„Pieśń piekarzy polskich” – Hip-hopowy Musical o Proletariacie

 



„Pieśń piekarzy polskich”, sztuka Mariusza Gołosza wyreżyserowana przez adeptkę reżyserii Klaudię Gębską, to musical hip-hopowy. Z tym gatunkiem scenicznym mam najmniej do czynienia – generalnie śpiewana sztuka nigdy mnie szczególnie nie pociągała. Mimo to skusiła mnie treść spektaklu.

Tematem dzieła jest proletariat i kapitalizm. Osobiście należę do klasy pracującej i z ciekawością postanowiłem zobaczyć, jak młodzi twórcy przedstawią dziś klasę robotniczą.

Wyzysk, który trwa

„Pieśń piekarzy polskich” jest opowieścią o młodych piekarzach, którzy doświadczają wyzysku, powszechnego w Polsce do dnia dzisiejszego. Relacja klasy kapitalistycznej z robotniczą ma w Polsce długą historię. Autor w sztuce przedstawił nam obecne realia pracy w małej piekarni – relacje między pracodawcą a pracownikiem, między klientem a sprzedawcą.

Przykro mi to pisać, ale nic się nie zmieniło na dobre. Robotnikiem jestem od zawsze i wiem, co mówię.

Od punka do hip-hopu

Muzyka hip-hopowa znakomicie oddaje aurę panującą w zakładach pracy: wyzyskiwanie robotników, brak perspektyw rozwoju, traktowanie pracowników jak gorszych ludzi. Kiedyś to punk rock był głosem młodego pokolenia. Trzydzieści-czterdzieści lat temu w rytm szybkiej, głośnej muzyki i wykrzykiwanego wokalu robotnicy nie godzili się na przedmiotowe traktowanie.

Teksty piosenek zaprezentowanych w sztuce doskonale oddają atmosferę panującą w małych przedsiębiorstwach.

Mit „kultu pracy”

Od zawsze w Polsce panował kult pracy. W spektaklu również mowa jest o tym, że dobrze wykonana praca jest obowiązkiem, że praca jest nadrzędna nad wszystkimi innymi aspektami życia. Przez wiele lat sam tak myślałem. Teraz wiem, że praca jest obowiązkiem związanym wyłącznie z chęcią zaspokojenia własnych bieżących potrzeb.

Filip Zaręba znakomicie zagrał piekarza poddanego mobbingowi. Sugestywnie przekazywał nam emocje i uczucia, jakie kumulowały się w młodym człowieku.

Spektakl z lewicowym zacięciem

Spektakl jest znakomity i warto go obejrzeć. Dawno nie oglądałem filmu czy sztuki o tak wyraźnym, lewicowym zabarwieniu. To ważny i nieprzemijający temat: robotnicy wciąż stanowią grupę społeczną na dole drabiny, i do tego bez realnego przedstawiciela politycznego. Obecnie politycy lewicowi zajęci są reprezentowaniem tych części społeczeństwa, które są związane z LGBT, ruchem feministycznym, antyklerykałami itp.

Szymon Pietruszka w kadrze i w życiu. Refleksje po seansie „Kamienia na kamieniu” Ryszarda Bery

 

 



    Obejrzałem film „Kamień na kamieniu” w reżyserii Ryszarda Bery, będący adaptacją monumentalnej powieści Wiesława Myśliwskiego o tym samym tytule. Od razu nasunęła mi się refleksja: oglądam go na portalu Chomikuj.pl – czy to w ogóle jest dozwolone? Czy przypadkiem nie popełniam kradzieży dzieła artystycznego?

    To już drugi film oparty na twórczości Wiesława Myśliwskiego, który obejrzałem. Poprzednio obejrzałem „Pałac”. Głównym bohaterem jest Szymon Pietruszka (Jerzy Radziwiłł), chłop z krwi i kości, który wraca do swojej wsi po długim pobycie w szpitalu, będącym skutkiem ciężkiego wypadku. Reżyser (Ryszard Ber) skupia się przede wszystkim na jego poszukiwaniach brata Michała.

    Szymon szuka go w obejściach gospodarzy, nad rzeką, wśród pól. Zagaduje mieszkańców, ale wszyscy odpowiadają niechętnie, jakby czuli wstyd, że o bracie Szymona zapomnieli. Michał, niegdyś młody człowiek, który wyjechał do miasta i zrobił karierę polityczną, powrócił jako chory psychicznie człowiek. Wymagający opieki, pozostawiony sam sobie, stał się dla Szymona strapieniem, ostatecznym obowiązkiem.

    Osią filmu jest pragnienie bohatera, by wybudować rodzinny grobowiec na osiem kwater z przedsionkiem, tak aby w środku można było swobodnie odwrócić się z trumną. To w szpitalu Szymon postanawia wznieść grób jako dzieło, mające zaświadczyć o jego bytności na tym świecie.

    Pietruszka przyjmował życie takim, jakie ono było w danej chwili. Był łobuzem, partyzantem, urzędnikiem, kochankiem. U kresu życia kiedy podsumowuje swój żywot, postanawia przygotować dla siebie i rodziny dom na tamtym świecie.

 

    Powieść kontra adaptacja

    Wiesław Myśliwski to znakomity polski pisarz, autor tzw. powieści totalnych. „Kamień na kamieniu” jest właśnie taką pozycją. Niestety, Ryszard Ber uchwycił w swojej ekranizacji jedynie niewielki fragment treści zawartej w książce. Przecież Myśliwski opisuje gruntowne przemiany społeczne, gospodarcze, kulturowe i polityczne na polskiej wsi!

Warto przeczytać książkę, aby móc mocniej wejść w świat polskiego chłopa i zrozumieć pełen kontekst.

 

    🍂 Utracony czas

    Kilka dni wcześniej udałem się w miejsce urodzenia mojej mamy. Spacerowałem po wsi i polach, zaglądając w obejścia pomimo wysokich płotów. Nie ma już jednak wsi z książek Myśliwskiego. Kultura chłopska skończyła się, społeczeństwo wiejskie stało się nijakie, zostało wchłonięte przez popkulturę.

    Na polach nie czuło się jesieni, a sama ziemia wydawała się sztuczna, pozbawiona ducha, odwagi i pokory. Kiedyś, gdy szliśmy w pole z babcią, między bruzdami, zagonami i wyrośniętymi zbożami, pachniało, grało, śpiewało i radowało kolorami. Powietrze przemawiało, a ziemia opowiadała zasłyszane historie.

    Żyjemy w świecie plastikowym, sztucznym, w barwach mdłych i nijakich. Brakuje mi tamtego zapachu, dźwięku, blasku słońca. Będę szukał utraconego czasu.

 

 

 

 


Wspomnienia i Historia: Sentymentalna Wędrówka na Skraj Puszczy Iłżeckiej

 

                                            Święty Florian w Grabowcu


    Korzystając z pięknej jesiennej pogody, wyruszyłem na wspomnieniową, sentymentalną wyprawę na skraj Puszczy Iłżeckiej.

    Wędrówkę rozpocząłem od Grabowca. Miasto ulokowane przez Krzysztofa Krzyżanowskiego w 1601 roku. Spacerując po obecnej wsi Grabowiec, można dostrzec cienie niegdysiejszej świetności. Układ centrum, piękny kościół ufundowany przez Mikołaja Szydłowieckiego, świadczą o jego przeszłości. Grabowiec był miastem do 1869 roku, kiedy to wielu polskim miastom ukazem carskim odebrano prawa miejskie. Była to kara za czynne uczestnictwo w Powstaniu Styczniowym. Grabowiec ma wiele świadectw walki mieszkańców w Powstaniu Styczniowym, I i II wojnie światowej, a także podczas okupacji hitlerowskiej.

                            Graniczne drzewo na miedzy
 

    Udałem się w kierunku Wólki Modrzejowej, skąd wywodzą się korzenie mojej rodziny. Wieś jest oddalona o dwa kilometry od Grabowca i niestety powoli zamiera. Wspominam moje dziecięce lata, kiedy w wakacje czy ferie, przyjeżdżając tutaj, pomagałem Babci w pracach gospodarczych i polowych. Aż trudno pomyśleć, jak odległe to czasy, gdy prawie wszystkie prace wykonywano ręcznie. Idę w pola, gdzie lekki wiatr łechce moje czoło. Polne drogi, niegdyś główne wiejskie trakty, zostały zastąpione asfaltowymi, wręcz arteriami.

                            Książkomat w Wólce Modrzejowej — kaganek oświaty
 

    Jak już wspominałem, tereny na skraju puszczy sprzyjały bytowaniu powstańców i partyzantów. Na skraju lasu we wsi Zawały stoi pomnik upamiętniający zimny październik 1943 roku, kiedy niemieckie oddziały zabiły mieszkańców Zawałów i Mołdawy w odwecie za pomoc partyzantom. Zginęły całe rodziny, łącznie z dziećmi. Oczami wyobraźni widzę przerażenie mieszkańców. Zastanawiam się, jak bardzo chcieli pomagać partyzantom, a może po prostu bali się ich nie posłuchać. Leśni ludzie, zdeterminowani, walczący, ciągle w ucieczce i ukryciu mogli być zagrożeniem dla ludności wiejskiej.

                            Zawały miejsce pamięci
 

    Skrajem chłopskich lasów udałem się w kierunku Mołdawy i Magrabszczyzny – obecnie wsi włączonych administracyjnie do Wólki Modrzejowej-Kolonii. Zapach jesiennego lasu uspokaja i przywołuje wspomnienia grzybobrań, które zawsze były obfite. Z opowieści Babci wiem, że w czasach wojennej zawieruchy na tych ziemiach las był żywicielem. Moja Babcia przeżyła dwie wojny. Podczas pierwszej cały dorobek pradziadków został strawiony przez ogień, a druga przyniosła śmierć jej siostrze i jej rodzinie.

                            Pozostała studnia
 

    Gołym okiem widać wyludnienie. Patrząc na pola, które są ogromnymi płachtami ziemi, można stwierdzić, że nie ma już chłopów małorolnych, a są tylko duże gospodarstwa. Ci małorolni wymarli. Pozostało po nich dużo chałup chylących się ku ziemi, i za kilka lat nie będzie po nich śladu. Młodzi tradycyjnie wyjechali do Ostrowca Świętokrzyskiego, Radomia, a najodważniejsi do Warszawy i za granicę.

                             Bezkres pól 

    Dębowe Pole, wieś, którą w młodości kilka razy odwiedzałem, była granicą moich dziecięcych wędrówek. Kochałem i kocham włóczyć się po polach, chłonąć krajobraz, przyglądać się obejściom, szukać miejsc urokliwych. Wieś składająca się z kilku gospodarstw, również doświadczoną historią, posiada mauzoleum upamiętniające zabitych mieszkańców oraz partyzantów. Pamięć o czasie minionym trwa w społeczeństwie. Dobry to zwiastun, aby tylko nie przerodziło się to w rasizm i szowinizm.

                             W oddali kościół w Grabowcu

    To nie jest podróż w góry, nad morze czy do ciepłych krajów. Choć zapewne tam też jest pięknie, to jednak mam za sobą kilka godzin wspomnień, wędrówki po tak zmienionym krajobrazie. Polska wieś zmieniła się diametralnie. Jest bogata i zagospodarowana, choć boryka się z problemem demograficznym.

                            Ruiny szkoły w Wólce Modrzejowej
 

Polecane

Zimny kwiecień, gorące sprawy miasta

         Kiedyś Kora śpiewała o zimnym maju. Dziś równie dobrze moglibyśmy nucić o zimnym, wiosennym kwietniu. Tyle że temperatura za ...