„Pętla” – film o czekaniu, cierpieniu i nadziei

 

 

 



    Piętnastego października przypadła ósma rocznica moich prawdziwych urodzin – tych świadomych. Jak co roku chciałem podarować sobie z tej okazji prezent. Tym razem wybór padł na film – niemal siedemdziesięcioletni obraz wyreżyserowany przez Jerzego Hasa, oparty na prozie Marka Hłaski, zatytułowany „Pętla”.
Osobom, które mnie znają, nie muszę tłumaczyć, dlaczego właśnie ten film.

    Motyw choroby alkoholowej pojawia się w wielu filmach, książkach, wierszach i piosenkach, lecz tak prawdziwie i boleśnie oddali jej istotę tylko Marek Hłasko i Jerzy Pilch. „Pętla” to film o czekaniu. Kuba (w tej roli Gustaw Holoubek) przez osiem godzin oczekuje na Krystynę (Aleksandra Śląska), by wspólnie udać się na leczenie.
Alkoholik zawsze czeka – od kieliszka do kieliszka, od kaca do kaca, od wyrzutów sumienia po kolejne kłamstwo, kradzież, upadek. Czekanie to jego codzienność.

    Alkoholik cierpi. Wiem, jak bardzo. Znam to cierpienie.
Autorzy z precyzją aptekarza pokazali kolejne fazy tej choroby. Kuba, nie mogąc dłużej wytrzymać w mieszkaniu, wychodzi na miasto – szare, brudne, nijakie. Alkoholik widzi świat wyłącznie w odcieniach szarości. Zachwyt nad pięknem nie jest mu dany. Szuka, węszy, kombinuje, kradnie – byle tylko zdobyć na alkohol. Krajobrazy, dźwięki natury, gwar miasta, uśmiech przechodnia – to wszystko jest poza jego zasięgiem. Gdyby mógł, z błota wydestylowałby spirytus.

    Krystyna, kobieta próbująca pomóc Kubie, symbolizuje wszystkie żony, matki, narzeczone, partnerki i córki, które trwają przy alkoholiku. One zawsze ponoszą porażkę. Czasem mężczyzna sięga po pomoc, podejmuje leczenie, trwa w abstynencji – ale to nie oznacza, że od razu staje się dobrym mężem, synem, ojcem czy kochankiem.
Bez tych kobiet pijak jednak nie podniesie się. Alkoholik potrzebuje miłości – jedynej siły, która może go uratować.

    Polska jest krajem trawionym przez chorobę alkoholową. W niemal każdej rodzinie jest ktoś, kto pije. To moment, by wreszcie się nad tym zastanowić – i spróbować to zmienić.

    „Pętla” to arcydzieło – filmowe, literackie, emocjonalne. W obrazie, dialogach, muzyce – wszystko tu jest przemyślane i prawdziwe. Każda scena oddaje istotę problemu, którym się zajmuje.
Gustaw Holoubek w roli Kuby jest niezwykły – jednym wyrazem twarzy potrafi przekazać stan ducha człowieka zniszczonego przez alkohol.

Nocna prohibicja w Starachowicach – krok w dobrą stronę czy półśrodek?



    Jesienny spacer. Słońce promieniuje delikatnie, a wiatr muska policzki. Jest poetycko, choć moje myśli biegną w stronę miejsc, o których śpiewał Lech Janerka – „wystrzegaj się tych miejsc”.

    Nogi mnie tam prowadzą. Odwiedzam starą część Starachowic: odnawiane budynki, przedwojenne kamienice. Obecnie wyglądają pięknie, choć w niewielkiej odległości są miejsca, które pamiętają pijacką przeszłość tej dzielnicy, położonej na wzgórzu doliny Kamiennej. W rejonie ulic Widok, Robotnicza, Zakładowa kiedyś było bez liku tzw. „met” i „melin” – miejsc, gdzie można było kupić nielegalny alkohol i spożyć go o każdej porze. Bywałem tu. Czas to miniony, okryty zasłoną.

    Obecnie w mediach toczy się dyskusja o decyzji Rady Miejskiej zakazującej sprzedaży alkoholu w porze nocnej. Przyjrzyjmy się tej decyzji.

Lokalna decyzja, ogólnopolski kontekst

    Rada Miejska w Starachowicach zdecydowała się na wprowadzenie nocnej prohibicji. Za kilka dni, między godziną 22:00 a 6:00, sklepy i stacje benzynowe nie sprzedadzą alkoholu „na wynos”. Decyzja ta ma poprawić bezpieczeństwo i porządek publiczny, co widać po przykładach z innych miast, takich jak Kraków czy Szczecin, gdzie liczba nocnych interwencji policji spadła nawet o kilkadziesiąt procent.

