Rzadko się zdarza, abym sięgał po literaturę światową, dotyczy też filmu, muzyki. Czy to wynika z mojego patriotyzmu? Nie! Lubię klimaty polskich, cokolwiek to znaczy. Czuje się lepiej, czytając, oglądając, słuchając, kontemplując twórczość stworzoną w języku polskim.
Oto rzadkie odstępstwo od tej zasady. John Maxwell Coetzee napisał mikropowieść Polak. Tytuł zachęcił mnie, po sięgniecie, hiszpańskie dzieło literackie.
Tytułowy Polak to pianista znakomity interpretator Fryderyka Chopina (którego słucham z namiętnością) przyjeżdża do Barcelony na recital, poznaje sporo młodszą hiszpankę mecenaskę sztuki, która jest jego opiekunka. Romans!?
Oczywiście romans dojrzałego mężczyzny, wręcz u schyłku życia z kobietą żyjącą nudnie jak flaki z olejem. Wyróżnikiem książki jest temperatura romansu. Jest zimny, nie spieszny, skupiony na własnych uczuciach i emocjach bohaterów.
Autor wciąga nas w świat niedostępny, w którym kochankowie snują swoje wizje miłości, życia. Pianista porównuje kochankę do Beatrycze Dantego, pragnie, aby go przeprowadziła w zaświaty.
Warto poświecić chwilę na pogrożeniu się w miłość, która nie jest gorąca, namiętna. Miłość ma wiele twarzy i tu jedną z nich zobaczyliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz