Nowe miliony dla Starachowic – wielka szansa czy kolejne rozczarowanie?

 



Kilka dni temu prezydent Marek Materek ogłosił wielki sukces starachowickiego magistratu – Starachowice pozyskały (choć jeszcze nie otrzymały) aż 75 milionów złotych z Polsko-Szwajcarskiego Programu Rozwoju Miast. To ogromne wsparcie finansowe, które – odpowiednio wykorzystane – może realnie zmienić oblicze naszego miasta.

Jednak sukces mierzy się nie tylko kwotą dotacji, ale przede wszystkim mądrością w jej wydatkowaniu. A z tym, jak wiemy z przeszłości, bywało różnie...

 

Chybione inwestycje? Miejmy się na baczności.

Wystarczy przypomnieć przykład piętrowego parkingu w Starachowicach Dolnych – obiektu, który miał rozwiązać problem parkowania, a dziś... potrzebuje kolejnych nakładów, by zacząć w ogóle funkcjonować. Dlatego właśnie musimy bacznie przyglądać się każdej złotówce z nowych funduszy.

Szczęśliwie – wśród ogłoszonych projektów znajdują się naprawdę ciekawe i obiecujące pomysły.

 

Szkolnictwo zawodowe – inwestycja w przyszłość

Jednym z najważniejszych filarów planowanych działań jest program „Starachowicki Uczeń Zawodowiec”. To kompleksowe wsparcie dla uczniów, które ma pomóc im lepiej planować ścieżki kariery i poprawić jakość kształcenia zawodowego – szczególnie w zawodach deficytowych.

Dlaczego to ważne?

Bo mocne szkolnictwo średnie i zawodowe może przyciągnąć młodych ludzi do Starachowic. W czasach robotyzacji i AI, które zastępują wiele zawodów, ale nie  fachowców – mechanicy, budowlańcy, operatorzy maszyn – są na wagę złota. Sztuczna inteligencja prędzej zastąpi artystę, lekarza, prawnika, dziennikarza niż dobrego ślusarza.

Mam nadzieję, że środki nie pójdą wyłącznie na remonty czy nowy trawnik przed szkołą, lecz realnie zasilą edukację – tak, by starachowickie technika i szkoły zawodowe tworzyły nowoczesną kadrę: ludzi, którzy potrafią nie tylko pracować fizycznie, ale też współpracować z technologią.

 

Edukacja międzykulturowa i wsparcie wykluczonych

„Utworzenie i prowadzenie Centrum Edukacji Międzykulturowej i Wsparcia wraz z ekoogrodem Zielony Dialog oraz podjęcie zintegrowanych działań skierowanych do grup zagrożonych wykluczeniem społecznym na bazie Szkoły Podstawowej nr 9”.

To mądra decyzja – zarówno pod kątem integracji społecznej, jak i budowania lokalnej wspólnoty, która nie zostawia nikogo na marginesie. Teraz czekamy na szczegóły – bo jak wiadomo, na papierze wszystko wygląda dobrze, ale życie szybko weryfikuje intencje. Starachowickie firmy potrzebują pracowników. Pozyskanie ich w mieście i okolicy stanowi ogramy problem. Od jakiegoś czasu posiłkują się pracownikami z zagranicy, wielu z nich dzięki możliwości poznawania naszego kraju, kultury, zwyczajów, historii może zapragnąć i pozostać w naszym powiatowym mieście. Kolejnym członem programu jest zadbanie o ludzi, wykluczonych społecznie.  W mieście sporo osób jest wykluczanych społecznie z powodu choroby, niepełnosprawności, opieki nad bliskimi całodobowo, wykluczeni z powodu choroby uzależnienia. Można tak mnożyć. Wybór szkoły dziewiątki jest znakomitym posunięci.

 

 

Zieleń, woda i monitoring – trzy fundamenty miasta przyszłości.

 

„Nowoczesny Monitoring dla bezpiecznych Starachowic.

Adaptacja infrastruktury miejskiej do zmian klimatu: przebudowa kanalizacji deszczowej i efektywne zarządzanie wodą.

