Piękny niedzielny poranek

 


    Piękny niedzielny poranek. Miasto jeszcze śpi, jakby chciało zatrzymać noc na kilka dodatkowych chwil. Ulice Starachowic milkną bez codziennego pośpiechu, bez huku samochodów i nerwowego rytmu dnia. Harmider zastępuje śpiew ptaków. Kosy i szpaki prowadzą swój poranny koncert, a wschodzące słońce powoli rozlewa złote światło nad dachami domów i koronami drzew.


 

 

    Właśnie wtedy postanawiam ruszyć w drogę.


 

    Bez planu, bez pośpiechu. Intuicja podpowiada jeden kierunek — kapliczka św. Jacka. Leśna enklawa ciszy, historii i tajemnicy. Miejsce ukryte pomiędzy Starachowicami a Wąchockiem, przy dawnej drodze, którą dziś przypomina jedynie spokojny leśny dukt. Jadę tam rowerem miejskim. Kiedyś tędy ciągnęły furmanki załadowane towarami, a droga żyła rytmem codziennego handlu i pracy.


 

    Kaplica została ufundowana w 1821 roku przez Jacentego i Agnieszkę Siewierskich. Starsi mieszkańcy do dziś mówią o tym miejscu „Jacentof”. Okoliczna polana nosi nazwę „Sina Woda” — nazwę niemal baśniową. Według dawnych przekazów woda miała przybierać sinawy odcień od rud żelaza obecnych w ziemi. To właśnie one przez wieki dawały życie tutejszym kuźnicom, młynom i hutniczym urządzeniom związanym z cystersami z Wąchocka.


 

    Wśród drzew stoją dwie kapliczki św. Jacka. Mniejsza, starsza, z drewnianą wieżyczką, wygląda niczym wyjęta z dawnego obrazu. Obok niej później wzniesiono większą kaplicę. Historycy przypuszczają, że obie związane były z rodziną Siewierskich. Każdego roku miejsce to ponownie budzi się do życia podczas odpustu ku czci św. Jacka Odrowąża. W drugą niedzielę po 17 sierpnia leśna polana wypełnia się modlitwą, śpiewem i mieszkańcami okolicznych miejscowości.


 

    Obok kaplicy znajduje się tablica upamiętniająca żołnierzy kampanii wrześniowej oraz partyzantów walczących podczas II wojny światowej. Niedaleko spoczywa także nieznany żołnierz z czasów Wielkiej Wojny. Las pamięta więcej, niż potrafimy dostrzec.


 

    Miejsce to od dawna obrastało legendami. Starsi opowiadali o cygańskich taborach rozbijających obozowiska na pobliskiej polanie. Inni wspominali zakochanych, którzy właśnie tutaj ukrywali swoją miłość przed światem. Cisza lasu zawsze sprzyjała tajemnicom.


 

    Kilka kroków dalej odnaleźć można pozostałości dawnych młynów związanych z działalnością cystersów z Wąchocka. Nad niewielkim strumieniem wijącym się przez las zachowały się fragmenty grobli, nasypów i ślady dawnego spiętrzania wody. Czas niemal całkowicie pochłonął te miejsca, lecz uważne oko nadal dostrzeże ślady dawnego przemysłowego świata. Trudno uwierzyć, że pośród dzisiejszej ciszy działały kiedyś urządzenia hutnicze i wodne mechanizmy napędzające kuźnice.


 

    Po krótkim odpoczynku ruszam dalej — w stronę wąchockiego kirkutu.


 

    Leśne ścieżki prowadzą mnie przez sosnowy las aż do niewielkiego cmentarza żydowskiego przy ulicy Krzemienica. Powstał około 1911 roku, kiedy w Wąchocku utworzono samodzielną gminę żydowską. Zachowało się tu kilkadziesiąt macew pokrytych hebrajskimi inskrypcjami i symbolicznymi płaskorzeźbami. Każda z nich jest osobną historią, której nikt już do końca nie odczyta.


 

    Podczas wojny kirkut został zniszczony. Nagrobki rozkradziono, a teren przez lata niszczał i zarastał. Dopiero po wielu dekadach, dzięki staraniom Rafaela Fefermana — pochodzącego z Wąchocka Żyda mieszkającego w USA — uporządkowano nekropolię, odbudowano ogrodzenie i ustawiono pomnik pamięci ofiar Holokaustu. Stojąc pośród macew, trudno nie myśleć o przemijaniu. O ludziach, których już nie ma, a którzy kiedyś wypełniali uliczki Wąchocka codziennym życiem, rozmowami i modlitwą.

    Wracam w stronę Starachowic. Przejeżdżam przez Orłowo, potem zatrzymuję się przy zalewie Pasternik. Tafla wody spokojnie odbija niebo, a w trzcinach słychać ptactwo wodne. To miejsce nie potrzebuje wielkich atrakcji ani hałaśliwej rozrywki. Wystarczy cisza, ścieżka spacerowa i natura, która nadal potrafi mówić własnym głosem.

    Oddaję rower przy milczącej stacji kolejowej w Starachowicach Dolnych. Przez park miejski wracam do domu.

    
Kilka godzin wędrówki wystarczyło, by odnaleźć coś, czego często szukamy bardzo daleko — spokój. Dla mnie te chwile są warte więcej niż niejeden egzotyczny wyjazd. Nigdy nie byłem w Dubaju i chyba nigdy mnie tam nie ciągnęło. Wolę las pachnący sosną, stare kapliczki ukryte pośród drzew i miejsca, w których historia nadal oddycha cicho obok człowieka.


 

 

 

Zimny kwiecień, gorące sprawy miasta

 


 


    Kiedyś Kora śpiewała o zimnym maju. Dziś równie dobrze moglibyśmy nucić o zimnym, wiosennym kwietniu. Tyle że temperatura za oknem to najmniejszy problem — znacznie ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na to, co dzieje się w naszym mieście.

    Zacznijmy od dobrych wiadomości. Do Starachowic popłyną miliony z funduszy szwajcarskich. Temat nie jest nowy — pisałem o nim już wcześniej:
https://roberttof.blogspot.com/2025/07/nowe-miliony-dla-starachowic-wielka.html

    Dziś jednak mamy potwierdzenie: pieniądze są realne. A to oznacza jedno — pojawia się szansa na konkretne działania, a nie tylko zapowiedzi. Pytanie brzmi: czy zostaną dobrze wykorzystane?

    W międzyczasie miasto postanowiło zmierzyć się z problemem, o którym wielu mówiło półgłosem — pijaństwem. Wprowadzono nocną prohibicję. Decyzja odważna. Czas podać konkretne  efekty? Czy rzeczywiście jest bezpieczniej? Czy mniej interwencji? Na te pytania wciąż nie ma odpowiedzi. A bez nich trudno mówić o sukcesie.

    Jeśli już mówimy o wydawaniu pieniędzy — warto spojrzeć szerzej. Owszem, inwestujemy w szkolnictwo i przedsiębiorczość, co jest krokiem w dobrą stronę. Zadajmy pytanie. Czy naprawdę możemy sobie pozwolić na pomijanie sfery zdrowia i kultury?
Pisałem o tym szerzej tutaj:
https://roberttof.blogspot.com/2025/09/otwarcie-wiaduktu-i-kulturalny-weekend.html

    Bo miasto to nie tylko drogi, szkoły i inwestycje. To także jakość życia. A ta bez kultury i działań prozdrowotnych zwyczajnie kuleje.

    Starachowice mają potencjał, by zaistnieć na kulturalnej mapie Polski. Mamy nazwisko — i to nie byle jakie. Wiesław Myśliwski, pisarz tej klasy, to kapitał, którego wiele miast może nam tylko pozazdrościć.  Festiwal literacki to znakomita inicjatywa. Wiesław Myśliwski, mieszkaniec naszego miasta i jego honorowy obywatel, to solidny fundament do budowania takiej tożsamości. Pytanie tylko, czy potrafimy go wykorzystać, czy znów poprzestaniemy na okazjonalnych wydarzeniach.

    Tymczasem pojawiają się kolejne pomysły inwestycyjne. Zakup działki między stadionem a starym szpitalem i budowa bloku — logiczne, potrzebne, wręcz oczywiste, patrząc na braki mieszkań czynszowych. Czy to jedyny możliwy kierunek? A może warto pomyśleć szerzej — o przestrzeni rekreacyjnej, o miejscu, które realnie poprawi jakość życia mieszkańców? Może aquapark zamiast kolejnego bloku? To nie jest fanaberia — to pytanie o wizję miasta.

