Piękna prowincja i ciche miasta
Lubię podróżować poza utartymi szlakami. Tam, gdzie nie ma tłumów, kolejek i wszechobecnych pamiątek. Tym razem trasa zaprowadziła mnie do Kazimierzy Wielkiej, Wiślicy i na Grodzisko Stradów.
Muszę przyznać, że Kazimierza Wielka mnie nie zachwyciła. Podobnie było z Wiślicą. Wszystko pozamykane, ruch turystyczny niemal nie istnieje, a odwiedzających jest niewielu. A przecież Wiślica to miejsce wyjątkowe – jedno z najstarszych i najważniejszych świadectw początków polskiej państwowości. To tutaj historia nie jest tylko zapisana w książkach. Ona wciąż tkwi pod stopami.
Prawdziwym odkryciem okazało się Grodzisko Stradów.
Odwiedzając gród z początków drugiego tysiąclecia, nie spodziewałem się ujrzeć tak ogromnych fortyfikacji. Rozmach tego miejsca zapiera dech w piersiach. Człowiek uświadamia sobie, jak wielką wiedzę i organizację posiadali nasi przodkowie. Bez współczesnych maszyn stworzyli jedną z największych warowni w tej części Europy. Gdyby dysponowali dzisiejszą technologią, zapewne wznieśliby monumentalny zamek.
Od pewnego czasu zachwycam się Polską. Zwłaszcza tą prowincjonalną. Coraz lepsze drogi, odnowione zabytki, zadbane centra miasteczek. Wszystko wygląda pięknie.
Ale pod tą piękną fasadą kryje się cisza.
Brakuje młodych ludzi. Brakuje dzieci. Brakuje zakładów pracy. Spacerując pustymi ulicami, mam wrażenie, że prowincja powoli zasypia. Temat demografii wraca do mnie nieustannie. Można o nim pisać bez końca, ale odpowiedź i tak przyniesie dopiero czas.
Grodzisko Stradów przypomina jeszcze o czymś. Jak szybko człowiek potrafi stworzyć coś wielkiego i jak łatwo natura oraz historia potrafią to odebrać. Tysiące ludzi żyły tutaj, kochały, wychowywały dzieci, miały marzenia. Dziś pozostały wały ziemne i wyobraźnia tych, którzy potrafią słuchać historii.
Polska prowincja uczy pokory. Warto zjechać z głównych dróg, bo właśnie tam często czekają miejsca, które zostają w pamięci na długo.
Pogranicze
Od kilku dni podróżuję po wschodniej Polsce. Im bliżej granicy, tym bardziej zmienia się sposób patrzenia na świat.
Choć wojna toczy się setki kilometrów stąd, świadomość bliskości granicy jest obecna niemal na każdym kroku. Człowiek uświadamia sobie, jak kruche jest poczucie bezpieczeństwa. Historia tej części kraju pokazuje, że granice potrafią zmieniać się szybciej, niż nam się wydaje.
Jednocześnie zachwycam się Polską. Jest czysta, zadbana, z coraz lepszymi drogami i odnowionymi miejscowościami. Podróżowanie samochodem stało się dla mnie czymś więcej niż przemieszczaniem się. Auto jest jednocześnie środkiem transportu i domem.
Jednej nocy spałem pod Grodziskiem Stradów, kolejnej nad zalewem w Dubience. Rano budził mnie śpiew ptaków, wieczorem usypiał rechot żab. Tak właśnie zawsze wyobrażałem sobie prawdziwą włóczęgę.
Pogranicze od wieków było miejscem spotkania różnych kultur, języków i religii. Dziś coraz trudniej dostrzec tę różnorodność. Globalizacja zrobiła swoje.
Na targu w Dubience zobaczyłem dokładnie to samo, co na targowiskach w innych częściach Polski. Te same ubrania, te same warzywa, ten sam towar sprowadzany z Azji. Nawet letnie festyny coraz bardziej przypominają się nawzajem – te same pierogi, ten sam bigos i to samo disco polo.
Trochę szkoda.
Bo właśnie lokalność, odmienność i małe różnice sprawiały, że każda podróż była odkrywaniem czegoś nowego.
Mimo wszystko nadal warto jechać na pogranicze. Nie po to, żeby szukać atrakcji turystycznych. Warto tam pojechać, aby zrozumieć, jak cennym darem jest spokój i jak niewiele trzeba, by go utracić.
Miejsca, które uczą pokory
Są miejsca, z których nie da się wyjść takim samym człowiekiem.
Bełżec. Sobibór. Majdanek.
Każde z nich opowiada tę samą historię, choć na swój sposób.
W Bełżcu miałem wrażenie, że ofiary wciąż tam są. Nie w sensie dosłownym. To raczej trudne do opisania uczucie obecności. Cisza tego miejsca mówi więcej niż jakikolwiek przewodnik.
W Sobiborze najmocniej odczuwa się odwagę. W miejscu, gdzie śmierć wydawała się nieunikniona, znaleźli się ludzie gotowi podjąć walkę. Wiedzieli, że mogą zginąć, a mimo to zdecydowali się sprzeciwić złu. Dzięki nielicznym ocalałym świat poznał prawdę o tym miejscu.
Majdanek pozostawia po sobie przede wszystkim zadumę. Tutaj śmierć została zorganizowana niczym przemysł. Człowiek stworzył system, którego jedynym celem było odbieranie życia.
Zwiedzając te miejsca, chciałoby się powiedzieć: „Ja nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego”.
Ale czy naprawdę możemy mieć taką pewność?
Historycy, psychologowie i socjologowie od lat próbują odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zwyczajni ludzie stawali się oprawcami. Nie byli potworami z innej planety. Mieli rodziny, marzenia i często uważali się za dobrych ludzi.
Może właśnie dlatego pamięć o tych miejscach jest tak ważna.
Uczy, że zło nie zaczyna się od komór gazowych. Zaczyna się od pogardy, od przekonania, że drugi człowiek jest mniej wart.
Dlatego warto pielęgnować empatię. Szanować ludzi o innym wyglądzie, języku czy religii. Bo kiedy przestajemy dostrzegać w drugim człowieku samego siebie, otwieramy drzwi rzeczom, które – wydaje się – już nigdy nie powinny się wydarzyć.
Historia nie zmieni przeszłości. Może jednak zmienić nas.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz