Recenzja "Pasji" Jerzego Kosińskiego

 



    Jerzy Kosiński, pisarz znany głównie ze skandalicznej i kontrowersyjnej powieści „Malowany ptak”, której autorstwo było często kwestionowane, powraca w moich rękach dzięki przypadkowemu znalezisku. Na targu staroci trafiłem na jego książkę „Pasja”, która przeleżała na półce blisko pół roku, zanim w końcu zdecydowałem się po nią sięgnąć. Warto było czekać.

    „Pasja” opowiada historię Fabiana, gracza w polo, który przemierza Stany Zjednoczone swoim autodomem, od stadniny do stadniny. Jego celem jest mierzenie się z innymi graczami o pieniądze. Powieść to przede wszystkim studium obsesji, natury sztuki, transcendencji i roli ofiary w procesie twórczym. Jest to tekst mocno erotyczny, a momentami wręcz pornograficzny, co może być dla niektórych czytelników wyzwaniem. Fabian to współczesny błędny rycerz, który wyrusza w podróż w poszukiwaniu przygód i zarobku. Niestety, w tej wędrówce nie zagłębia się w kulturę ani kwestie społeczne Amerykanów, a jedynym, co go napędza, jest dążenie do ukojenia w wiecznym cierpieniu.

    Książka bywa momentami nużąca, zwłaszcza w opisach samej gry w polo, ale to pozorna wada. Autor używa tej dyscypliny sportowej jako genialnej alegorii życia Fabiana. Gra to sztuka, która wkracza w życie bohatera, otwierając przed nim bezkres doznań. Fabian traktuje swoje erotyczne podboje – z nieletnimi partnerkami, transwestytami czy kobietami lekkich obyczajów – jako nagrodę za kolejny wygrany pojedynek. Cierpienie gracza, ból jego konia, a także ból przeciwnika staje się dla bohatera drogą do ekstazy i radości. Brutalność gry w polo jest dla Fabiana elementem absolutnie niezbędnym do życia.

    Czy warto przeczytać „Pasję” Jerzego Kosińskiego? Absolutnie tak. Pomimo że miejscami jest monotonna, wciąga na tyle, że pragniesz poznać dalsze losy bohatera. „Pasja”, pomimo upływu lat, wciąż pozostaje aktualna. Mówi o drażniących nas historiach i stanach, które mogą prowadzić do nieszczęścia. Postać Fabiana, mało wiarygodna, pełna jest alegorii. Tytułowa pasja to nie tylko stan emocjonalny – to nieodzowny element istnienia głównego bohatera

Recenzja spektaklu „Piękna Zośka” – wstrząsająca wiwisekcja zbrodni dostępna na TVP VOD

 

 



    „Piękna Zośka”, sztuka autorstwa Justyny Bilik i Marcina Wierzchowskiego, opowiada historię młodej kobiety – chłopki Zofii Paluch (w tej roli Karolina Kowalska), która zyskała sławę jako modelka malarzy krakowskich. Potocznie nazywana była „Piękną Zośką”.

 

    🔪 Tematyka i dramaturgia

Akcja dzieje się niemal sto lat temu, ale porusza problemy wciąż aktualne. Scenariusz zdarzeń jest podobny wtedy i dziś: miłość zaborcza, zazdrość, duma, przekonanie, że drugi człowiek może być własnością, traumy dzieciństwa, wojna, alkoholizm.

Zofia Paluch doświadcza przemocy domowej. Jej mąż, Maciej Paluch (Piotr Biedroń), nie akceptuje jej planów życiowych – nie toleruje samodzielności, odwagi, wyrażania własnego zdania. Schemat znęcania się nad żoną pozostaje podobny przez pokolenia, a traumy oprawcy są fundamentem jego agresywnego zachowania.

Młoda kobieta pragnie innej drogi życia – ma szansę ją wybrać, lecz podejmuje błędną decyzję. Poślubia chłopa, który nie zamierza zmieniać swego życia i pozostaje tam, gdzie wytycza mu los. W akcie zazdrości Maciej zabija żonę – bojącą się w tamtych czasach wyjątkowo odważnego kroku: zabrania dzieci i wyprowadza się od męża.

