Spacerując po moim ukochanym mieście, po raz kolejny dopadła mnie smutna refleksja. Starachowice powoli się wyludniają. Widać to niemal na każdym kroku. Okna, które zdają się mówić: „tu już nikt nie mieszka”, opuszczone domy na Orłowie czy puste witryny sklepowe z kartkami „Do wynajęcia” tworzą obraz miasta, które z roku na rok traci swój dawny rytm.
Na blogu pisałem o tym już wcześniej. Jedni zgodzili się z moimi spostrzeżeniami, inni mieli odmienne zdanie. To dobrze, bo o przyszłości Starachowic trzeba rozmawiać. Gorzej, jeśli na rozmowie się skończy.
Na początku chciałbym odnieść się do pomysłów, które – moim zdaniem – nie rozwiążą problemu. Jednym z nich jest utworzenie w Starachowicach filii uczelni wyższej. Uważam, że byłaby to inwestycja pozbawiona większego sensu. Niż demograficzny sprawia, że w najbliższych latach wiele uczelni będzie walczyć o przetrwanie. Już dziś Uniwersytet Jana Kochanowskiego ma problemy z rekrutacją, a na części kierunków znaczącą grupę studentów stanowią obcokrajowcy. Trudno przypuszczać, by niewielka filia w Starachowicach mogła skutecznie konkurować z dużymi ośrodkami akademickimi.
Nie zatrzymamy również tych młodych ludzi, którzy od początku marzą o studiach i życiu w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu. I nie ma w tym nic złego. Zamiast walczyć z naturalnymi aspiracjami młodych ludzi, powinniśmy skupić się na tych, którzy chcą związać swoją przyszłość ze Starachowicami lub okolicą. To właśnie dla nich należy stworzyć warunki do życia, pracy i zakładania rodzin.
Problem jest poważniejszy, niż wielu chce przyznać. Nie dlatego, że brakuje danych. Wręcz przeciwnie – statystyki są bezlitosne. Starachowice od lat tracą mieszkańców. Rodzi się coraz mniej dzieci, młodzi wyjeżdżają, a społeczeństwo szybko się starzeje.
To nie jest wyłącznie efekt niżu demograficznego. Gdyby tak było, wszystkie miasta rozwijałyby się podobnie. Tymczasem jedne potrafią przyciągać nowych mieszkańców, podczas gdy inne systematycznie się kurczą. O przyszłości miasta decyduje nie tylko liczba urodzeń, ale przede wszystkim to, czy ludzie widzą w nim swoją przyszłość.
Od lat dyskutujemy o nowych drogach, rondach, parkingach, rewitalizacji przestrzeni publicznych czy budowie kolejnych atrakcji rekreacyjnych. Wszystko to jest potrzebne. Problem polega na tym, że mieszkańców nie zatrzyma ani nowe rondo, ani kolejny odnowiony skwer czy kąpielisko. Ludzie zostają tam, gdzie mogą znaleźć dobrą pracę, wynająć mieszkanie, założyć rodzinę i spokojnie planować swoją przyszłość.
Jeżeli chcemy odwrócić niekorzystny trend, potrzebujemy programu naprawczego. Nie na jedną kadencję, lecz na kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat.
Szkoły muszą kształcić dla przyszłości
Szkolnictwo zawodowe powinno stać się jednym z filarów rozwoju miasta. Potrzebujemy kierunków odpowiadających rzeczywistym potrzebom rynku pracy, a nie utrzymywanych wyłącznie dlatego, że funkcjonowały od lat.
Nowoczesny przemysł potrzebuje automatyków, mechatroników, logistyków, informatyków, specjalistów od energetyki czy zawodów medycznych i opiekuńczych. Równie ważna jest jakość praktycznej nauki zawodu. Praktyki nie mogą być formalnością. Powinny odbywać się w przedsiębiorstwach wykorzystujących nowoczesne technologie.
Miasto powinno stworzyć trwałe partnerstwo pomiędzy szkołami a przedsiębiorcami. Firmy od lat narzekają na brak wykwalifikowanych pracowników, a szkoły na odpływ absolwentów. To dwa problemy, które można rozwiązywać wspólnie.
Bez mieszkań nie będzie nowych mieszkańców
Nie da się zatrzymać młodych ludzi, jeśli nie będą mieli gdzie mieszkać.
Samorząd powinien zdecydowanie zwiększyć zasób mieszkań czynszowych. Nie tylko poprzez budowę nowych bloków, ale również wykup mieszkań na rynku wtórnym i przeznaczanie ich na wynajem. Dostępne cenowo mieszkania są jednym z najważniejszych elementów polityki demograficznej.
Starachowice mogą być miastem przyjaznym seniorom
Starzenie się społeczeństwa nie musi być wyłącznie problemem. Coraz więcej seniorów szuka spokojnego miejsca do życia z dobrą opieką medyczną i rozsądnymi kosztami utrzymania.
Dlaczego Starachowice nie miałyby przygotować oferty właśnie dla nich?
Mieszkania dostosowane do potrzeb osób starszych, rozwinięty system opieki, rehabilitacji oraz bogata oferta kulturalna mogłyby przyciągnąć mieszkańców z większych miast. Korzystaliby oni z lokalnych usług, a jednocześnie powstałyby nowe miejsca pracy w sektorze opieki i ochrony zdrowia.
Czas myśleć o nowych mieszkańcach
Polska staje się krajem imigracji. W starachowickich zakładach pracy już dziś pracuje wielu cudzoziemców. Najczęściej są jednak traktowani jako pracownicy tymczasowi.
To krótkowzroczne podejście.
Miasto powinno wspólnie z przedsiębiorcami stworzyć program zachęcający do osiedlania się całych rodzin. Pomoc w znalezieniu mieszkania, miejsca w przedszkolu lub szkole, kursy języka polskiego i wsparcie w załatwianiu formalności mogą sprawić, że wielu z nich zwiąże swoją przyszłość właśnie ze Starachowicami.
W najbliższych latach miasta będą konkurowały nie tylko o inwestorów. Będą przede wszystkim konkurowały o mieszkańców.
Państwo również ponosi odpowiedzialność
Nie można całej winy zrzucać na demografię.
Przez lata rozwój Polski koncentrował się wokół największych aglomeracji. To tam trafiały inwestycje, instytucje publiczne i najlepiej płatne miejsca pracy. Średnie miasta często pozostawiano same sobie.
Jeżeli państwo rzeczywiście chce zahamować proces wyludniania, powinno wspierać rozwój średnich miast poprzez inwestycje, budownictwo społeczne, transport publiczny oraz tworzenie atrakcyjnych miejsc pracy poza największymi metropoliami.
Powinien być zlikwidowane dotacje na dzieci w postaci 800+. Wydawane w ten sposób pieniądze nie przynoszą zapowiadanych skutków. Dotacje na dzieci powinny być wypłacane na trzecie i kolejne dziecko. Zaoszczędzone pieniądze powinny być na program wsparcia imigrantów.
O przyszłości Starachowic zdecydują mieszkańcy
Możemy budować kolejne ulice, parkingi, hale sportowe czy organizować coraz większe wydarzenia. To wszystko ma swoje znaczenie. Jednak najważniejsze pytanie brzmi: czy za dwadzieścia lat będzie miał tu kto mieszkać?
Największym wyzwaniem Starachowic nie jest dziś kolejna inwestycja. Jest nim zatrzymanie mieszkańców i przyciągnięcie nowych.
Jeżeli nie uczynimy polityki demograficznej jednym z najważniejszych priorytetów rozwoju miasta, za kilkanaście lat będziemy zastanawiać się już nie nad tym, jak rozwijać Starachowice, ale jak radzić sobie z ich nieuchronnym kurczeniem.
To ostatni moment, aby zamiast biernie obserwować statystyki, zacząć świadomie budować przyszłość naszego miasta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz