściach balansujących między fikcją a rzeczywistością.

    Poprzez te literackie meandry poznajemy reżysera bardziej osobiście. Autor otwarcie mówi o swoim dzieciństwie, katolickim wychowaniu, relacjach z matką oraz o trosce o własny los i plany życiowe.

Klucz do Zrozumienia Geniusza Filmowego

    „Ostatni sen” to swoisty autoportret Pedro Almodóvara – obraz myśliciela i człowieka pochłoniętego nieustanną chęcią tworzenia. Lektura tych tekstów pozwala lepiej zrozumieć jego reżyserską twórczość, dając wgląd w źródła inspiracji i tematy, które tak silnie rezonują w jego filmach.

    Twórczość literacka i filmowa w tym wypadku wzajemnie się przenikają, tworząc spójny i kompletny przekaz. Opowiadania stanowią znakomity pomost między widzem a autorem.

Koniunkturalizm czy realna siła? Marek Materek, Nowa Polska i polityczna walka o kadencyjność

     

 


    W polskiej polityce znów dochodzi do ostrych przepychanek. Głównym tematem spornym staje się planowana zmiana ustawy o kadencyjności we władzach samorządowych. Prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie, obawiając się utraty możliwości startowania w kolejnych wyborach lokalnych z uwagi na ograniczenie sprawowania władzy do dwóch kadencji, podjęli decyzję o utworzeniu partii politycznej.

    Liderem tego ruchu samorządowców jest senator i były prezydent Nowej Soli – Wadim Tyszkiewicz. Moim zdaniem, partia Nowa Polska ma szansę stać się czołowym lobbystą w sprawie zmiany ustawy o kadencyjności.

    Do Nowej Polski przystąpił również prezydent Starachowic, Marek Materek. Należy pamiętać, że w poprzednich wyborach parlamentarnych poniósł on polityczną porażkę. Wcześniej powołał już partię, w której był liderem, lecz po przegranej natychmiast ją opuścił. Widzę tu wyraźne znamiona koniunkturalizmu. Z obecną formacją może być podobnie. Jeżeli tylko obóz rządzący zdecyduje się na wycofanie zmian w ustawie, Nowa Polska może szybko przekształcić się w "kanapową" grupę dyskusyjną.

    Prezydent Polski (Karol Nawrocki), jako reprezentant obozu, który przegłosował ograniczenie kadencyjności, formalnie broni tej ustawy. Jeśli jednak jakimś cudem nowy twór samorządowców zacznie osiągać dobre wyniki w sondażach, prezydent może zmienić swoje zdanie. Ideologicznie Nowej Polsce bliżej jest do Koalicji Obywatelskiej (KO) niż do Prawa i Sprawiedliwości (PiS). O programie ugrupowania nie można powiedzieć wiele konkretnego; dominują slogany, które powielają wszystkie pozostałe partie.

    Dla Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), które ma ogromne problemy i balansuje na progu wyborczym, zaistnienie w przestrzeni politycznej Nowej Polski może stanowić szansę. Ludowcy mogą spróbować stworzyć koalicję z samorządowcami, aby poprawić swoje notowania.


    Uważam, że w Polsce jest miejsce na maksymalnie trzy, góra cztery partie. Mamy dwa ugrupowania przodujące, a potrzebne są jeszcze silne skrzydła skrajnej prawicy i lewicy. Partia centrowa w obecnej, zaognionej polityce ma marne szanse na utrzymanie się na scenie. Jedynie historyczne PSL może nadal bronić opcji centrowej.

    Senator Wadim Tyszkiewicz powiedział w wywiadzie dla Onetu:

    „Pytają mnie często, czym my się różnimy od partii Kukiza, Palikota, Petru, Hołowni czy Biedronia. Różnimy się tym, że mamy gigantyczny fundament, z którego startujemy. Ludzie, którzy budują Nową Polskę, to są ludzie o ogromnym doświadczeniu w biznesie, w samorządzie. My startujemy z tym ogromnym doświadczeniem, to jest nasz fundament. A często te partie, które wymieniłem, startowały od lidera, czyli lider bez struktur i dopiero tworzony był program. U nas jest dokładnie odwrotnie” – zaznaczył.

    Nie zgadzam się z tą opinią senatora. Nowa Polska jest partią lokalnych liderów z wieloletnim doświadczeniem. Pytanie brzmi, czy takie silne indywidualności będą umieć podporządkować się nowemu przywództwu. Nie wierzę w zapewnienia, że partii niepotrzebny jest wódz – nie w polskim wydaniu politycznym. W konsekwencji ci lokalni liderzy będą dbać przede wszystkim o swoje środowiska wyborcze, a wspólne działania w partii będą traktować po macoszemu. Ostatecznym sukcesem Nowej Polski może być jedynie chwilowe zaistnienie na scenie politycznej, a następnie wchłonięcie przez większą partię – prawdopodobnie Koalicję Obywatelską lub PSL, choć Marek Materek ma już drogę do tych środowisk zamkniętą.


    Osobiście jestem zwolennikiem kadencyjności na wszystkich stanowiskach wybieranych w wyborach powszechnych – zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym. Konieczne jest również wykluczenie polityków z zasiadania w radach nadzorczych. Z czasem kadencyjność powinna zostać rozszerzona o Sejm.

    Senat powinien stać się Izbą, w której zasiadaliby byli prezydenci RP, byli premierzy, prezesi NIK i Narodowego Banku Polskiego. Nadszedł też czas na przeszacowanie okręgów wyborczych. W niektórych regionach powinno się zmniejszyć liczbę mandatów i przenieść je do okręgów z niedostateczną reprezentacją. Wielkie aglomeracje powinny zyskać dodatkowe miejsca kosztem ośrodków małomiasteczkowych i wiejskich.

    Marek Materek jest znakomitym politykiem w wydaniu lokalnym. Niestety, widać już u niego „zmęczenie materiału”. Dlatego Starachowicom przydałaby się zmiana na stanowisku prezydenta. Z drugiej strony, w mieście nad Kamienną brakuje obecnie polityka, który miałby wystarczające umiejętności i autorytet, aby powierzyć mu władzę. Czy jesteśmy skazani na Marka Materka?

 

Polecane

Zimny kwiecień, gorące sprawy miasta

         Kiedyś Kora śpiewała o zimnym maju. Dziś równie dobrze moglibyśmy nucić o zimnym, wiosennym kwietniu. Tyle że temperatura za ...