Rewitalizacja przestrzeni zielonych na terenie Starachowic

Zagospodarowanie przestrzeni terenów zielonych przy Ekoszkole Etap II”

To bardzo potrzebne inicjatywy. Musimy odejść od betonowania przestrzeni miejskich, czego negatywnym przykładem jest zabetonowany plac Wierzbnik. Zielone przestrzenie i małe zbiorniki wodne to nie fanaberia, ale konieczność w czasach zmian klimatycznych. Gromadzenie deszczówki, małe oczka wodne w osiedlach – to może naprawdę chronić przed suszą i podtopieniami.

Monitoring? Choć Starachowice mają niską przestępczość, to z problemem wandalizmu i śmiecenia wciąż sobie nie radzimy. Dobrze zaplanowany system kamer może pomóc.

 

Pałacyk – czas na wielki festiwal?

 

„Utworzenie i prowadzenie »Przestrzeni Możliwości« w Centrum Kreatywności Pałacyk – multi modalnego miejsca dla mieszkańców, organizacji pozarządowych i wolontariatu oraz młodzieży ze Starachowic”.

Kolejnym projektem jest wsparcie Centrum Kreatywności Pałacyk. Ta instytucja już dziś odgrywa ważną rolę w życiu kulturalnym miasta. Dodatkowe środki mogą pozwolić na rozwinięcie skrzydeł. Może warto pomyśleć o festiwalu literackim, np. reportażu? Taka impreza mogłaby nadać Starachowicom nowy wymiar – i medialny, i artystyczny. Skąd na to środki? Zamiast finansować kopanie piłki przez dorosłych mężczyzn, którzy za to zarabiają pieniądze, może przeznaczyć je na zorganizowaniu festiwalu, który zaznaczyłby się na mapie  kulturalnej polski. 

 

Wsparcie dla przedsiębiorców – lokalni bohaterowie gospodarki

Wsparcie sektora MŚP i modernizacja Centrum Przedsiębiorczości w Starachowicach”

Program zakłada także modernizację Centrum Przedsiębiorczości oraz wsparcie dla sektora MŚP. To ważne, bo Starachowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna w naszej lokalizacji od lat nie przyciąga dużych inwestorów. Skoro nie możemy konkurować z innymi o „wielkiego gracza” – skupmy się na lokalnych firmach.

Nie przeszkadzajmy im, tylko pomagajmy – w innowacjach, w zdobywaniu nowych rynków, w rozwoju.

 

Nie zapominajmy o zdrowiu.

Na koniec – refleksja. Możemy inwestować, rozwijać, modernizować… ale jeśli nie zadbamy o zdrowie społeczeństwa, to kto skorzysta z tych wszystkich udogodnień?

Spożycie alkoholu w Starachowicach rośnie w zastraszającym tempie. Potrzebujemy długoterminowego planu trzeźwościowego. To trudny, niewygodny temat. Czy znajdzie się polityk, który odważy się go podjąć? Potrzebujemy polityka, który nie jest zamknięty w ramach czasowych od wyborów do wyborów.

Ja – póki co – takiej osoby na horyzoncie nie widzę.

 

Podsumowanie

Nowe fundusze to wielka szansa dla miasta. Mądrze wykorzystane mogą poprawić edukację, wzmocnić lokalną gospodarkę, zadbać o środowisko i zintegrować społeczność. Marnotrawione – przepadną bez śladu, jak niejeden projekt z przeszłości.

Trzymam kciuki za rozsądek decydentów. Bo koło fortuny się kręci – i oby tym razem w dobrym kierunku.

 

Masz przemyślenia na temat inwestycji w Starachowicach? Zostaw komentarz!
A jeśli chcesz więcej takich analiz – obserwuj bloga.

"Minghun" – opowieść o żałobie, duchowości i pożegnaniu

 



Film Jana P. Matuszyńskiego porusza temat śmierci, który dotyka każdego z nas – wcześniej czy później. Reżyser wykorzystuje mało znaną w Europie chińską tradycję minghun, czyli zaślubin pośmiertnych, by opowiedzieć poruszającą historię o nagłej stracie, przeżywaniu żałoby i próbie pogodzenia się z nieuniknionym.