    Bo dziś największym problemem Starachowic nie jest brak inwestycji. Jest nim demografia. Miasto się starzeje — i widać to na każdym kroku. Spacerują ulicami, głównie osoby starsze. Przychodnie. Obraz jeszcze bardziej wymowny — zagubieni ludzie, nerwowe kolejki, spory o miejsce. A wystarczyłby prosty system numerków. Niby drobiazg, ale takich „drobiazgów” składających się na codzienność jest więcej.

    I wreszcie sport — temat, który zawsze budzi emocje. Star Starachowice, klub z piękną, stuletnią tradycją, doczekał się stadionu, którego nie musi się wstydzić. I to jest sukces. Problem w tym, że za infrastrukturą nie nadąża zarządzanie. Pojawiają się kłopoty finansowe, a miejskie pieniądze, zamiast budować stabilność, zdają się rozpływać.

    Czy naprawdę jedyną drogą jest dalsze dokładanie środków do jednej dyscypliny? Może warto odwrócić perspektywę i postawić na sporty mniej medialne, ale lepiej zarządzane — koszykówkę, siatkówkę, a może nawet kolarstwo? Tam również można budować markę miasta — być może skuteczniej i taniej.

    Nie sposób pominąć Lubianki. Inwestycja, która od początku budzi emocje. Z jednej strony — szkoda rezygnować z pozyskanych środków. Z drugiej — wyraźny sprzeciw części mieszkańców. I tu pojawia się pytanie, którego często unikamy: czy każdą inwestycję trzeba realizować natychmiast? A może czasem lepiej poczekać, dać ludziom czas na oswojenie się ze zmianą i wrócić do tematu w bardziej sprzyjającym momencie?

    Na koniec temat, który wraca jak bumerang — spalarnia. Od marca znów mówi się o wznowieniu procedur. I znów rośnie napięcie. Bo to nie jest tylko inwestycja — to sprawdzian relacji między władzą a mieszkańcami. Jeśli zabraknie dialogu, scenariusz może być łatwy do przewidzenia: konflikt, protesty i — w najgorszym przypadku — zmarnowane pieniądze.

    Można więc powiedzieć, że Starachowice są dziś w ciekawym momencie. Są pieniądze, są pomysły, jest energia do działania. Ale jest też chaos, brak konsekwencji i pytania bez odpowiedzi.

    A od odpowiedzi na te pytania zależy jedno: czy za kilka lat będziemy mówić o rozwoju miasta — czy o straconej szansie.

Siła nawyku – jak codzienne przyzwyczajenia kształtują nasze życie

 



    Książka „Siła nawyku” autorstwa Charlesa Duhigga, znakomitego dziennikarza śledczego „The New York Times” i zdobywcy wielu nagród dziennikarskich, jest kolejną publikacją przybliżającą działanie naszego mózgu – a zwłaszcza jego zdolność do automatyzacji wielu procesów.

    Naukowcy z Massachusetts Institute of Technology odkryli, że nawyki stanowią uproszczenie pracy mózgu w codziennych, powtarzalnych czynnościach. Ewolucja doprowadziła do powstania tego mechanizmu, aby nasze szare komórki mogły skupić się na ważniejszych zadaniach.

    Autor szczegółowo opisuje mechanizmy działania nawyków. Rozróżnia tzw. dobre i złe nawyki oraz przytacza liczne przykłady – zarówno takich, które niszczą ludzkie życie, jak i tych, które pomagają bohaterom je odbudować. Pokazuje również nawyk jako narzędzie prowadzące do sukcesu – indywidualnego, społecznego i biznesowego.

    W pewnym momencie, czytając tę publikację, pomyślałem: oto kolejna książka obiecująca uniwersalny sposób na szczęście. Niestety, szczęście jest znacznie bardziej złożone i nie da się go sprowadzić wyłącznie do zestawu nawyków.

    Szczególną uwagę zwróciłem na fragment dotyczący uzależnień oraz programu 12 Kroków. Postrzegałem go wcześniej jako program duchowy, niezwiązany bezpośrednio z mechanizmem nawyków. Autor, zwracając na to uwagę, pozwolił mi spojrzeć na ten program z innej, głębszej perspektywy. Wspólnota Anonimowych Alkoholików i ich podejście oparte na programie 12 Kroków pomaga wielu osobom radzić sobie z alkoholizmem.

    To książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć – szczególnie jeśli chcemy świadomie kształtować swoje życie poprzez budowanie pozytywnych nawyków.

Swoją drogą… rozmowa o człowieku, który nie chce być autorytetem

 



    Książka „Swoją drogą…” — rozmowa Bogdan de Barbaro z Justyna Dąbrowska — to znakomity wywiad ułożony w porządku alfabetycznym.

    Czy trzeba przedstawiać jej bohatera i współautorkę? Bogdan de Barbaro — psychiatra, terapeuta, oddany lekarz. Justyna Dąbrowska — również znakomita terapeutka i autorka książek. To ona prowadzi rozmowę z lekarzem o duszy filozofa.

    De Barbaro unika wchodzenia w sferę intymną i rodzinną — tam, gdzie jest on i jego najbliżsi. Choć dedykuje publikacje swoim dzieciom, niewiele o nich opowiada.

    Każda litera alfabetu wypełniona jest przemyśleniami bohatera — odważną analizą świata, kraju, uczuć i emocji. De Barbaro pięknie mówi o miłości i nadziei. Często wspomina swoich pacjentów, którzy są mu bliscy tak bardzo, jak to tylko możliwe w tej relacji.

    Każdy rozdział rozpoczyna się od wiersza. Poezja wyraźnie wypełnia życie terapeuty i staje się ważnym kontekstem jego refleksji.

    W tej rozmowie Bogdan de Barbaro nie udziela prostych rad i nie chce być autorytetem. Jest człowiekiem — znajomym, przyjacielem, mężem, ojcem, lekarzem — który dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem. Wyraźnie podkreśla, jak ważny jest drugi człowiek.

    Religia obecna w jego życiu nie jest nachalna — ma charakter kontemplacyjny i intymny.

    Justyna Dąbrowska prowadzi rozmowę z wyczuciem — nie naciska, nie próbuje wydobywać sensacyjnych szczegółów z życia bohatera. Towarzyszy mu raczej w podróży przez życie, subtelnie kierując opowieść ku interesującym ją tematom: pracy, miłości, wolności, radości.

    To znakomita książka, pozwalająca spojrzeć na siebie z innej perspektywy — jakby przez alfabet, doprawiony delikatną nutą poezji.

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

 



    Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzonej przez duet Agnieszkę Jakimiak i Mateusza Atmana. Choć w filmie osią fabuły jest zaginięcie aktora, a w spektaklu – reżysera, oba dzieła dotykają tego samego problemu: pustki po wielkim autorytecie i gwieździe formatu światowego.

    Akcja sztuki przenosi nas do 2016 roku. Gdy na planie nie pojawia się reżyser, poszukiwania prowadzą widza przez barwny świat bohemy – aktorów i twórców filmowych. Tytułowym nieobecnym jest sam Andrzej Wajda, wielki artysta, który wycisnął niezatarte piętno na polskiej kulturze. Jego dorobek pozostaje żywy, a dzieła takie jak „Popioły”, „Kanał” czy wspomniane „Wszystko na sprzedaż” to kamienie milowe światowej kinematografii. Z kolei „Ziemia obiecana” do dziś zachwyca rozmachem i aktualnością.

    Wajda, laureat Oscara za całokształt twórczości, zapisał się w pamięci widzów nie tylko filmami, ale i manifestem polskości. Podczas gali oscarowej wypowiedział słynne słowa: „Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku”.

    Zarówno w filmie, jak i w sztuce, pojawia się motyw poszukiwania następcy. W spektaklu rolę tę przejmują asystenci. To symboliczna zmiana warty – młodzi artyści przejmują dziedzictwo mistrza, niosąc jego idee nowym pokoleniom. Na szczególną uwagę zasługuje gra aktorska. Magdalena Cielecka i Daniel Olbrychski – dwoje aktorów blisko związanych z Wajdą – w poruszający, niemal osobisty sposób przywołują pamięć o reżyserze.

    Teatr Telewizji od dwóch lat systematycznie podnosi poprzeczkę, dbając o doskonały dobór repertuaru. Warto zarezerwować sobie poniedziałkowy wieczór lub nadrobić zaległości na platformie VOD.

Polecane

Usiądźmy na kawałku zielonej trawy

  Człowiek zaczął filozofować chyba wtedy, kiedy po raz pierwszy zadał sobie pytanie: dlaczego? Nie wiemy, kiedy dokładnie to się wyda...