21 lekcji na XXI wiek Yuvala Noaha Harariego opowiesć o naszym istnieniu








„Jeśli przez »wolną wolę« rozumie się wolność robienia tego, czego się pragnie – to tak, ludzie mają wolną wolę. Jeśli jednak przez „wolną wolę” rozumie się wolność wybieranie tego, czego pragnę – to nie, ludzie nie mają wolnej woli”

         Yuval Noah Harari w swojej książce „21 lekcji na XXI wiek” snuje opowieść, swoją opowieść, by potwierdzić swój sens istnienia.
          W rozdziale o sensie życia człowieka tak właśnie autor dowodzi, iż przez wieki ludzie opowiadali historie, które utwierdzały ludzkość w sens bytu tu i teraz, głównie była to opowieść religia, ale także komunizm, faszyzm i kapitalizm. Opowieść Harari jest materialistyczna i lewicowa dla mnie niepełna i stawiam ją na równi z opowieściami poprzednimi. Brak mi w niej wyjaśnienia, co to jest umysł i świadomość.     
         Izraelski historyk futurolog, filozof opowiada na o zagadnieniach drążących społeczność świata. Pisze o Trampie, Brexicie, Fake newsach, biotechnologii, sztucznej inteligencji, rozszerzonej rzeczywistości, dewastacji środowiska naturalnego, kryzysie uchodźczym, terroryzmie.
         Z lektury publikacji wynika, że w obecnym czasie mamy wiele niewiadomych dotyczących naszego dalszego losu. Nasza podmiotowość przeistacza się w przedmiotowość, co grozi kataklizmem, którego nie było jeszcze na Ziemi. Liberalizm traci na znaczeniu, a koleiny raz w dziejach ludzkości odzywają się, ideologie nacjonalistyczne, religijne.  Do czasu, kiedy znów ludzie nie odzyskają sensu życia,będą się, stawać niewolnikami wąskiej grupy nadludzi, którzy poznają sposób zarządzania społeczeństwami przez logarytmy.
         By uniknąć utraty podmiotowości autor, radzi, by skupić się na życiu, które nie niesie cierpienia. Trzeba poznawać siebie, by zrozumieć innych. Aby zrozumieć śmierć, trzeba, pojąc życie. Odrzucać wszelkie ideologie, w których często pojawiają się słowa „ofiara”, „wieczność”, „czystość”, „odkupienie”.
         „21 lekcji na XXI wiek” to jeden z głosów w temacie o dalszych losach ludzkości. Na pewno stoimy w miejscu, które wymaga od nas wysiłku, by nie zaprzepaścić dorobku 2 milionów lat istnienia człekokształtnych.

Joanna Olczak – Ronikier Korczak. Próba biografii


        



    … Jak niemożliwe jest zgodne współdziałanie, gdy dwoje tak samo inaczej rozumie, bo inny zasób doświadczenia.

Janusz Korczak Pamiętnik getto, maj 1942 r



            Joanna Olczak – Ronikier w książce „Korczak. Próba biografii” Przestawiła nam postać Janusza Korczaka lekarza i pedagoga, który swoją działalność prowadził w przedwojennej Warszawie. Prowadził sierociniec dla żydowskich i polskich dzieci. Wprowadzał tam swoje nowatorskie systemy wychowawcze. To Janusz Korczak upodmiotowił dzieci i dawał im, duży posłuch dowodząc, że z poglądami i zdaniem dzieci trzeba się liczyć.

            Autorka skrupulatnie prezentuje nam życie bohatera od czasów dzieciństwa Unika tematów kontrowersyjnych, które nie mają poparcia w dokumentach. Chodzi tu o homoseksualizm jak i o pedofilie.

            Janusz Korczak jest opisany, jako znakomity społecznik o wielkiej charyzmie, ale też, jako odludek, zamknięty w sobie człowiek, żyjący w swoim świecie, do którego nie dopuszczał nawet najbliższych.

            Przez całą książkę ciągnie się też temat antysemityzmu, który do dnia dzisiejszego jest mocno zakorzeniony w społeczeństwie polskim.

            Książka napisana ciekawym językiem, który z łatwością się czyta.  

Mąż i Żona sztuka Aleksandra Fredry










        Mąż i Żona sztuka Aleksandra Fredry, pisana wierszem, oto wyzwanie pomyślałem. Zasiadłem do oglądania dzieła dziewiętnastowiecznego dramaturga z pewną dozą niepewności, z obawą czy sztuka nie trąca myszką.
        By uwspółcześnić komedie, Jan Englert jej reżyser przeniósł dzieło w lata dwudzieste ubiegłego wieku. Posunięcie znakomite, w połączeniu z wierszowanymi dialogami dało piorunujący efekt. Obecnie już nie tak gorsząca jak 200 lat temu sztuka opowiada nam historie czworokąta z miłym zakończeniem.
        Wsłuchiwałem się we wspaniały polski język i grę znakomitych aktorów, czyli Jana Englerta, Beaty Ścibakówny, Grzegorza Małeckiego i młodziutkiej Mileny Suszyńskiej, która grała pięknie mimiką.
        Warto oderwać się czasem od współczesnego języka i przenieś się w czasy romantycznych poetów, którzy bardzo zwracali uwagę na kunszt literacki. Przekaz okazał się znakomity i zrozumiały, choć upłynęło tyle lat. Do dnia dzisiejszego zdarzają się podobne zdrady i zakończenia romansów. Miłość towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów i jest niezmienna, choć czas płynie. Tak i tu Fredro sięga do puszki pełnej emocji i uczuć, by bawić nas świetnie. W wierszowanych dialogach klarownie przed stawia nam zawiłości romansów, flirtów i niewinnych miłostek.
        Spektakl obejrzałem dzięki portalowi Ninateka.

W deszczowy dzień w Nowym Jorku film Woody Allena


        





 Co może wydarzyć się w deszczowy dzień? By, otrzymać odpowiedz, udałem się do kina. W pustej sali, samotnie obejrzałem film Woody Allena „W deszczowy dzień w Nowym Jorku”.
         Lekka komedia z dużą dawką ironii jak to u Woody Allena. Młodzi ludzie wyruszają na weekend do Nowego Jorku, by spędzić tam radosne chwile. Reżyser prowadzi nas po tym miesicie w strugach deszczu, zachęca do odwiedzenia stolicy świta. Główny bohater rodowity nowojorczyk pragnie zabrać swoją wybrankę po zjawiskowych miejscach miasta. Zdarzenia jednak prowadzą do rozstania pary zakochanych.
         Woody Allen w kolejnych scenach opowiada o ludziach poszukujących swojego miejsca i celu życia. Rozpoczynając,  od głównych bohaterów, sfrustrowanego reżysera, aktora lekkoducha, matki Gatbsyego ( Timothee Chalamet), która opowiada o swojej przeszłości. W rozmowach podejmują tematy związane ze sztuką, kulturą, mówią o relacjach, ciągłe poszukiwanie siebie i wpisywanie siebie między pozostałych.
         Historia jak wiele opisanych na ekranach światowego kina. Mnie urzekła  atmosfera Nowego Jorku. Zapragnąłem tam pojechać, to tylko marzenie, którego nie zrealizuje. Scena, kiedy Gatbsy gra na fortepianie w barze zachęca do próby przeżycia podobnego zdarzenia.
         Film miejscami nudnawy. Ale, który film Woody Allena nie ma miejscy nudnawych. Warto iść do pustego kina i obejrzeć dzieło kultowego reżysera.  

Totalna powieść Wiesława Myśliwskiego Ostatnie Rozdanie











„Dobre czasy to nie te, w których się żyło, ale które się wspomina”.

    Właśnie skończyłem czytać „Ostatnie rozdanie” – powieść totalną Wiesława Myśliwskiego. Natychmiast mam ochotę usiąść i, wcielając się w Bohatera, napisać wreszcie ten list do Marii. Jak można tak przez tyle lat nie odpowiadać na listy?

    Bohater i jego pustka

    Autor opisuje nam nihilistę – zamożnego mężczyznę, skupionego na sobie, który pod wpływem dojmującego poczucia przemijania kartkuje swój notes. Jest on zapisany adresami, w których poszukuje sensu istnienia i wartości, mających urzeczywistnić jego życie. Myśliwski nie skupia się na powierzchniowości bohatera; nie wiemy, jak wygląda ani ile ma lat. Zwraca uwagę jedynie na fakt, że jest to człowiek zamożny.

    W ciągłym monologu, bez zachowania chronologii, bohater opisuje nam swoje życie, w którym doświadczył kilku zwrotów. To było trwanie bez miłości i bez przywiązania do osób, które się w nim pojawiały. Kobiety traktuje jak narzędzia potrzebne do realizacji własnych celów.

    Niewypowiedziana miłość Marii

    Przez całą powieść przetacza się postać Marii – pierwszej, jedynej miłości bohatera, która pisze do niego, informując o sobie i podkreślając swoje uczucie. Z każdą przeczytaną stroną wzbierała we mnie złość: Czemu jej nie odpisuje? Miłość trzeba uszanować, nie można przejść obok niej obojętnie.

    Teraz rozumiem: odpisując na list, zabiłby miłość – niewypowiedzianą, najtrwalszą i najpiękniejszą. To miłość duchowa, wykraczająca poza czas i materię.

    Pisarstwo totalne

    Od jakiegoś czasu czytam powieści Wiesława Myśliwskiego i niezmiennie zachwycam się jego pisarstwem, słusznie nazwanym totalnym. Pisarz nie pozostawia w powieści żadnego aspektu bez słowa opisu, a jeżeli coś jest pominięte, oznacza to, że jest to sfera intymna i nieosiągalna dla sztuki pisarskiej. Czytelnik sam musi opisać sobie to zagadnienie.

    Każdy, kto oddaje się w ręce tego autora, musi przejść drogę, od której odchodzą ścieżki. Nie można przeczytać dzieł Myśliwskiego bez zbaczania w te dróżki, by oddać się własnej kontemplacji i poznaniu samego siebie.

    I znów zadaję sobie pytanie: czy odpisać na listy Marii?


    Ciekaw jestem Twojej opinii – co Ty sądzisz o decyzji bohatera?

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...