Minghun – zaślubiny z zaświatów

Chińska tradycja minghun sięga czasów starożytnych. To rytuał zaślubin dwojga zmarłych, czasem także osoby zmarłej i żyjącej, mający na celu zapewnienie równowagi duchowej i spełnienia społecznych powinności również po śmierci. Zdarza się, że rodzina organizuje takie zaślubiny, by zmarły nie pozostał samotny w zaświatach. W niektórych regionach Chin wierzy się, że duchy zmarłych, którzy nie zawarli małżeństwa, mogą błąkać się niespokojne, a ich obecność może zakłócać spokój żyjących. Ceremonia ma zatem nie tylko symboliczne znaczenie, ale także funkcję rytualnego zamknięcia i ulżenia zarówno zmarłemu, jak i jego rodzinie.

Śmierć – zawsze nie w porę

Matuszyński pokazuje, że śmierć nigdy nie wybiera dogodnego momentu. Pojawia się nagle – bez względu na nierozwiązane sprawy rodzinne, zawodowe czy emocjonalne. Zabiera zarówno wierzących, jak i sceptyków; samotnych i tych, którzy są w relacjach – szczęśliwych lub nie.
W centrum tej opowieści jest Jerzy (Marcin Dobrociński) – ojciec młodej dziewczyny, Li (Natalia Bui), która niespodziewanie umiera. On – racjonalny, niewierzący – staje wobec duchowego doświadczenia, które zmusza go do podjęcia decyzji o symbolicznym ślubie córki po śmierci. Czy to zabobon? A może forma przepracowania żalu i pogodzenia się z losem?

Aktorstwo i emocje

Marcin Dobrociński gra subtelnie, ale z ogromną siłą emocjonalną. Jego postać jest rozdarta między racjonalnością a potrzebą duchowego ukojenia. Widać w nim rozpacz, niedowierzanie, ale także miłość ojcowską, która przekracza granice śmierci.
Natalia Bui w roli Li ukazuje młodość, energię, plany, które zostają brutalnie przerwane. Jej obecność – także po śmierci – ma w sobie coś eterycznego i wzruszającego.

Muzyka – cisza i dźwięk jako narracja

Ścieżka dźwiękowa do filmu jest minimalistyczna, ale bardzo znacząca. Dźwięki pojawiają się oszczędnie, podkreślając emocje bohaterów i napięcie sytuacji. Cisza staje się tu pełnoprawnym narzędziem narracyjnym – oddaje pustkę, z którą mierzy się Jerzy, i przestrzeń duchową, która wypełnia się rytuałem minghun.

Refleksja

"Minghun" to film głęboko humanistyczny, poruszający temat uniwersalny – straty i żałoby. Choć zakorzeniony w egzotycznej tradycji, mówi o doświadczeniach bliskich każdemu z nas. To opowieść o miłości, która nie kończy się wraz ze śmiercią, oraz o potrzebie rytuału, który pomaga pogodzić się z odejściem i zamknąć niedokończone sprawy.
Film stawia ważne pytania: czy duchowość jest zależna od religii? A może jest częścią naszej natury – potrzebą odnalezienia sensu tam, gdzie pozornie go nie ma?

Włóczęga po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej – samochodem, z duszą i zamek po zamku

 



Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym. Swoją pierwszą wyprawę z nocowaniem w samochodzie rozpocząłem od oddania honorowo krwi. Po spełnieniu patriotycznego  obowiązku ruszyłem na długo wyczekiwaną wizytę na Pustyni Błędowskiej. Od lat chciałem zobaczyć to unikatowe miejsce, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. W końcu zaplanowałem specjalny wyjazd.

Koniec czerwca nie rozpieszcza pogodą – niby ciepło, ale zimny wiatr przypomina, że lato jeszcze się nie rozpędziło. Mój marsz przez pustynię zacząłem w Kluczach. Z parkingu rozciąga się malownicza panorama – to właśnie tutaj zdecydowałem się spędzić noc. Wyruszyłem żółtym szlakiem, który szybko porzuciłem na rzecz bardziej dzikiej wędrówki przez piaski i wydmy. Słońce grzało, wiatr mierzwił włosy, a myśli biegły gdzieś daleko – w rejony życia, które wymagają uporządkowania. Właśnie po to są moje samotne wyprawy. Widoki i dystans są tłem – najważniejsza jest możliwość wewnętrznego resetu. Sam na sam ze sobą – taka defragmentacja mózgu, bym mógł być bardziej znośny dla innych.

Na horyzoncie widać kominy huty Katowice i elektrownię. Pustynia Błędowska to granica między światem natury a przemysłu – kiedyś symbol rozwoju, dziś krajobraz jak wiele innych w Polsce.


 

Nocleg był do zniesienia. Niedogodności wynagradzał widok – słońce nieśmiało wspinało się po niebie, przecinając chmury jasnymi smugami. Gdy rozbłysło w pełni, ruszyłem zobaczyć Zielony i Czerwony Staw – dwa zbiorniki po dawnych kopalniach. Kolory wody zawdzięczają minerałom: zielony miedzi, czerwony żelazu.


 

Szlak Orlich Gniazd – po warowniach Jurajskich

Czas ruszyć szlakiem Orlich Gniazd – trasą biegnącą przez najpiękniejsze zamki Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Zamek Rabsztyn

Zamek w Rabsztynie powstał w XIV wieku z inicjatywy Kazimierza Wielkiego. Przez wieki był wielokrotnie przebudowywany. Spłonął w XVIII wieku i przez długi czas pozostawał ruiną. Dziś częściowo zrekonstruowany i dostępny dla turystów – znajduje się pod opieką gminy Olkusz. Cieszy się rosnącą popularnością, szczególnie po pracach rewitalizacyjnych z ostatnich lat.

Zamek Ogrodzieniec

Największa warownia na Jurze, wybudowana w XIV wieku przez ród Włodków Sulimczyków. Zniszczona podczas potopu szwedzkiego, dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych regionu. Znajduje się w Podzamczu, zarządzany przez spółkę gminną. Popularny także jako plan filmowy (m.in. „Wiedźmin”).

Zamek Bąkowiec w Morsku

To niewielkie ruiny na skale, wybudowane prawdopodobnie w XIV wieku. Pełnił funkcję strażnicy. Obecnie znajduje się na terenie prywatnego ośrodka wypoczynkowego, można go jednak swobodnie obejrzeć z zewnątrz.

Zamek Mirów i Zamek Bobolice

Te dwa zamki położone są blisko siebie i połączone malowniczym szlakiem grzbietowym. Zamek Mirów pozostaje ruiną, natomiast Bobolice został odbudowany przez rodzinę Laseckich. Obie warownie pochodzą z XIV wieku i mają swoje miejsce w historii obronności Królestwa Polskiego. Bobolice są obecnie zarządzane przez prywatnych właścicieli, oferując m.in. hotel i restaurację.

Wieczorem nocuję pod zamkiem w Olsztynie – tym razem miejsce mało malownicze, ale praktyczne pod względem logistyki.

Zamek Olsztyn

Zbudowany w XIII wieku przez Kazimierza Wielkiego, pełnił funkcję twierdzy granicznej. Został zniszczony w czasie najazdu szwedzkiego. Dziś jest malowniczą ruiną i popularnym celem wycieczek, zarządzanym przez gminę Olsztyn.

Na zakończenie podróży odwiedzam jeszcze ruiny zamku Ostrężnik. To praktycznie zarys dawnej budowli, ale wrażenie robią pobliskie jaskinie. Nocleg w aucie sprawdził się – dał mi elastyczność i swobodę zmiany planów.

Planowałem kiedyś przejść pieszo cały 160-kilometrowy szlak, ale się nie udało. Teraz, z pomocą samochodu, przemierzam go etapami.

Logistyka i refleksje

Zakupy do wycieczki zrobiłem oszczędnie. Niestety, najtańsza pompka do materaca okazała się niewypałem. Za to inne gadżety – stoliczek, naczynia, zbiornik na wodę, naczynia – były wystarczające. Pogoda dopisuje, a brak tłumów to prawdziwe błogosławieństwo. Tylko dwie wycieczki szkolne na chwilę zakłóciły mój spokój.

Samotność daje mi siłę. Potrzebuję tej ciszy, zadumy, zachwytu nad błękitem nieba, zielenią trawą, kunsztem budowniczych zamków. 


 

 

Powrót przez Skałki „Piekło”

W drodze powrotnej zatrzymuję się w Rezerwacie Skałek „Piekło” pod Niekłaniem Wielkim. Odwiedziłem to miejsce zimą wiele lat temu, teraz wracam latem. Wspominam wędrówkę z moim psem, Borysem – najlepszym druhem. Tym razem mogłem dokładnie obejść skałki, zrobić zdjęcia i naładować się energią.

Kończę wyprawę i rezygnuję z kolejnego noclegu w samochodzie. To była moja pierwsza taka przygoda – z sensem. Spanie w aucie nie jest celem samym w sobie, ale daje wolność i niezależność. Trzeba tylko dopracować kilka rzeczy: lepsza pompka, mniej gadżetów, nowy śpiwór. Na razie nie planuję kupować powerbanku – laptop ładował się dobrze podczas jazdy.

Czego nie użyłem? Moskitiery, zasłonek, kuchenki gazowej, garnków. Na krótkie wypady to zbędny balast.

Na koniec…

Włóczęgę trzeba kochać – jaką, to już drugorzędna sprawa. Najważniejsze, by czuć się dobrze. A co to znaczy? Dla mnie – mieć siłę, by stawić czoła przyszłości. I do tego właśnie służą mi moje wyprawy.

🧭 Praktyczne wskazówki dla podróżujących po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

🚗 Nocowanie w samochodzie – co warto wiedzieć?

  • Miejsce postoju: Wybieraj parkingi przy atrakcjach turystycznych lub leśne zatoczki z widokiem. Unikaj wjazdu na prywatne tereny. Przy Pustyni Błędowskiej, zamkach Rabsztyn czy Olsztyn znajdziesz dogodne miejsca na nocleg.
  • Zapas wody: Minimum 5-litrowy zbiornik z kranikiem świetnie sprawdza się do mycia i gotowania.
  • Bezpieczeństwo: Śpij z lekko uchylonymi szybami (z siatką/moskitierą) i z zablokowanymi drzwiami. Dobrym pomysłem jest również aplikacja pokazująca miejsca „vanlife friendly” (np. Park4Night).

🏰 Zwiedzanie zamków – planowanie trasy

  • Czas: Na zwiedzenie 4–5 zamków z krótkimi postojami i spacerami warto zarezerwować minimum 2 dni. Szlak Orlich Gniazd liczy 160 km i obejmuje ponad 20 obiektów – nie da się wszystkiego zobaczyć naraz.
  • Kolejność: Jeśli jedziesz z południa, zacznij od Rabsztyna → Ogrodzieniec → Mirów i Bobolice → Olsztyn → Ostrężnik.
  • Bilety: Większość zamków ma płatne wejście, ale ruiny (np. Mirów, Ostrężnik) są dostępne bez opłat. Warto mieć gotówkę i kartę, nie wszystkie punkty mają terminale.
  • Godziny otwarcia: Różnią się sezonowo. W szczycie sezonu (maj–wrzesień) zamki są otwarte zwykle 9:00–18:00, ale sprawdzaj na stronach internetowych lub tablicach informacyjnych.

🥾 Sprzęt i ubiór

  • Buty trekkingowe – szczególnie przydatne na szlakach między Mirowem a Bobolicami czy na pustyni.
  • Lekki plecak z wodą, przekąskami, kurtką przeciwdeszczową i powerbankiem to podstawa.

📷 Fotografowanie i natura

  • Zamek w Ogrodzieńcu o zachodzie słońca prezentuje się magicznie – świetne miejsce na zdjęcia.
  • Pustynia Błędowska najlepiej wygląda rano lub wieczorem – ostre światło w południe spłaszcza kolory.
  • Na terenie rezerwatów i pustyni nie schodź z wyznaczonych szlaków, by chronić przyrodę.

🧾 Budżetowo czy na bogato?

  • Wyprawa może być bardzo ekonomiczna – koszt paliwa, prowiantu i bilety wstępu to główne wydatki.
  • Zakupy warto zrobić wcześniej w większym mieście (np. Olkusz, Zawiercie).
  • Jeśli nie nocujesz w aucie – w Bobolicach i Olsztynie dostępne są kempingi, agroturystyki i domki w różnych cenach.

🐾 Z psem?

  • Większość ruin można odwiedzać z psem, ale sprawdzaj zasady na stronie konkretnego obiektu.

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...