Jesienny spacer. Słońce promieniuje delikatnie, a wiatr
muska policzki. Jest poetycko, choć moje myśli biegną w stronę miejsc, o
których śpiewał Lech Janerka – „wystrzegaj się tych miejsc”.
Nogi mnie tam prowadzą. Odwiedzam starą część Starachowic:
odnawiane budynki, przedwojenne kamienice. Obecnie wyglądają pięknie, choć w
niewielkiej odległości są miejsca, które pamiętają pijacką przeszłość
tej dzielnicy, położonej na wzgórzu doliny Kamiennej. W rejonie ulic Widok,
Robotnicza, Zakładowa kiedyś było bez liku tzw. „met” i „melin” – miejsc, gdzie
można było kupić nielegalny alkohol i spożyć go o każdej porze. Bywałem tu.
Czas to miniony, okryty zasłoną.
Obecnie w mediach toczy się dyskusja o decyzji Rady
Miejskiej zakazującej sprzedaży alkoholu w porze nocnej. Przyjrzyjmy się tej
decyzji.
Lokalna decyzja, ogólnopolski kontekst
Rada Miejska w Starachowicach zdecydowała się na
wprowadzenie nocnej prohibicji. Za kilka dni, między godziną 22:00 a
6:00, sklepy i stacje benzynowe nie sprzedadzą alkoholu „na wynos”. Decyzja ta
ma poprawić bezpieczeństwo i porządek publiczny, co widać po przykładach z
innych miast, takich jak Kraków czy Szczecin, gdzie liczba nocnych interwencji
policji spadła nawet o kilkadziesiąt procent.
To bez wątpienia ważny krok – mieszkańcy czują się
bezpieczniej, a straż miejska i policja mają mniej pracy. Z drugiej strony
pojawia się pytanie: czy samo ograniczenie sprzedaży alkoholu wystarczy, aby
rozwiązać głębszy problem?
Problem „melin” i dostępności
Czy wrócą ówczesne „meliny” do krajobrazu miejskiego? One
nadal istnieją i będą istnieć. Zapewniam, że nie trafią tam osoby, które nie
nadużywają alkoholu. Zdrowi Starachowiczanie, niepogrążeni w chorobie
alkoholowej, nawet nie pomyślą o odwiedzeniu ciemnych zaułków, ruder czy domów
z powybijanymi oknami. Chorzy będą szukać aż do skutku.
Plusy i minusy lokalnych zakazów
Zaletą nocnej prohibicji jest mniejsza liczba zakłóceń
porządku i realny spadek interwencji. Jednak skutki gospodarcze ponoszą lokalni
przedsiębiorcy – szczególnie małe sklepy, które tracą część nocnych klientów.
To pokazuje, że problem jest bardziej złożony niż sama dostępność alkoholu w
nocy. W Starachowicach niemal nie ma sklepów, które żyły z nocnej sprzedaży –
tę funkcję przejęły stacje benzynowe, których głównym zadaniem jest sprzedaż
paliwa. Mogą poszerzyć swój asortyment o leki bez recepty czy świeże pieczywo.
Potrzeba zmiany kultury picia
Nocne zakazy nie odpowiadają na najważniejsze pytanie:
dlaczego w Polsce pijemy w taki sposób i w takich ilościach? Statystyki
dotyczące spożycia alkoholu nie pozostawiają złudzeń – Polska jest w czołówce
krajów europejskich, jeśli chodzi o roczne spożycie czystego alkoholu na
mieszkańca. Problemy z uzależnieniem dotykają setek tysięcy osób, a ich skutki
odczuwają całe rodziny.
Spacerując, widzę porzucane małe opakowania po alkoholu – i
tu dostrzegam potrzebę zmian ogólnopolskich. Alkohol powinien być
sprzedawany w dużych opakowaniach o pojemności minimum 0,7 litra.
Drogi Czytelniku, czy wiesz, ile „małpek” jest sprzedawanych
w Polsce o poranku? Szacuje się, że około miliona. To polscy robotnicy,
kierownicy, nauczyciele, urzędnicy, menadżerowie ruszają do swych zajęć
zawodowych, odwiedzają sklep, aby zaopatrzyć w małą porcję alkoholu. Ten nawyk
kulturowy trzeba zmienić. Spożywamy alkohol w każdej postaci i w każdej
sytuacji. Uczymy dzieci picia alkoholu od małego, oferując im na
uroczystościach tzw. szampany bezalkoholowe jako atrybut radości i ważności.
Spotkania towarzyskie niezmiernie często kończą się upiciem. Wypicie lampki
wina czy niewielkiej dawki wódki nie jest dobrze widziane.
To będzie trwać wiele lat. W krajach skandynawskich zmiana
zadziałała po długim okresie – obecnie spożycie alkoholu drastycznie spadło,
choć nadal sporo Szwedów i Norwegów boryka się z chorobą alkoholową.
Rozwiązania systemowe
Nie można zapominać o ludziach, którzy już zmagają się z
chorobą alkoholową. Leczenie uzależnienia w Polsce wciąż jest zbyt mało
dostępne – brakuje specjalistów, miejsc w ośrodkach i wsparcia dla rodzin osób
uzależnionych. Ogólnopolskie rozwiązanie powinno obejmować:
- lepszy
dostęp do terapii i programów leczenia,
- kampanie
edukacyjne skierowane do młodzieży i dorosłych,
- zmiany
w polityce zdrowotnej, które sprawią, że profilaktyka i leczenie
uzależnień będą traktowane na równi z innymi chorobami cywilizacyjnymi.
Powiatowa Poradnia Uzależnień w Starachowicach to za mało na
problem alkoholizmu w naszym mieście. Alkohol powinien być zabroniony podczas
imprez miejskich. Informacja o możliwości leczenia musi być szeroko dostępna.
Tak na marginesie: nie ma rodziny, która nie miałaby w swoich szeregach
alkoholika – jeśli nie w najbliższej, to już w kuzynostwie na pewno. Warto
zadbać o swoją rodzinę. Jak? Każdy powinien się o tym dowiedzieć poprzez
informacje miejskie, szkolne, zakładowe, w prasie lokalnej, portalach społecznościowych itp.
Podsumowanie
Decyzja radnych w Starachowicach może poprawić jakość życia
mieszkańców, ale nie rozwiąże problemu alkoholizmu w Polsce. Potrzebne są
działania ponadlokalne – ogólnopolska kampania, zmiana świadomości społecznej i
realne inwestycje w system leczenia.
Nocna prohibicja to krok w dobrą stronę, ale jeśli
zatrzymamy się tylko na tym etapie, będzie to jedynie półśrodek.
Zdanie o ostatnich działaniach polityków zmierzających do wprowadzenia zakazu nocnej sprzedaży alkoholu w kraju — tak jak w ich miejscu pracy, czyli w Sejmie. To jedynie walka polityczna i straszenie lobbystów. Nie wierzę w szczerość waszych intencji. Również o intencjach Prezydenta Starachowic zapewne się nie dowiem, a w ich szczerość wierzę coraz mniej.