Jeszcze chwilę

 


 Jeszcze chwilę

 

– Porozmawiajmy… – wyszeptała.

Podciągnęła nogi, objęła je dłońmi i schowała twarz między kolanami, jakby chciała zatrzymać w sobie ostatnie ciepło.

– Porozmawiamy – odpowiedział Paweł.

Patrzył na  bladą twarz, zaglądał głęboko w źrenice, jakby gdzieś na ich dnie mogła jeszcze ukrywać się nadzieja.

– Wiesz, o czym chcę rozmawiać.

– Wiem.

To krótkie słowo zawisło między nimi. Nie było w nim buntu ani strachu. Tylko cicha zgoda na prawdę, której żadne z nich nie potrafiło już odsunąć.

– Umieram.

– Wiem.

Powiedział to głosem głębokim, niskim, rozlewającym się po pokoju niczym dźwięk starego dzwonu. Zawsze zachwycano się jego barwą. Mówiono, że powinien mówić do ludzi z radiowego studia. Dziś ten głos nie potrafił ocalić nawet jednej osoby.

– Nie wiem… czy chcę umierać.

Paweł delikatnie pogładził jej ogoloną głowę. Pod opuszkami palców wyczuwał miękki mech odrastających włosów. Kruchych. Słabych. Jakby i one nie były pewne, czy warto wracać. Maleńkie włoski przyklejały się do wilgotnej dłoni.

– Nie umieraj…

Nie wiedział, do kogo kieruje te słowa. Do niej. Do Boga. Do czasu. A może do samej śmierci.

– Umieram…

Oparła głowę o jego chude, kościste ramię. Pomyślał, że musi jej być niewygodnie. Nie poruszył się jednak ani o milimetr. Bał się, że najmniejszy ruch mógłby skruszyć tę chwilę, ostatnią przystań, jaka im jeszcze została.

Czas nie zatrzymuje się dla nikogo.

Zegar cierpliwie odmierzał kolejne sekundy, jakby każda z nich była krokiem oddalającym ją od życia. Już wiedzieli. Nie było odwrotu. Nie można było poprosić o jeszcze jeden dzień, jeszcze jedną godzinę, jeszcze jeden oddech.

Powietrze gęstniało od ciszy. Kurz powoli osiadał na ich twarzach niczym delikatny pancerz, którym świat osłania ludzi przed nieuniknionym.

Był kiedyś czas rozmów. Planów. Śmiechu. Walki o jutro.

Teraz największym dobrem stało się milczenie.

Milczenie, które mówiło więcej niż wszystkie wypowiedziane słowa.

Śmierć jeszcze pozostawała niewidzialna.

Ukrywała się w uśmiechach, w niedokończonych zdaniach, w nadziejach, których nikt nie miał odwagi nazwać złudzeniem.

Czekała cierpliwie za cienką zasłoną czasu.

Któregoś dnia wyjdzie stamtąd cicho. Uśmiechnie się. Wyciągnie do niej rękę.

I wtedy nie będzie już bólu.

Nie będzie lęku.

Pozostanie tylko przejście.

Kiedy to nastąpi – nie wiedzieli.

To zawsze jest tajemnica czasu.

I Śmierci.

– Umieram, Paweł…

…mnie już niedługo nie będzie.

Objął ją mocniej.

– Wiem.

I po raz pierwszy to jedno słowo znaczyło:

Zostanę tutaj jeszcze chwilę za nas oboje.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecane

Jeszcze chwilę

    Jeszcze chwilę   – Porozmawiajmy… – wyszeptała. Podciągnęła nogi, objęła je dłońmi i schowała twarz między kolanami, jakby chcia...