W polskiej polityce znów dochodzi do ostrych przepychanek.
Głównym tematem spornym staje się planowana zmiana ustawy o kadencyjności we
władzach samorządowych. Prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie, obawiając
się utraty możliwości startowania w kolejnych wyborach lokalnych z uwagi na
ograniczenie sprawowania władzy do dwóch kadencji, podjęli decyzję o utworzeniu
partii politycznej.
Liderem tego ruchu samorządowców jest senator i były
prezydent Nowej Soli – Wadim Tyszkiewicz. Moim zdaniem, partia Nowa Polska
ma szansę stać się czołowym lobbystą w sprawie zmiany ustawy o kadencyjności.
Do Nowej Polski przystąpił również prezydent Starachowic,
Marek Materek. Należy pamiętać, że w poprzednich wyborach parlamentarnych
poniósł on polityczną porażkę. Wcześniej powołał już partię, w której był
liderem, lecz po przegranej natychmiast ją opuścił. Widzę tu wyraźne znamiona
koniunkturalizmu. Z obecną formacją może być podobnie. Jeżeli tylko obóz
rządzący zdecyduje się na wycofanie zmian w ustawie, Nowa Polska może szybko
przekształcić się w "kanapową" grupę dyskusyjną.
Prezydent Polski (Karol Nawrocki), jako reprezentant obozu,
który przegłosował ograniczenie kadencyjności, formalnie broni tej ustawy.
Jeśli jednak jakimś cudem nowy twór samorządowców zacznie osiągać dobre wyniki
w sondażach, prezydent może zmienić swoje zdanie. Ideologicznie Nowej Polsce
bliżej jest do Koalicji Obywatelskiej (KO) niż do Prawa i Sprawiedliwości
(PiS). O programie ugrupowania nie można powiedzieć wiele konkretnego; dominują
slogany, które powielają wszystkie pozostałe partie.
Dla Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), które ma ogromne
problemy i balansuje na progu wyborczym, zaistnienie w przestrzeni politycznej
Nowej Polski może stanowić szansę. Ludowcy mogą spróbować stworzyć koalicję z
samorządowcami, aby poprawić swoje notowania.
Uważam, że w Polsce jest miejsce na maksymalnie trzy, góra
cztery partie. Mamy dwa ugrupowania przodujące, a potrzebne są jeszcze silne
skrzydła skrajnej prawicy i lewicy. Partia centrowa w obecnej, zaognionej
polityce ma marne szanse na utrzymanie się na scenie. Jedynie historyczne PSL
może nadal bronić opcji centrowej.
Senator Wadim Tyszkiewicz powiedział w wywiadzie dla Onetu:
„Pytają mnie często, czym my się różnimy od partii Kukiza,
Palikota, Petru, Hołowni czy Biedronia. Różnimy się tym, że mamy gigantyczny
fundament, z którego startujemy. Ludzie, którzy budują Nową Polskę, to są
ludzie o ogromnym doświadczeniu w biznesie, w samorządzie. My startujemy z tym
ogromnym doświadczeniem, to jest nasz fundament. A często te partie, które
wymieniłem, startowały od lidera, czyli lider bez struktur i dopiero tworzony
był program. U nas jest dokładnie odwrotnie” – zaznaczył.
Nie zgadzam się z tą opinią senatora. Nowa Polska jest
partią lokalnych liderów z wieloletnim doświadczeniem. Pytanie brzmi, czy takie
silne indywidualności będą umieć podporządkować się nowemu przywództwu. Nie
wierzę w zapewnienia, że partii niepotrzebny jest wódz – nie w polskim wydaniu
politycznym. W konsekwencji ci lokalni liderzy będą dbać przede wszystkim o
swoje środowiska wyborcze, a wspólne działania w partii będą traktować po
macoszemu. Ostatecznym sukcesem Nowej Polski może być jedynie chwilowe
zaistnienie na scenie politycznej, a następnie wchłonięcie przez większą partię
– prawdopodobnie Koalicję Obywatelską lub PSL, choć Marek Materek ma już drogę
do tych środowisk zamkniętą.
Osobiście jestem zwolennikiem kadencyjności na wszystkich
stanowiskach wybieranych w wyborach powszechnych – zarówno na poziomie
centralnym, jak i lokalnym. Konieczne jest również wykluczenie polityków z
zasiadania w radach nadzorczych. Z czasem kadencyjność powinna zostać
rozszerzona o Sejm.
Senat powinien stać się Izbą, w której zasiadaliby byli
prezydenci RP, byli premierzy, prezesi NIK i Narodowego Banku Polskiego.
Nadszedł też czas na przeszacowanie okręgów wyborczych. W niektórych regionach
powinno się zmniejszyć liczbę mandatów i przenieść je do okręgów z
niedostateczną reprezentacją. Wielkie aglomeracje powinny zyskać dodatkowe
miejsca kosztem ośrodków małomiasteczkowych i wiejskich.
Marek Materek jest znakomitym politykiem w wydaniu lokalnym.
Niestety, widać już u niego „zmęczenie materiału”. Dlatego Starachowicom
przydałaby się zmiana na stanowisku prezydenta. Z drugiej strony, w mieście nad
Kamienną brakuje obecnie polityka, który miałby wystarczające umiejętności i
autorytet, aby powierzyć mu władzę. Czy jesteśmy skazani na Marka Materka?