Film wart obejrzenia dla gry
aktorskiej R. Gere , który zagrał chyba swoja najlepsza role . Reżyserem jest
N. Jarecki , który tym dziełem debiutuje na dużym ekranie . Debiutem udanym. Autor
porusza w filmie temat uczciwości i jej definicji . Co człowiek może zrobić dla
dobra bliskich . Trudno jednoznacznie głównego bohatera potępiać, ale też nie
można przejść, do porządku dziennego widząc jego niegodziwość i obłudę .
Piszę, bo jestem. Jestem, bo piszę. W całej jaskrawości zostawiam swój ślad. Rozgość się. Od podróży po świecie literatury i filmu, przez autorskie opowiadania, po szkice o alkoholizmie. To wszystko w całej jaskrawości. Wierzę, że każdy ma swoją historię i każda jest warta opowiedzenia. Dlatego snuję własną. Przyłącz się i daj znać o sobie… w całej jaskrawości. roberttof
Arbitraż dobry film o uczciwości
Etykiety:
Film
„Buty Ikara. Biografia Edwarda Stachury” Mariana Buchowskiego
Przebijając się, przez strony książki wbijałem się, w życie mojego idola z lat szczenięcych.
Czytając kolejne rozdziały, coraz mniej
interesowała mnie biografia Steda, wchodziłem w ten stan z nazwy mi nie znany, ale bardzo lubiany. Kiedyś chciałem żyć życiopisaniem, chciałem być wędrowcom
przemierzający przestrzenie w „cudnych manowcach” w „całej jaskrawości”.
Nigdy nie zapomniałem o utworach Edwarda Stachury, choć w czasie zapominałem jego
przesłanie. Zakładając bloga, na chwile przypomniałem sobie w czerwcu 2005 r. o
moim idolu i zatytułowałem go „Cała jaskrawość. I nic więcej”. To krótkie chwile, ale ważne. Moje decyzja o
leczeniu się z alkoholizmu też jest zasługą Steda. On przekazał mi jak
ważna, jest wolność, a alkohol zabrał mi ją doszczętnie.
Autor z ogromną
starannością wręcz dzień po dniu przekazuje nam życie Edwarda Stachury.
Przedstawia opinie środowiska literackiego z lat 60 i 70, rodziny, żony i
kobiet mu bliskich. Po przeczytaniu książki Stachura objawia się jako kreator
swojej twórczości i zarazem główny bohater. W tym dążeniu do jedności z życiopisaniem
Sted został unicestwiony. Niestety psychiatria lat siedemdziesiątych, jak i
świadomość społeczeństwa była bardzo daleka od obecnego stanu. Rozwijająca się
choroba alkoholowa, jak i depresja nie pozwoliła przetrwać poecie bólu
istnienia.
Napisałem
powyżej, że dzięki pisarzowi postanowiłem się uporać z chorobą alkoholową. To
ogromna przewrotność. Sted nigdy nie stronił od alkoholu i nie był piewcą
abstynencji, kochał wolność i o niej pisał. Zniewolenie postrzegał jako
największa tragedie. Kiedy zrozumiałem, że alkohol zabiera mi, wolność
jednocześnie przypominałem sobie, twórczość Edwarda Stachury zapragnąłem znów
być tym wolnym szesnastolatkiem.
Cieszy mnie
niezmiernie, że twórczość Edwarda Stachury jest nadal popularna. Sted to poeta
ważny w Polskiej literaturze. Wiele można zarzucić dziełom Edwarda Stachury, lecz zawsze będzie, jeden argument za pisarz żył jak, pisał i pisał jak żył. Ta
szczerość jest rozbrajająca i ujmująca.
Warto
przeczytać książkę, by poznać życie poety od kuchni. Teraz powrócę z wypiekami
na twarzy do wszystkich dzieł Edwarda Stachury, by zrozumieć, że „Wszystko jest
poezja”.
Etykiety:
Literatura
Bóg, jakolwiek Go pojmuję
Anonimowi
Alkoholicy – Opowieść Billa
Moim pierwszym wyzwaniem w drodze poznawania Wspólnoty AA było akceptacja Siły Wyższej,
która jest sprawcą zmian w moim życiu, a
następnie koncepcję Boga.
Jako katolik, bardzo szybko wróciłem
na łono kościoła katolickiego, rozpocząłem intensywne uczestnictwo w
nabożeństwach i sakramentach. Traktowałem to jako naturalny element drogi
prowadzącej ku trzeźwości.
Poznając zasady 12 Kroków, utożsamiałem
pojęcie boga zawartego w nich z pojęciem
Boga zawartego w Biblii. Łączenie uroczystości Wspólnoty z
kościelnymi, nie traktowałem jako niedozwolone. Przykładem może być coroczne
spotkanie alkoholików na Jasnej Górze, które traktowałem jako zlot AA. Podczas
mitingów nie umiałem zaakceptować podejścia innych alkoholików do tematu Boga.
Często prezentowali „swojego boga” składającego się z teologii katolickiej
połączonej ze swoimi wyobrażeniami. W swoich wypowiedziach na mitingu zacząłem
podkreślać o wyższości Boga katolickiego i błędnym podejściu do koncepcji Boga
przez innych anonimowych alkoholików.
Bóg prezentowany w książce Anonimowi
Alkoholicy nie jest jednoznaczny i zaprezentowany pobieżnie. To działanie
zamierzone, autorzy publikacji nie chcieli zostać zawładnięci przez z żadną z
religii.
Nie mogąc, pogodzi tej rozbieżności, zacząłem zastanawiać, się co mogę uczynić, aby nadal uczestniczyć w mitingach i
nie czuć dyskomfortu w pojęciu Boga. Rozpocząłem obserwować pozostałych
uczestników mitingu i zrozumiałem, dzięki Sile Wyższej, o co chodziło Billem W. w
Kroku 3. Moja krytyka wyrażania wiary przez innych mogła prowadzić do jednego, mojego
powrotu do picia.
Postanowiłem oddzielić wiarę od
mitingów. Zacząłem odróżniać boga z mitingu i Boga, w którego wierze.
Obecnie bóg z kroków i WK jest moim
wyobrażeniem, które stworzyłem na potrzeby realizacji programu 12 Kroków.
Dzięki takiemu rozdziałowi akceptuje inne pojęcia boga, jakie spotykam na
grupach wśród alkoholików. Uważam, że łączenie kultu religijnego z AA jest
błędne. Grupa jako taka powinna, być pozbawiona jakichkolwiek zabarwień
religijnych choćby wszyscy wyznawali taką samą wiarę. Wchodząc na miting, Boga
wiary katolickiej pozostawiam na zewnątrz, a przyjmuje boga z Modlitwy o Pogodę Ducha.
Etykiety:
Alkoholizm
Niestety zachowałem się jak pani Dulska
Wstałem
rano jak co dzień i rozpocząłem go, od wyjścia z psem na spacer. Na klatce
schodowej dopadł mnie zapach przetrawionego alkoholu.
–
och sąsiad mocno
wczoraj pociągnął- pomyślałem
Pies zbiegał wesoło na dół, a mnie
przypomniały się czasy, kiedy co dzień ode mnie czuć było zapach alkoholu. Pies
wybieg przed klatkę, mnie znów dopadły wspomnienia. Wróciłem pamięcią do dni
kiedy piłem i nie umiałem przerwać. Dzień rozpoczynałem od wyjścia z psem i
udania się do osiedlowego sklepu, aby zakupić pierwszą porcję alkoholu. Czyli
setkę wódki i piwo. Po wypiciu tego zestawu mogłem przystąpić do życia.
Najważniejsze w całym tym porannym rytuale było postanowienie, iż dziś się nie
upiję. Przy ladzie sklepowej wyznaczałem sobie kiedy wypije kolejną setkę lub piwo, tak by się nie upić. Za każdym razem nie sprawdzały się moje
postanowienia, oczywiście winni temu byli wszyscy tylko nie ja.
Pies
biegał za swoimi potrzebami, obwąchiwał koleje krzaki i drzewa poznając życie swoich psich sąsiadów, a ja miałem w głowie myśl, który to z moich sąsiadów tak
mocno popił. Przecież nie jest to w ich zwyczaju. To ja tej klatce przynosiłem
smród alkoholu, moczu i rzygowin.
Zrobiliśmy
z moim przyjacielem rundkę poranną. Wchodząc do klatki, usłyszałem pukanie do
drzwi dobiegające z wnętrza piwnicy. Odruchowo chwyciłem za klamkę. Drzwi były
oczywiście zamknięte.
–
niech mnie pan
wypuści- dobiegł do mnie głos
- dobrze
tylko pójdę, po kluczę- odpowiedziałem
Domyślałem
się już przyczyny smrodu na klatce. Mieliśmy lokatora w piwnicy. Zdjąłem z
haka klucze i skierowałem się w drogę powrotną. Przed drzwiami mieszkania
zatrzymałem się i pomyślałem, że można zaopatrzyć Biedaka w jakieś jedzenie.
Wróciłem do kuchni, z chlebaka wyjąłem parę kromek chleba, a z lodówki konserwowe
rybną. Tak zaopatrzony otworzyłem drzwi do piwnicy. Moim oczom ukazał się mój
sobowtór. Nocny lokator piwnicy wyglądał podobnie jak ja kilka lat temu. Stał przez de mną 50-letni mężczyzna z twarzą pooraną bruzdami i zmarszczkami.
Ubranie było świecące od brudu i cuchnął niemiłosiernie. Zapachy z obór i
innych tego typu pomieszczeń były wykwintnymi nutami zapachowymi. Odruchowo
podałem dłoń, choć odraza była mocna.
–
Witam. Masz tu
trochę chleba i konserwę
Mówiłem,
szybko tak jakbym chciał się Go jak
najszybciej pozbyć. Wstydziłem się jego widoku. Czułem, że to ja stoję w
wejściu do piwnicy, skacowany, głody, brudny ze strachem w oczach. Wziął zawiniątko i włożył do foliowej
torby.
–
Dziękuję.
Tylko
tyle powiedział. Wyszedł, a ja stałem przez dłuższą chwilę i zastanawiałem się
gdzie, jest moje niesienie posłania. Zasady 12 Kroków. Nawet słowa nie
powiedziałem, że tak blisko jestem jego doli, wystarczy, że wypije jeden
kieliszek. Jak łatwo mówić na mitingu o
programie 12 Kroków i chwalić się swoim niepiciem. Stając, przed chorym
człowiekiem pokazałem, jak mało poznałem zasady 12 Kroków, jak długa droga przede mną do wytrzeźwienia. Wyrzucałem sobie w duchu, co powinienem zrobić. Zabrać
Go do domu umyć, nakarmić, opowiedzieć o sposobach wyjścia z uzależnienia.
Niestety zachowałem się jak pani Dulska.
Etykiety:
Opowiadania
„Opowieść z chłodni” to krótkometrażowy film autorstwa Grzegorza Jaroszka
„Opowieść
z chłodni” to krótkometrażowy film autorstwa Grzegorza Jaroszka. Osiom obrazu
jest tzw. cel w życiu. Reżyser opisuje nam historie dwóch osób traktowanych za
najgorszych w swojej społeczności. Chłopak (Piotr Żurowski) i Dziewczyna
(Justyna Wasilewska) otrzymują szanse zmiany tej sytuacji. Zostają bohaterami
programu „Najnieszczęśliwszy człowiek miesiąca”. Dzięki przewrotności sytuacji mają szanse odwrócenie okoliczności.
Film
jest bardzo ciekawą farsą i oceną, kto to jest nieszczęśliwszy człowiek, jak i
szczęśliwym. Od lat mam ugruntowane zdanie, że szczęście zależy od naszego
podejścia do niego. Jednym z ważnych elementów bycia szczęśliwych jest wyznaczenie sobie celu. Myślę, że nie chodzi
tu w szczególności do osiągnięcia celu, ale do dążenia. Sama droga i
pokonywanie trudności jest już dobrem przynoszącym zadowolenie z życia.
W
filmie widać cień twórcy Jana Jakuba Kolskiego. Myślę, że młody reżyser
Grzegorz Jaroszek jeszcze nie raz przysporzy nam miłych wrażeń.
Etykiety:
Film
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Polecane
W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny
Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...