    To bez wątpienia ważny krok – mieszkańcy czują się bezpieczniej, a straż miejska i policja mają mniej pracy. Z drugiej strony pojawia się pytanie: czy samo ograniczenie sprzedaży alkoholu wystarczy, aby rozwiązać głębszy problem?

Problem „melin” i dostępności

    Czy wrócą ówczesne „meliny” do krajobrazu miejskiego? One nadal istnieją i będą istnieć. Zapewniam, że nie trafią tam osoby, które nie nadużywają alkoholu. Zdrowi Starachowiczanie, niepogrążeni w chorobie alkoholowej, nawet nie pomyślą o odwiedzeniu ciemnych zaułków, ruder czy domów z powybijanymi oknami. Chorzy będą szukać aż do skutku.

Plusy i minusy lokalnych zakazów

    Zaletą nocnej prohibicji jest mniejsza liczba zakłóceń porządku i realny spadek interwencji. Jednak skutki gospodarcze ponoszą lokalni przedsiębiorcy – szczególnie małe sklepy, które tracą część nocnych klientów. To pokazuje, że problem jest bardziej złożony niż sama dostępność alkoholu w nocy. W Starachowicach niemal nie ma sklepów, które żyły z nocnej sprzedaży – tę funkcję przejęły stacje benzynowe, których głównym zadaniem jest sprzedaż paliwa. Mogą poszerzyć swój asortyment o leki bez recepty czy świeże pieczywo.

Potrzeba zmiany kultury picia

    Nocne zakazy nie odpowiadają na najważniejsze pytanie: dlaczego w Polsce pijemy w taki sposób i w takich ilościach? Statystyki dotyczące spożycia alkoholu nie pozostawiają złudzeń – Polska jest w czołówce krajów europejskich, jeśli chodzi o roczne spożycie czystego alkoholu na mieszkańca. Problemy z uzależnieniem dotykają setek tysięcy osób, a ich skutki odczuwają całe rodziny.

    Spacerując, widzę porzucane małe opakowania po alkoholu – i tu dostrzegam potrzebę zmian ogólnopolskich. Alkohol powinien być sprzedawany w dużych opakowaniach o pojemności minimum 0,7 litra.

    Drogi Czytelniku, czy wiesz, ile „małpek” jest sprzedawanych w Polsce o poranku? Szacuje się, że około miliona. To polscy robotnicy, kierownicy, nauczyciele, urzędnicy, menadżerowie ruszają do swych zajęć zawodowych, odwiedzają sklep, aby zaopatrzyć w małą porcję alkoholu. Ten nawyk kulturowy trzeba zmienić. Spożywamy alkohol w każdej postaci i w każdej sytuacji. Uczymy dzieci picia alkoholu od małego, oferując im na uroczystościach tzw. szampany bezalkoholowe jako atrybut radości i ważności. Spotkania towarzyskie niezmiernie często kończą się upiciem. Wypicie lampki wina czy niewielkiej dawki wódki nie jest dobrze widziane.

    To będzie trwać wiele lat. W krajach skandynawskich zmiana zadziałała po długim okresie – obecnie spożycie alkoholu drastycznie spadło, choć nadal sporo Szwedów i Norwegów boryka się z chorobą alkoholową.

Rozwiązania systemowe

    Nie można zapominać o ludziach, którzy już zmagają się z chorobą alkoholową. Leczenie uzależnienia w Polsce wciąż jest zbyt mało dostępne – brakuje specjalistów, miejsc w ośrodkach i wsparcia dla rodzin osób uzależnionych. Ogólnopolskie rozwiązanie powinno obejmować:

  • lepszy dostęp do terapii i programów leczenia,
  • kampanie edukacyjne skierowane do młodzieży i dorosłych,
  • zmiany w polityce zdrowotnej, które sprawią, że profilaktyka i leczenie uzależnień będą traktowane na równi z innymi chorobami cywilizacyjnymi.

    Powiatowa Poradnia Uzależnień w Starachowicach to za mało na problem alkoholizmu w naszym mieście. Alkohol powinien być zabroniony podczas imprez miejskich. Informacja o możliwości leczenia musi być szeroko dostępna. Tak na marginesie: nie ma rodziny, która nie miałaby w swoich szeregach alkoholika – jeśli nie w najbliższej, to już w kuzynostwie na pewno. Warto zadbać o swoją rodzinę. Jak? Każdy powinien się o tym dowiedzieć poprzez informacje miejskie, szkolne, zakładowe, w prasie lokalnej, portalach społecznościowych itp.

Podsumowanie

    Decyzja radnych w Starachowicach może poprawić jakość życia mieszkańców, ale nie rozwiąże problemu alkoholizmu w Polsce. Potrzebne są działania ponadlokalne – ogólnopolska kampania, zmiana świadomości społecznej i realne inwestycje w system leczenia.

