Pedro Almodóvar: Od Kamery do Pióra – O Zbiorze Opowiadań „Ostatni Sen”

 




    Pedro Almodóvar, wielki reżyser znany na całym świecie z mistrzowskiego opowiadania historii za pomocą obrazu, okazuje się równie sprawnym literatem. Jego zbiór opowiadań „Ostatni sen” (tłumaczenie polskiego tytułu z notatki: „Ostań sen”) to fascynująca podróż do świata hiszpańskiego twórcy, dowód na to, że jego wizja artystyczna rozkwita także na kartach książki.

50 Lat Twórczości w Dwunastu Krótkich Opowieściach

    Książka jest wyjątkowa ze względu na ogromną przestrzeń czasową, jaką obejmuje. Zebranych dwanaście krótkich opowiadań powstawało na przestrzeni pięćdziesięciu lat! Ten niezwykły zbiór pozwala czytelnikowi prześledzić ewolucję artysty, jego poglądy, spostrzeżenia, marzenia oraz zanurzyć się w opowieściach balansujących między fikcją a rzeczywistością.

    Poprzez te literackie meandry poznajemy reżysera bardziej osobiście. Autor otwarcie mówi o swoim dzieciństwie, katolickim wychowaniu, relacjach z matką oraz o trosce o własny los i plany życiowe.

Klucz do Zrozumienia Geniusza Filmowego

    „Ostatni sen” to swoisty autoportret Pedro Almodóvara – obraz myśliciela i człowieka pochłoniętego nieustanną chęcią tworzenia. Lektura tych tekstów pozwala lepiej zrozumieć jego reżyserską twórczość, dając wgląd w źródła inspiracji i tematy, które tak silnie rezonują w jego filmach.

    Twórczość literacka i filmowa w tym wypadku wzajemnie się przenikają, tworząc spójny i kompletny przekaz. Opowiadania stanowią znakomity pomost między widzem a autorem.

Koniunkturalizm czy realna siła? Marek Materek, Nowa Polska i polityczna walka o kadencyjność

     

 


    W polskiej polityce znów dochodzi do ostrych przepychanek. Głównym tematem spornym staje się planowana zmiana ustawy o kadencyjności we władzach samorządowych. Prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie, obawiając się utraty możliwości startowania w kolejnych wyborach lokalnych z uwagi na ograniczenie sprawowania władzy do dwóch kadencji, podjęli decyzję o utworzeniu partii politycznej.

    Liderem tego ruchu samorządowców jest senator i były prezydent Nowej Soli – Wadim Tyszkiewicz. Moim zdaniem, partia Nowa Polska ma szansę stać się czołowym lobbystą w sprawie zmiany ustawy o kadencyjności.

    Do Nowej Polski przystąpił również prezydent Starachowic, Marek Materek. Należy pamiętać, że w poprzednich wyborach parlamentarnych poniósł on polityczną porażkę. Wcześniej powołał już partię, w której był liderem, lecz po przegranej natychmiast ją opuścił. Widzę tu wyraźne znamiona koniunkturalizmu. Z obecną formacją może być podobnie. Jeżeli tylko obóz rządzący zdecyduje się na wycofanie zmian w ustawie, Nowa Polska może szybko przekształcić się w "kanapową" grupę dyskusyjną.

    Prezydent Polski (Karol Nawrocki), jako reprezentant obozu, który przegłosował ograniczenie kadencyjności, formalnie broni tej ustawy. Jeśli jednak jakimś cudem nowy twór samorządowców zacznie osiągać dobre wyniki w sondażach, prezydent może zmienić swoje zdanie. Ideologicznie Nowej Polsce bliżej jest do Koalicji Obywatelskiej (KO) niż do Prawa i Sprawiedliwości (PiS). O programie ugrupowania nie można powiedzieć wiele konkretnego; dominują slogany, które powielają wszystkie pozostałe partie.

    Dla Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), które ma ogromne problemy i balansuje na progu wyborczym, zaistnienie w przestrzeni politycznej Nowej Polski może stanowić szansę. Ludowcy mogą spróbować stworzyć koalicję z samorządowcami, aby poprawić swoje notowania.


