W butach dziedzica. O filmowej adaptacji „Pałacu” Wiesława Myśliwskiego

 

 


Lecz powiadam, abyś nigdy końca pożaru nie doczekał. To najsmutniejszy koniec. Nie wiesz nawet, w co ręce włożyć, a nikogo już nie ma przy tobie.
Pałac Wiesław Myśliwski


 

 


    W 1980 roku reżyser Tadeusz Junak wziął na warsztat powieść Wiesława Myśliwskiego pt. „Pałac”. Czytałem ją wiele lat temu i już wtedy na blogu określiłem ją mianem powieści totalnej. Przeniesienie tak głębokiej, filozoficznej prozy na ekran było wyzwaniem, któremu reżyser w dużej mierze sprostał, choć nie ustrzegł się pewnych trudności z tempem akcji.

    W literaturze piękne, gęste słowa tworzą wewnętrzną dynamikę, która na ekranie nie zawsze znajduje swoje odbicie. Obraz filmowy bywa momentami zbyt wolny i nużący, jednak mimo to wiernie oddaje główne założenia pisarza.

    Głównym bohaterem jest Jakub – pastuch, który widząc uciekających dziedziców, wchodzi do opustoszałego pałacu. Krąży między komnatami, przygląda się meblom, obrazom i wszechobecnemu przepychowi. Przeglądając się w ogromnym lustrze, przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Staje się „gospodarzem” – teraz to on jest panem, on decyduje o życiu, pracy i losach innych. Co uderzające, mimo chłopskiego pochodzenia, Jakub nie okazuje empatii swoim dawnym współbraciom. Przeciwnie – traktuje poddanych gorzej niż zwierzęta, gnębiąc ich równie perfidnie, jak poprzedni właściciele.

    Seans ten utwierdził mnie w przekonaniu, że o ile przypadek może decydować o naszym losie, o tyle nie zmienia on naszego charakteru. Nagła zmiana statusu społecznego nie eliminuje wad ani nie dodaje zalet. Bohater, doskonale znając realia wiejskiego niedostatku, nie próbuje ich naprawić. Z ochotą „wchodzi w buty” możnowładcy i naśladuje go w każdym calu.

    Wielkie brawa należą się Januszowi Michałowskiemu, który znakomicie oddał w swojej grze dramatyzm ludzkiego losu. Całość dopełnia wspaniała muzyka Leszka Orlewicza. Choć film ma już 45 lat i powstał przy użyciu skromnych środków, nadal niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Warto poświęcić te półtorej godziny, by zmierzyć się z tym dziełem.

    To już druga adaptacja prozy Myśliwskiego, którą miałem okazję recenzować – wcześniej śledziłem losy Szymona Pietruszki w ekranizacji „Kamienia na kamieniu”.

„Pieśń piekarzy polskich” – Hip-hopowy Musical o Proletariacie

 



„Pieśń piekarzy polskich”, sztuka Mariusza Gołosza wyreżyserowana przez adeptkę reżyserii Klaudię Gębską, to musical hip-hopowy. Z tym gatunkiem scenicznym mam najmniej do czynienia – generalnie śpiewana sztuka nigdy mnie szczególnie nie pociągała. Mimo to skusiła mnie treść spektaklu.

Tematem dzieła jest proletariat i kapitalizm. Osobiście należę do klasy pracującej i z ciekawością postanowiłem zobaczyć, jak młodzi twórcy przedstawią dziś klasę robotniczą.

Wyzysk, który trwa

„Pieśń piekarzy polskich” jest opowieścią o młodych piekarzach, którzy doświadczają wyzysku, powszechnego w Polsce do dnia dzisiejszego. Relacja klasy kapitalistycznej z robotniczą ma w Polsce długą historię. Autor w sztuce przedstawił nam obecne realia pracy w małej piekarni – relacje między pracodawcą a pracownikiem, między klientem a sprzedawcą.

Przykro mi to pisać, ale nic się nie zmieniło na dobre. Robotnikiem jestem od zawsze i wiem, co mówię.

Od punka do hip-hopu

Muzyka hip-hopowa znakomicie oddaje aurę panującą w zakładach pracy: wyzyskiwanie robotników, brak perspektyw rozwoju, traktowanie pracowników jak gorszych ludzi. Kiedyś to punk rock był głosem młodego pokolenia. Trzydzieści-czterdzieści lat temu w rytm szybkiej, głośnej muzyki i wykrzykiwanego wokalu robotnicy nie godzili się na przedmiotowe traktowanie.

Teksty piosenek zaprezentowanych w sztuce doskonale oddają atmosferę panującą w małych przedsiębiorstwach.

Mit „kultu pracy”

Od zawsze w Polsce panował kult pracy. W spektaklu również mowa jest o tym, że dobrze wykonana praca jest obowiązkiem, że praca jest nadrzędna nad wszystkimi innymi aspektami życia. Przez wiele lat sam tak myślałem. Teraz wiem, że praca jest obowiązkiem związanym wyłącznie z chęcią zaspokojenia własnych bieżących potrzeb.