Wiejskie społeczeństwo – jakby obecnego świata – przymyka oczy na cierpienie bezbronnej kobiety. Nikt nie zastanawia się, jak Zofii pomóc; zależy im jedynie na ograniczeniu agresji Macieja. Bohaterowie spektaklu boją się żyć – miłość dla nich to płytkie uczucie kończące się ciążą i kolejnym dzieckiem. Kobieta ma cierpieć, bo taki świat. Mężczyzna ma prawo traktować żonę jak własność.

 

    🎭 Gra aktorska

Znakomita gra Karoliny Kowalskiej i Piotra Biedronia oddaje atmosferę sztuki. Przemoc domowa, obojętność, strach – to tematy, które społeczeństwo musi przepracować i z których musi wyciągnąć wnioski.

Karolina Kowalska pokazuje przemianę Zośki: od młodej, pełnej marzeń i radości życia kobiety do zgorzkniałej, tracącej iskrę istnienia postaci.

Piotr Biedroń z wyczuciem portretuje Macieja: od zakochanego „chłopa”, który pragnie wspólnego życia, do agresora i mordercy.

 

    🎨 Scenografia, choreografia i oprawa

Scenografia Magdy Muchy oraz światło Szymona Kluz oddają szarą, brudną rzeczywistość polskiej wsi lat dwudziestych ubiegłego wieku. Tworzą klaustrofobiczną przestrzeń wiejskiej chaty – proste rekwizyty i ograniczona przestrzeń potęgują poczucie niepokoju i uwięzienia.

Choreografia Anety Jankowskiej potęguje strach i wzmacnia napięcie oczekiwania na kolejne wydarzenia.

 

    🧠 Ocena

To spektakl, który uderza bezkompromisową szczerością wobec tragedii kobiecych i patriarchatu. Współcześnie wiele rodzin doświadcza podobnego przebiegu życiowych historii. Przedstawiona opowieść to nie tylko studium przypadku, ale też pytanie: czy zgoda, kompromis lub społeczny sprzeciw mogły uchronić Zośkę przed śmiercią?

Dziś także nie słyszymy awantur zza ścian, nie widzimy posiniaczonych kobiet, mężczyzn, dzieci – ale przemoc bywa niewidoczna i równie destrukcyjna.

Marek Materek: Najlepszy prezydent, ale czy nieomylny?

 



 

    „Na miłość Boską” – tak rozpoczął swój wpis pod moim postem administrator strony Marka Materka, Prezydenta Starachowic. Tekst dotyczył krytycznego spojrzenia na wydawanie pieniędzy na budowę nowej siedziby PSZOK. Argumentacja prezydenta mnie nie przekonuje i będę upierał się przy swoim.

    Uważam, że prezydentura Marka Materka jest najlepsza, jaka przydarzyła się naszemu miastu. Trudno oceniać działania poprzedników w porównaniu z tymi, które podejmuje Marek Materek. Możliwości obecnego prezydenta są o kilka rzędów wielkości wyższe niż np. pana Sylwestra Kwietnia, nie wspominając już o innych poprzednikach. Środki płynące do miasta są ogromne. Trzeba pochwalić obecną administrację za ich pozyskiwanie.

 

    Warto jednak pamiętać, że Grzegorz Walendzik, pierwszy prezydent w demokratycznej Polsce, stworzył podwaliny nowoczesnego miasta. Zadbał o powstanie strefy ekonomicznej, która po latach podźwignęła Starachowice gospodarczo. Bez zagospodarowania terenów po byłej FSC obecny prezydent nie miałby takich możliwości działania. Zostawmy jednak gdybanie i zajmijmy się sukcesami obecnej władzy, która nie jest przecież tylko Markiem Materkiem.

 

    Marek Materek, jako reprezentant władzy, wpisał się w starachowicki krajobraz jako odnowiciel. Wystarczy wymienić odrestaurowane historyczne osiedle robotnicze, park miejski, otoczenie domu kultury, „pałacyk” czy Lubiankę, a także wiele wybudowanych i odnowionych dróg. Uruchomił również budownictwo czynszowe, tak ważne dla naszego miasta.

 

    Może wystarczy już laurki. Marek Materek, będąc bardzo młodym człowiekiem, postanowił zostać politykiem i realizuje to z uporem oraz systematycznością. Brak mi kompetencji do oceny jego działań w Platformie Obywatelskiej, skąd ostatecznie został usunięty. Wychodzi na to, że starzy wyjadacze pozbyli się młokosa, który z siłą wodospadu przejął władzę w powiatowych strukturach partii. Pomimo tej porażki, potrafił wygrać wybory prezydenckie w naszym mieście. Ujął mieszkańców swoją postawą, otwartością i młodością. Szybko dał się poznać jako sprawny zarządca i osoba umiejąca dobierać sobie współpracowników. Opozycja stała się szarą, niewielką plamą na mapie politycznej Starachowic. Ogromna większość społeczeństwa została przekonana do stylu zarządzania Marka Materka i bez zbytniego szemrania akceptowała jego decyzje administracyjne.

 

    Pierwszym pęknięciem w tym wizerunku był projekt budowy spalarni śmieci. W procesie planowania i wstępnej realizacji Marek Materek, sam lub za namową doradców, zignorował głosy sprzeciwu. Propozycje porozumienia z oponentami były iluzoryczne i pozorowane. Skończyło się na referendum, które prezydent przegrał. Z powodu niskiej frekwencji głosowanie zostało uznane za nieważne. Marek Materek uznał to za sukces, co było ogromnym błędem. Na fundamencie protestu zaczęła tworzyć się opozycja, która zyskała argumenty w kampanii wyborczej. Trzeba podkreślić, że ostatnia kampania wyborcza opozycji była mdła i nijaka. Jeżeli odrobią dobrze lekcje, w najbliższych wyborach samorządowych staną się godnym przeciwnikiem dla Marka Materka. Zgodnie z obowiązującymi przepisami obecny prezydent już nie będzie mógł kandydować na najwyższy urząd w mieście.

 

    Zastanawiam się nad determinacją administracji i przedsiębiorstwa ZEC w doprowadzeniu projektu spalarni do końca. Czy chodzi o ekologię? Zapewne również.

    Zmiana, która nastąpiła w zarządzaniu przez Marka Materka, to uodpornienie się na protesty mieszkańców. Spójrzmy na konflikt o sprzedawane przez miasto działki. W tym wypadku stoję po stronie magistratu, choć uważam, że sprzedaż powinna być uwarunkowana klauzulami dotyczącymi przeznaczenia tych działek przez inwestora. Powinny być one przeznaczone na budownictwo mieszkaniowe z możliwością zakupu kilku mieszkań przez Urząd Miasta pod lokale czynszowe.

 

    Wybory parlamentarne to była pierwsza próba Marka Materka zaistnienia w polityce ogólnokrajowej. „Nowa Demokracja TAK”, tak brzmi nazwa partii, którą powołał nasz uśmiechnięty prezydent wraz z innymi samorządowcami. Skończyło się katastrofą. Bez zaplecza w postaci dużej partii Marek Materek nie zaistnieje w polityce krajowej. Myślę, że do dziś Michał Kołodziejczak śni mu się w nocnych koszmarach.

 

    Zajmę się jeszcze jednym tematem: korzystaniem z wizerunku rodziny w politycznych celach. Marek Materek stara się ocieplić swój wizerunek zdjęciami i informacjami o swoim życiu prywatnym. To ryzykowne działanie, mogące przysporzyć kłopotów w przyszłości, zwłaszcza dorastającemu synowi. W kontekście ogólnym wykorzystywanie wizerunku dzieci w kampaniach politycznych jest zjawiskiem kontrowersyjnym. Choć może przynieść korzyści wizerunkowe, takie jak ocieplenie wizerunku polityka czy budowanie więzi z wyborcami, niesie również ryzyko naruszenia prywatności dziecka oraz narażenia go na presję medialną i społeczną. Psycholodzy podkreślają, że dzieci powinny mieć prawo do dorastania w środowisku wolnym od politycznych napięć i eksponowania w przestrzeni publicznej bez ich świadomej zgody.

    Na koniec mała uwaga: proszę nie wzywać imienia Pana Boga na daremne. Mam prawo mieć inne zdanie niż władze miejskie. Mam prawo o nim napisać i mam prawo się mylić.

 


Polecane

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

       Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...