    Uważam, że w Polsce jest miejsce na maksymalnie trzy, góra cztery partie. Mamy dwa ugrupowania przodujące, a potrzebne są jeszcze silne skrzydła skrajnej prawicy i lewicy. Partia centrowa w obecnej, zaognionej polityce ma marne szanse na utrzymanie się na scenie. Jedynie historyczne PSL może nadal bronić opcji centrowej.

    Senator Wadim Tyszkiewicz powiedział w wywiadzie dla Onetu:

    „Pytają mnie często, czym my się różnimy od partii Kukiza, Palikota, Petru, Hołowni czy Biedronia. Różnimy się tym, że mamy gigantyczny fundament, z którego startujemy. Ludzie, którzy budują Nową Polskę, to są ludzie o ogromnym doświadczeniu w biznesie, w samorządzie. My startujemy z tym ogromnym doświadczeniem, to jest nasz fundament. A często te partie, które wymieniłem, startowały od lidera, czyli lider bez struktur i dopiero tworzony był program. U nas jest dokładnie odwrotnie” – zaznaczył.

    Nie zgadzam się z tą opinią senatora. Nowa Polska jest partią lokalnych liderów z wieloletnim doświadczeniem. Pytanie brzmi, czy takie silne indywidualności będą umieć podporządkować się nowemu przywództwu. Nie wierzę w zapewnienia, że partii niepotrzebny jest wódz – nie w polskim wydaniu politycznym. W konsekwencji ci lokalni liderzy będą dbać przede wszystkim o swoje środowiska wyborcze, a wspólne działania w partii będą traktować po macoszemu. Ostatecznym sukcesem Nowej Polski może być jedynie chwilowe zaistnienie na scenie politycznej, a następnie wchłonięcie przez większą partię – prawdopodobnie Koalicję Obywatelską lub PSL, choć Marek Materek ma już drogę do tych środowisk zamkniętą.


    Osobiście jestem zwolennikiem kadencyjności na wszystkich stanowiskach wybieranych w wyborach powszechnych – zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym. Konieczne jest również wykluczenie polityków z zasiadania w radach nadzorczych. Z czasem kadencyjność powinna zostać rozszerzona o Sejm.

    Senat powinien stać się Izbą, w której zasiadaliby byli prezydenci RP, byli premierzy, prezesi NIK i Narodowego Banku Polskiego. Nadszedł też czas na przeszacowanie okręgów wyborczych. W niektórych regionach powinno się zmniejszyć liczbę mandatów i przenieść je do okręgów z niedostateczną reprezentacją. Wielkie aglomeracje powinny zyskać dodatkowe miejsca kosztem ośrodków małomiasteczkowych i wiejskich.

    Marek Materek jest znakomitym politykiem w wydaniu lokalnym. Niestety, widać już u niego „zmęczenie materiału”. Dlatego Starachowicom przydałaby się zmiana na stanowisku prezydenta. Z drugiej strony, w mieście nad Kamienną brakuje obecnie polityka, który miałby wystarczające umiejętności i autorytet, aby powierzyć mu władzę. Czy jesteśmy skazani na Marka Materka?

 

"Ruda" – recenzja spektaklu Teatru Telewizji o Małgorzacie Sarzyńskiej

 


    Ruda”, spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewy, opowiadający o malarce Małgorzacie Sarzyńskiej, to prawdziwa bomba. To znakomite dzieło, które zawitało na srebrnym ekranie. Sztuka tworzona i przemyślana przez lata, jest znakomicie zagrana.

    „Ruda” to spektakl, który pozwala widzowi wejść do świata malarzy i artystów często niezrozumianych przez społeczeństwo. Również ja nie rozumiem sposobu myślenia artystów i ich spojrzenia na świat.

    Oglądając i poznając życie artystki, uczucia, jakie mi towarzyszyły, były cały czas na najwyższych obrotach. Oto świat dla mnie niedostępny, oddalony i niezrozumiały, stanął przede mną otworem. Stojąc w szerokich drzwiach, śledziłem życie artystki, jej kolory i wizje, widziane tylko przez nią. Widzę siebie pośród ludzi, którzy chcą – „Chcą, by została na dole”. Wsłuchuję się w kwestię – „Zadawać sobie pytanie i odpowiadać autoportretem”. Ileż w tej malarce jest determinacji, by opowiedzieć o sobie obrazem, poprzez wiwisekcję. Dowiaduję się, iż artysta musi być bezkompromisowy. Powoduje to cierpienie – jej, jak i jej najbliższych. Małgorzata Sarzyńska idzie przed siebie, nie bacząc na niezgodę. Chce żyć na swoich zasadach, bez drobnomieszczańskich reguł. Relacje z bliskimi to ciągły konflikt i niezrozumienie.

    Spektakl jest znakomicie zrealizowany, ze świetną grą aktorską, w szczególności Olgi Sarzyńskiej i Agaty Kuleszy. Symboliczna scena ślubu malarki oddaje klimat tamtych lat. Czy tylko tamtych? Muzyka skomponowana przez Piotra Łabonarskiego wypełnia przestrzeń sztuki, a jej klimat dopełnia wypowiedzi artystki i obrazy.

    No cóż, może kiedyś przestanę stąpać robotniczymi nogami po tym świecie i zrozumiem, a nawet pokocham artystów.

„Pętla” – film o czekaniu, cierpieniu i nadziei

 

 

 



    Piętnastego października przypadła ósma rocznica moich prawdziwych urodzin – tych świadomych. Jak co roku chciałem podarować sobie z tej okazji prezent. Tym razem wybór padł na film – niemal siedemdziesięcioletni obraz wyreżyserowany przez Jerzego Hasa, oparty na prozie Marka Hłaski, zatytułowany „Pętla”.
Osobom, które mnie znają, nie muszę tłumaczyć, dlaczego właśnie ten film.

    Motyw choroby alkoholowej pojawia się w wielu filmach, książkach, wierszach i piosenkach, lecz tak prawdziwie i boleśnie oddali jej istotę tylko Marek Hłasko i Jerzy Pilch. „Pętla” to film o czekaniu. Kuba (w tej roli Gustaw Holoubek) przez osiem godzin oczekuje na Krystynę (Aleksandra Śląska), by wspólnie udać się na leczenie.
Alkoholik zawsze czeka – od kieliszka do kieliszka, od kaca do kaca, od wyrzutów sumienia po kolejne kłamstwo, kradzież, upadek. Czekanie to jego codzienność.

    Alkoholik cierpi. Wiem, jak bardzo. Znam to cierpienie.
Autorzy z precyzją aptekarza pokazali kolejne fazy tej choroby. Kuba, nie mogąc dłużej wytrzymać w mieszkaniu, wychodzi na miasto – szare, brudne, nijakie. Alkoholik widzi świat wyłącznie w odcieniach szarości. Zachwyt nad pięknem nie jest mu dany. Szuka, węszy, kombinuje, kradnie – byle tylko zdobyć na alkohol. Krajobrazy, dźwięki natury, gwar miasta, uśmiech przechodnia – to wszystko jest poza jego zasięgiem. Gdyby mógł, z błota wydestylowałby spirytus.

    Krystyna, kobieta próbująca pomóc Kubie, symbolizuje wszystkie żony, matki, narzeczone, partnerki i córki, które trwają przy alkoholiku. One zawsze ponoszą porażkę. Czasem mężczyzna sięga po pomoc, podejmuje leczenie, trwa w abstynencji – ale to nie oznacza, że od razu staje się dobrym mężem, synem, ojcem czy kochankiem.
Bez tych kobiet pijak jednak nie podniesie się. Alkoholik potrzebuje miłości – jedynej siły, która może go uratować.

    Polska jest krajem trawionym przez chorobę alkoholową. W niemal każdej rodzinie jest ktoś, kto pije. To moment, by wreszcie się nad tym zastanowić – i spróbować to zmienić.

    „Pętla” to arcydzieło – filmowe, literackie, emocjonalne. W obrazie, dialogach, muzyce – wszystko tu jest przemyślane i prawdziwe. Każda scena oddaje istotę problemu, którym się zajmuje.
Gustaw Holoubek w roli Kuby jest niezwykły – jednym wyrazem twarzy potrafi przekazać stan ducha człowieka zniszczonego przez alkohol.

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...