Filip Zaręba znakomicie zagrał piekarza poddanego mobbingowi. Sugestywnie przekazywał nam emocje i uczucia, jakie kumulowały się w młodym człowieku.

Spektakl z lewicowym zacięciem

Spektakl jest znakomity i warto go obejrzeć. Dawno nie oglądałem filmu czy sztuki o tak wyraźnym, lewicowym zabarwieniu. To ważny i nieprzemijający temat: robotnicy wciąż stanowią grupę społeczną na dole drabiny, i do tego bez realnego przedstawiciela politycznego. Obecnie politycy lewicowi zajęci są reprezentowaniem tych części społeczeństwa, które są związane z LGBT, ruchem feministycznym, antyklerykałami itp.

Szymon Pietruszka w kadrze i w życiu. Refleksje po seansie „Kamienia na kamieniu” Ryszarda Bery

 

 



    Obejrzałem film „Kamień na kamieniu” w reżyserii Ryszarda Bery, będący adaptacją monumentalnej powieści Wiesława Myśliwskiego o tym samym tytule. Od razu nasunęła mi się refleksja: oglądam go na portalu Chomikuj.pl – czy to w ogóle jest dozwolone? Czy przypadkiem nie popełniam kradzieży dzieła artystycznego?

    To już drugi film oparty na twórczości Wiesława Myśliwskiego, który obejrzałem. Poprzednio obejrzałem „Pałac”. Głównym bohaterem jest Szymon Pietruszka (Jerzy Radziwiłł), chłop z krwi i kości, który wraca do swojej wsi po długim pobycie w szpitalu, będącym skutkiem ciężkiego wypadku. Reżyser (Ryszard Ber) skupia się przede wszystkim na jego poszukiwaniach brata Michała.

    Szymon szuka go w obejściach gospodarzy, nad rzeką, wśród pól. Zagaduje mieszkańców, ale wszyscy odpowiadają niechętnie, jakby czuli wstyd, że o bracie Szymona zapomnieli. Michał, niegdyś młody człowiek, który wyjechał do miasta i zrobił karierę polityczną, powrócił jako chory psychicznie człowiek. Wymagający opieki, pozostawiony sam sobie, stał się dla Szymona strapieniem, ostatecznym obowiązkiem.

    Osią filmu jest pragnienie bohatera, by wybudować rodzinny grobowiec na osiem kwater z przedsionkiem, tak aby w środku można było swobodnie odwrócić się z trumną. To w szpitalu Szymon postanawia wznieść grób jako dzieło, mające zaświadczyć o jego bytności na tym świecie.

    Pietruszka przyjmował życie takim, jakie ono było w danej chwili. Był łobuzem, partyzantem, urzędnikiem, kochankiem. U kresu życia kiedy podsumowuje swój żywot, postanawia przygotować dla siebie i rodziny dom na tamtym świecie.

 

    Powieść kontra adaptacja

    Wiesław Myśliwski to znakomity polski pisarz, autor tzw. powieści totalnych. „Kamień na kamieniu” jest właśnie taką pozycją. Niestety, Ryszard Ber uchwycił w swojej ekranizacji jedynie niewielki fragment treści zawartej w książce. Przecież Myśliwski opisuje gruntowne przemiany społeczne, gospodarcze, kulturowe i polityczne na polskiej wsi!

Warto przeczytać książkę, aby móc mocniej wejść w świat polskiego chłopa i zrozumieć pełen kontekst.

 

    🍂 Utracony czas

    Kilka dni wcześniej udałem się w miejsce urodzenia mojej mamy. Spacerowałem po wsi i polach, zaglądając w obejścia pomimo wysokich płotów. Nie ma już jednak wsi z książek Myśliwskiego. Kultura chłopska skończyła się, społeczeństwo wiejskie stało się nijakie, zostało wchłonięte przez popkulturę.

    Na polach nie czuło się jesieni, a sama ziemia wydawała się sztuczna, pozbawiona ducha, odwagi i pokory. Kiedyś, gdy szliśmy w pole z babcią, między bruzdami, zagonami i wyrośniętymi zbożami, pachniało, grało, śpiewało i radowało kolorami. Powietrze przemawiało, a ziemia opowiadała zasłyszane historie.

    Żyjemy w świecie plastikowym, sztucznym, w barwach mdłych i nijakich. Brakuje mi tamtego zapachu, dźwięku, blasku słońca. Będę szukał utraconego czasu.

 

 

 

 


Polecane

Zimny kwiecień, gorące sprawy miasta

         Kiedyś Kora śpiewała o zimnym maju. Dziś równie dobrze moglibyśmy nucić o zimnym, wiosennym kwietniu. Tyle że temperatura za ...