„Między oczy” to film, który trafia dokładnie tam, gdzie sugeruje tytuł – prosto w nasze najczulsze miejsca, w sam środek podziałów, które dzielą dziś Polaków jak nigdy wcześniej. Piotr Wereśniak stworzył kameralny dramat osadzony w sielskim krajobrazie, który staje się tłem dla brutalnej konfrontacji dwóch skrajnie różnych światów. Spotkanie dwóch par, które kiedyś łączyła przyjaźń, dziś kończy się nie tyle nieporozumieniem, ile bolesnym rozstaniem i powrotem do własnych, szczelnie zamkniętych baniek informacyjnych.
Sielanka? Tylko na pierwszy rzut oka
Dwie pary – Olek i Beata (Bartłomiej Kasprzykowski, Tamara Arciuch) oraz Tomek i Gosia (Bartosz Opania, Dominika Kluźniak) – spotykają się po latach. Szybko jednak wychodzi na jaw, że nie łączy ich już nic, prócz wspomnień. Reżyser z chirurgiczną precyzją prowadzi widza przez kolejne warstwy nieporozumień, uprzedzeń, emocji i żalu. Wieczorna kolacja zamienia się w pole ideologicznej bitwy, a dialogi między bohaterami brzmią jak wpisy z mediów społecznościowych – z góry przegrane, pozbawione chęci zrozumienia drugiej strony.
Muzyka i aktorstwo – najmocniejsze strony filmu
To, co szczególnie wyróżnia „Między oczy”, to znakomita gra aktorska. Bartosz Opania tworzy jedną z najciekawszych ról w swojej karierze. Jego Tomek to postać tragiczna – zagubiony, pełen gniewu, ale jednocześnie niesłychanie ludzki. Opania balansuje między histerią a cichą desperacją z wyczuciem, które zasługuje na uznanie. Partnerująca mu Dominika Kluźniak subtelnie pokazuje siłę wewnętrzną kobiety, która szuka ratunku w religii, ale nie traci czujności wobec świata.
Kasprzykowski i Arciuch również tworzą przekonujący duet – ich chłód, dystans i pozorna stabilność stają się kontrastem dla emocjonalnego chaosu drugiej pary.
Muzyka autorstwa Andrew Petera to mistrzowska robota. Nie narzuca się, ale doskonale ilustruje narastające napięcie, chwile ciszy, grozy i rozczarowania. Dźwięki są pełnoprawnym bohaterem filmu, budującym nastrój i pogłębiającym przekaz.
Bańki, w których się zamknęliśmy
„Między oczy” nie daje łatwych odpowiedzi. Pokazuje, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy – nie tylko, jako jednostki, ale jako społeczeństwo. Każda z par wraca po spotkaniu do swojej bańki – światopoglądowej, informacyjnej, emocjonalnej. To wygodne, ale prowadzi donikąd. Film zadaje pytanie:, co dalej? Co się stanie, jeśli będziemy dalej bronić tylko własnych racji i nie szukać wspólnego języka?
To gorzka, ale bardzo aktualna refleksja. Wereśniak nie moralizuje, ale zmusza do namysłu – być może to właśnie nasze domowe kolacje są dziś poligonami bitew, a najtrudniejsze rozmowy nie toczą się w parlamencie, ale przy stole, między znajomymi, którzy już nie potrafią się słuchać.
Zakończenie otwarte – i niepokojące
Film pozostawia widza z uczuciem niepokoju. Spotkanie par kończy się źle – nie tylko, jako towarzyski wieczór, ale jako metafora relacji społecznych w Polsce. Sugerowany kryzys małżeński to być może początek większego pęknięcia. A my, jako widzowie, wracamy do własnych baniek – może wygodniejszych, ale coraz bardziej samotnych.
„Między oczy” to film potrzebny. Nie po to, by nas pogodzić, ale po to, by przypomnieć, że bez rozmowy nie ma przyszłości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz