Arbitraż dobry film o uczciwości



           
Dobry amerykański thriller , to lubię . Film opowiada historie szanowanego biznesmena . Z każdą kolejną sceną na nieskazitelnym wizerunku bohatera widzimy kolejną skazę .




              Film wart obejrzenia dla gry aktorskiej R. Gere , który zagrał chyba swoja najlepsza role . Reżyserem jest N. Jarecki , który tym dziełem debiutuje na dużym ekranie . Debiutem udanym. Autor porusza w filmie temat uczciwości i jej definicji . Co człowiek może zrobić dla dobra bliskich . Trudno jednoznacznie głównego bohatera potępiać, ale też nie można przejść, do porządku dziennego widząc jego niegodziwość i obłudę . 

„Buty Ikara. Biografia Edwarda Stachury” Mariana Buchowskiego



        
Przeczytało się „Buty Ikara. Biografia Edwarda Stachury” Mariana Buchowskiego i stało się, znów zachciało się pogłębiać staw, w głuszy leśnej ścinać sosny, kochać  „Gałązkę Jabłoni”. Tak szybko wszystko wróciło, doznania sprzed 30 lat.
         Przebijając się, przez strony książki wbijałem się, w życie mojego idola z lat szczenięcych. Czytając  kolejne rozdziały, coraz mniej interesowała mnie biografia Steda, wchodziłem w ten stan z nazwy mi nie znany, ale bardzo lubiany. Kiedyś chciałem żyć życiopisaniem, chciałem być wędrowcom przemierzający przestrzenie w „cudnych manowcach” w „całej jaskrawości”.
Nigdy nie zapomniałem o utworach Edwarda Stachury, choć w czasie  zapominałem jego przesłanie. Zakładając bloga, na chwile przypomniałem sobie w czerwcu 2005 r. o moim idolu i zatytułowałem go „Cała jaskrawość. I nic więcej”. To krótkie chwile, ale ważne. Moje decyzja o  leczeniu się z alkoholizmu też jest zasługą Steda. On przekazał mi jak ważna, jest wolność, a alkohol zabrał mi ją doszczętnie.
         Autor z ogromną starannością wręcz dzień po dniu przekazuje nam życie Edwarda Stachury. Przedstawia opinie środowiska literackiego z lat 60 i 70, rodziny, żony i kobiet mu bliskich. Po przeczytaniu książki Stachura objawia się jako kreator swojej twórczości i zarazem główny bohater. W tym dążeniu do jedności z życiopisaniem Sted został unicestwiony. Niestety psychiatria lat siedemdziesiątych, jak i świadomość społeczeństwa była bardzo daleka od obecnego stanu. Rozwijająca się choroba alkoholowa, jak i depresja nie pozwoliła przetrwać poecie bólu istnienia.
         Napisałem powyżej, że dzięki pisarzowi postanowiłem się uporać z chorobą alkoholową. To ogromna przewrotność. Sted nigdy nie stronił od alkoholu i nie był piewcą abstynencji, kochał wolność i o niej pisał. Zniewolenie postrzegał jako największa tragedie. Kiedy zrozumiałem, że alkohol zabiera mi, wolność jednocześnie przypominałem sobie, twórczość Edwarda Stachury zapragnąłem znów być tym wolnym szesnastolatkiem.
         Cieszy mnie niezmiernie, że twórczość Edwarda Stachury jest nadal popularna. Sted to poeta ważny w Polskiej literaturze. Wiele można zarzucić dziełom Edwarda Stachury, lecz zawsze będzie, jeden argument za pisarz żył jak, pisał i pisał jak żył. Ta szczerość jest rozbrajająca i ujmująca.
         Warto przeczytać książkę, by poznać życie poety od kuchni. Teraz powrócę z wypiekami na twarzy do wszystkich dzieł Edwarda Stachury, by zrozumieć, że „Wszystko jest poezja”.

Bóg, jakolwiek Go pojmuję





             
   Dlaczego nie przyjmiesz własnej koncepcji Boga?

                                               Anonimowi Alkoholicy – Opowieść Billa



                Moim pierwszym wyzwaniem w drodze poznawania  Wspólnoty AA było akceptacja Siły Wyższej, która jest sprawcą zmian  w moim życiu, a następnie koncepcję Boga.

         Jako katolik, bardzo szybko wróciłem na łono kościoła katolickiego, rozpocząłem intensywne uczestnictwo w nabożeństwach i sakramentach. Traktowałem to jako naturalny element drogi prowadzącej ku trzeźwości.

         Poznając zasady 12 Kroków, utożsamiałem pojęcie boga zawartego w nich z pojęciem  Boga zawartego w Biblii.  Łączenie uroczystości Wspólnoty z kościelnymi, nie traktowałem jako niedozwolone. Przykładem może być coroczne spotkanie alkoholików na Jasnej Górze, które traktowałem jako zlot AA. Podczas mitingów nie umiałem zaakceptować podejścia innych alkoholików do tematu Boga. Często prezentowali „swojego boga” składającego się z teologii katolickiej połączonej ze swoimi wyobrażeniami. W swoich wypowiedziach na mitingu zacząłem podkreślać o wyższości Boga katolickiego i błędnym podejściu do koncepcji Boga przez innych anonimowych alkoholików.

         Bóg prezentowany w książce Anonimowi Alkoholicy nie jest jednoznaczny i zaprezentowany pobieżnie. To działanie zamierzone, autorzy publikacji nie chcieli zostać zawładnięci przez z żadną z religii.

         Nie mogąc, pogodzi tej rozbieżności, zacząłem zastanawiać, się co mogę uczynić, aby nadal uczestniczyć w mitingach i nie czuć dyskomfortu w pojęciu Boga. Rozpocząłem obserwować pozostałych uczestników mitingu i zrozumiałem, dzięki Sile Wyższej, o co chodziło Billem W. w Kroku 3. Moja krytyka wyrażania wiary przez innych mogła prowadzić do jednego, mojego powrotu do picia.

         Postanowiłem oddzielić wiarę od mitingów. Zacząłem odróżniać boga z mitingu i Boga, w którego wierze.

         Obecnie bóg z kroków i WK jest moim wyobrażeniem, które stworzyłem na potrzeby realizacji programu 12 Kroków. Dzięki takiemu rozdziałowi akceptuje inne pojęcia boga, jakie spotykam na grupach wśród alkoholików. Uważam, że łączenie kultu religijnego z AA jest błędne. Grupa jako taka powinna, być pozbawiona jakichkolwiek zabarwień religijnych choćby wszyscy wyznawali taką samą wiarę. Wchodząc na miting, Boga wiary katolickiej pozostawiam na zewnątrz, a przyjmuje boga z Modlitwy o Pogodę Ducha.

Niestety zachowałem się jak pani Dulska





        Wstałem rano jak co dzień i  rozpocząłem  go, od wyjścia z psem na spacer. Na klatce schodowej dopadł mnie zapach przetrawionego alkoholu.

                  och sąsiad mocno wczoraj pociągnął- pomyślałem
         Pies zbiegał wesoło na dół, a mnie przypomniały się czasy, kiedy co dzień ode mnie czuć było zapach alkoholu. Pies wybieg przed klatkę, mnie znów dopadły wspomnienia. Wróciłem pamięcią do dni kiedy piłem i nie umiałem przerwać. Dzień rozpoczynałem od wyjścia z psem i udania się do osiedlowego sklepu, aby zakupić pierwszą porcję alkoholu. Czyli setkę wódki i piwo. Po wypiciu tego zestawu mogłem przystąpić do życia. Najważniejsze w całym tym porannym rytuale było postanowienie, iż dziś się nie upiję. Przy ladzie sklepowej wyznaczałem sobie kiedy wypije kolejną setkę lub piwo, tak by się nie upić. Za każdym razem nie sprawdzały się moje postanowienia, oczywiście winni temu byli wszyscy tylko nie ja.
        Pies biegał za swoimi potrzebami, obwąchiwał koleje krzaki i drzewa poznając życie swoich psich sąsiadów, a ja  miałem w głowie myśl, który to z moich sąsiadów tak mocno popił. Przecież nie jest to w ich zwyczaju. To ja tej klatce przynosiłem smród  alkoholu, moczu i rzygowin.
        Zrobiliśmy z moim przyjacielem rundkę poranną. Wchodząc do klatki, usłyszałem pukanie do drzwi dobiegające z wnętrza piwnicy. Odruchowo chwyciłem za klamkę. Drzwi były oczywiście zamknięte.
                  niech mnie pan wypuści- dobiegł do mnie głos
-    dobrze tylko pójdę, po kluczę- odpowiedziałem
        Domyślałem się już przyczyny smrodu na klatce. Mieliśmy lokatora w piwnicy. Zdjąłem z haka klucze i skierowałem się w drogę powrotną. Przed drzwiami mieszkania zatrzymałem się i pomyślałem, że można zaopatrzyć Biedaka w jakieś jedzenie. Wróciłem do kuchni, z chlebaka wyjąłem parę kromek chleba, a z lodówki konserwowe rybną. Tak zaopatrzony otworzyłem drzwi do piwnicy. Moim oczom ukazał się mój sobowtór. Nocny lokator piwnicy wyglądał podobnie jak ja kilka lat temu. Stał przez de mną 50-letni mężczyzna z twarzą pooraną bruzdami i zmarszczkami. Ubranie było świecące od brudu i cuchnął niemiłosiernie. Zapachy z obór i innych tego typu pomieszczeń były wykwintnymi nutami zapachowymi. Odruchowo podałem dłoń, choć odraza była mocna.
                  Witam. Masz tu trochę chleba i konserwę
        Mówiłem, szybko  tak jakbym chciał się Go jak najszybciej pozbyć. Wstydziłem się jego widoku. Czułem, że to ja stoję w wejściu do piwnicy, skacowany, głody, brudny ze strachem w oczach. Wziął zawiniątko i włożył do foliowej torby.
                   Dziękuję.
        Tylko tyle powiedział. Wyszedł, a ja stałem przez dłuższą chwilę i zastanawiałem się gdzie, jest moje niesienie posłania. Zasady 12 Kroków. Nawet słowa nie powiedziałem, że tak blisko jestem jego doli, wystarczy, że wypije jeden kieliszek.  Jak łatwo mówić na mitingu o programie 12 Kroków i chwalić się swoim niepiciem. Stając, przed  chorym człowiekiem pokazałem, jak mało poznałem zasady 12 Kroków, jak długa droga przede mną do wytrzeźwienia. Wyrzucałem sobie w duchu, co powinienem zrobić. Zabrać Go do domu umyć, nakarmić, opowiedzieć o sposobach wyjścia z uzależnienia. Niestety zachowałem się jak pani Dulska.
           

„Opowieść z chłodni” to krótkometrażowy film autorstwa Grzegorza Jaroszka



               
No cóż, obowiązkiem ojca jest słuchać syna. Do takiego wniosku doszedłem po obejrzeniu kolejnego filmu zaproponowanego mi przez syna. Łukasz  zna się na kinematografii i ma dobre wyczucie, co jest dobrym filmem.

                „Opowieść z chłodni” to krótkometrażowy film autorstwa Grzegorza Jaroszka. Osiom obrazu jest tzw. cel w życiu. Reżyser opisuje nam historie dwóch osób traktowanych za najgorszych w swojej społeczności. Chłopak (Piotr Żurowski) i Dziewczyna (Justyna Wasilewska) otrzymują szanse zmiany tej sytuacji. Zostają bohaterami programu „Najnieszczęśliwszy człowiek miesiąca”. Dzięki przewrotności sytuacji mają szanse odwrócenie okoliczności.

                Film jest bardzo ciekawą farsą i oceną, kto to jest nieszczęśliwszy człowiek, jak i szczęśliwym. Od lat mam ugruntowane zdanie, że szczęście zależy od naszego podejścia do niego. Jednym z ważnych elementów bycia szczęśliwych jest  wyznaczenie sobie celu. Myślę, że nie chodzi tu w szczególności do osiągnięcia celu, ale do dążenia. Sama droga i pokonywanie trudności jest już dobrem przynoszącym zadowolenie z życia.

                W filmie widać cień twórcy Jana Jakuba Kolskiego. Myślę, że młody reżyser Grzegorz Jaroszek jeszcze nie raz przysporzy nam miłych wrażeń.

Polecane

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

       Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...