    Nocna prohibicja to krok w dobrą stronę, ale jeśli zatrzymamy się tylko na tym etapie, będzie to jedynie półśrodek.

    Zdanie o ostatnich działaniach polityków zmierzających do wprowadzenia zakazu nocnej sprzedaży alkoholu w kraju — tak jak w ich miejscu pracy, czyli w Sejmie. To jedynie walka polityczna i straszenie lobbystów. Nie wierzę w szczerość waszych intencji. Również o intencjach Prezydenta Starachowic zapewne się nie dowiem, a w ich szczerość wierzę coraz mniej.

 

 


Starachowice: Monodram, Miłość i Myśliwski

 




    Czy może być lepsza rekonwalescencja po operacji w towarzystwie ukochanej osoby niż udanie się na monodram Grażyny Barszczewskiej, zatytułowany „Kochany, najukochańszy”, oparty na powieści Wiesława Myśliwskiego „Ostatnie rozdanie”? Odpowiadam: nie! Słowa Wiesława Myśliwskiego leczą ciało i ducha.


    O Monodramie i Powieści

    Spektakl przedstawia nam fragment powieści, skupiając się na listach Marii do głównego bohatera. Bohaterka pisze w nich o swojej miłości do niego oraz opowiada o swoim spełnionym życiu. Mogłoby się wydawać, że powrót do młodzieńczej miłości nie ma sensu. Tymczasem w listach poznajemy miłość bezgraniczną, bezwarunkową, czystą, lecz bez wzajemności. Czy jest to miłość nieszczęśliwa? Nie! Maria wie, że nie może spełnić swoich pragnień i uczuć, i tak naprawdę nie chce tego zmieniać. Pisanie listów jest dla niej podtrzymywaniem wiary w idealną miłość, która spotkała ją w młodości i towarzyszyła jej do końca.

    „Ostatnie rozdanie” Wiesława Myśliwskiego to powieść o mężczyźnie, który rozlicza się z życiem. Odpowiedź na listy Marii zniszczyłaby jego wizerunek – utraciłby fundament, na którym budował swoje życie. Dlatego też niedopowiedzenia mają swoją wartość.


    Kunszt Aktorski i Związek z Miastem

    Grażyna Barszczewska, znakomita aktorka, pokazała w monodramie swój wielki kunszt. Wspaniale, że przyjechała do Starachowic, aby nam pokazać ten spektakl.

    Wiesław Myśliwski przez krótki czas jako dziecko mieszkał w naszym mieście. Jak dotąd fakt ten nie został uczczony tablicą pamiątkową, choć taka tablica jest już przygotowana. Czekamy na odnowienie domu, w którym mieszkał.


„Pewnego razu w ogródkach działkowych”: Mała Enklawa, Wielki Dramat – Recenzja Filmu Rafała Brylla

 



 

    Rafał Bryll swoim filmem przeniósł nas na tereny ogródków działkowych. Kiedyś zapomniany przeżytek PRL-u, obecnie jest to niezmiernie pożądana enklawa spokoju.

    Obraz ten nie opowiada jednak o sadzeniu marchewki czy zbieraniu malin. Autor snuje historię Henryka (Mirosław Zdrojewski), człowieka, który usunął się na margines życia, wybierając milczenie i izolację. Życie dopada go jednak i tutaj, pod postacią trudnych relacji rodzinnych. Mimo swojego odosobnienia Henryk potrafi podjąć wyzwanie i rozpocząć rozmowę, aby załagodzić konflikt syna z wnukiem. Cały dramat rozgrywa się we wnętrzu bohaterów; mamy możliwość śledzenia ich życia poprzez krótkie dialogi i mowę ciała.

    Problemy rozwijają się w ciszy aż do momentu, kiedy na horyzoncie pojawia się rozwiązanie. Wystarczy kilka słów i konflikt się rozładowuje. Czy tak jest w życiu? Czy tak może być w życiu?    Film jest nieco naiwną opowieścią o byłym wojskowym mieszkającym na działkach, którego samotnia zostaje zagrożona ze strony mafijnego dewelopera. Wokół Henryka mieszkają podobne osoby, które mają już dość ciągłej gonitwy za króliczkiem.

    Mirosław Zdrojewski zagrał znakomicie człowieka po przejściach, pogrążonego w nieprzeżytej żałobie. Jego wnuk Jojo (Jan Cieciora) aktorsko znakomicie mu w tym towarzyszy.

    Film jest generalnie słaby, ale ma do przekazania ważną ideę: znaczenie życia wewnętrznego, miejsca, z którego wywodzi się życie zewnętrzne. Tam, w środku, rozpoczyna się nasze myślenie.

    Film jest krótki, więc można poświęcić chwilę na zadumę, uśmiech i radość.

Polecane

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

       Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...