Starachowice: Monodram, Miłość i Myśliwski

 




    Czy może być lepsza rekonwalescencja po operacji w towarzystwie ukochanej osoby niż udanie się na monodram Grażyny Barszczewskiej, zatytułowany „Kochany, najukochańszy”, oparty na powieści Wiesława Myśliwskiego „Ostatnie rozdanie”? Odpowiadam: nie! Słowa Wiesława Myśliwskiego leczą ciało i ducha.


    O Monodramie i Powieści

    Spektakl przedstawia nam fragment powieści, skupiając się na listach Marii do głównego bohatera. Bohaterka pisze w nich o swojej miłości do niego oraz opowiada o swoim spełnionym życiu. Mogłoby się wydawać, że powrót do młodzieńczej miłości nie ma sensu. Tymczasem w listach poznajemy miłość bezgraniczną, bezwarunkową, czystą, lecz bez wzajemności. Czy jest to miłość nieszczęśliwa? Nie! Maria wie, że nie może spełnić swoich pragnień i uczuć, i tak naprawdę nie chce tego zmieniać. Pisanie listów jest dla niej podtrzymywaniem wiary w idealną miłość, która spotkała ją w młodości i towarzyszyła jej do końca.

    „Ostatnie rozdanie” Wiesława Myśliwskiego to powieść o mężczyźnie, który rozlicza się z życiem. Odpowiedź na listy Marii zniszczyłaby jego wizerunek – utraciłby fundament, na którym budował swoje życie. Dlatego też niedopowiedzenia mają swoją wartość.


    Kunszt Aktorski i Związek z Miastem

    Grażyna Barszczewska, znakomita aktorka, pokazała w monodramie swój wielki kunszt. Wspaniale, że przyjechała do Starachowic, aby nam pokazać ten spektakl.

    Wiesław Myśliwski przez krótki czas jako dziecko mieszkał w naszym mieście. Jak dotąd fakt ten nie został uczczony tablicą pamiątkową, choć taka tablica jest już przygotowana. Czekamy na odnowienie domu, w którym mieszkał.


„Pewnego razu w ogródkach działkowych”: Mała Enklawa, Wielki Dramat – Recenzja Filmu Rafała Brylla

 



 

    Rafał Bryll swoim filmem przeniósł nas na tereny ogródków działkowych. Kiedyś zapomniany przeżytek PRL-u, obecnie jest to niezmiernie pożądana enklawa spokoju.

    Obraz ten nie opowiada jednak o sadzeniu marchewki czy zbieraniu malin. Autor snuje historię Henryka (Mirosław Zdrojewski), człowieka, który usunął się na margines życia, wybierając milczenie i izolację. Życie dopada go jednak i tutaj, pod postacią trudnych relacji rodzinnych. Mimo swojego odosobnienia Henryk potrafi podjąć wyzwanie i rozpocząć rozmowę, aby załagodzić konflikt syna z wnukiem. Cały dramat rozgrywa się we wnętrzu bohaterów; mamy możliwość śledzenia ich życia poprzez krótkie dialogi i mowę ciała.

    Problemy rozwijają się w ciszy aż do momentu, kiedy na horyzoncie pojawia się rozwiązanie. Wystarczy kilka słów i konflikt się rozładowuje. Czy tak jest w życiu? Czy tak może być w życiu?    Film jest nieco naiwną opowieścią o byłym wojskowym mieszkającym na działkach, którego samotnia zostaje zagrożona ze strony mafijnego dewelopera. Wokół Henryka mieszkają podobne osoby, które mają już dość ciągłej gonitwy za króliczkiem.

    Mirosław Zdrojewski zagrał znakomicie człowieka po przejściach, pogrążonego w nieprzeżytej żałobie. Jego wnuk Jojo (Jan Cieciora) aktorsko znakomicie mu w tym towarzyszy.

    Film jest generalnie słaby, ale ma do przekazania ważną ideę: znaczenie życia wewnętrznego, miejsca, z którego wywodzi się życie zewnętrzne. Tam, w środku, rozpoczyna się nasze myślenie.

    Film jest krótki, więc można poświęcić chwilę na zadumę, uśmiech i radość.

Fredro i Mickiewicz – recenzja spektaklu Księga sprośności

 

 



 

Maciej Wojtyszko z uporem powraca do wymyślonych spotkań wielkich polskich literatów. Po konfrontacji Gombrowicza z Miłoszem, a następnie Gombrowicza z Mrożkiem, reżyser wziął na warsztat spotkanie Aleksandra Fredry i Adama Mickiewicza.

 

Sztuka jest lekka, frywolna i rozrywkowa. Fabuła spektaklu koncentruje się wokół autorstwa „XIII Księgi Pana Tadeusza". Ta niezwykła księga jest powszechnie znana – wielu czytelników sięga po nią, zanim zapozna się z właściwą epopeją. W przedstawieniu Adam Mickiewicz oskarża Aleksandra Fredrę o napisanie tej „wręcz pornograficznej” części, jednak autor komedii stanowczo temu zaprzecza.

 

Mickiewicz i Fredro, choć są już dojrzałymi, mniej piszącymi twórcami, wciąż pozostają żywo zainteresowani sprawami Polski. Wieszcz narodowy pod zaborami dąży do utworzenia Legionów Polskich, podczas gdy Fredro, komediopisarz, usiłuje dowiedzieć się, gdzie przebywa jego syn, który walczy na Węgrzech. Dwie różne postawy, dwa różne temperamenty. Mickiewicz zazdrości Fredrze majątku, a Fredro zazdrości Mickiewiczowi poetyckiego talentu i autorytetu wśród polskiej emigracji. Na scenie zderzają się romantyczny patos i wrodzony humor Fredry.

 

Wojtyszko zgromadził znakomitą obsadę. Danuta Stenka, grająca Zofię, żonę Fredry, zawładnęła sceną. Krzysztof Tyniec i Ireneusz Czop wspaniale oddali atmosferę tego prawdopodobnego spotkania. Aktorzy świetnie bawili się językiem, bo cały spektakl jest właśnie językową grą.

 

W spektaklu reżyser zdejmuje odium autorstwa „XIII Księgi” z Aleksandra Fredry i przypisuje je jego żonie, Zofii. Czy tak było naprawdę? Tego się już nie dowiemy.

Otwarcie wiaduktu i kulturalny weekend w Starachowicach

 



    Lato w tym roku nas nie rozpieszcza. Na aurę nie mamy wpływu, ale na to, co dzieje się w mieście, już tak. Oficjalnie został otwarty wiadukt nad torami kolejowymi w Starachowicach Dolnych. Estakada była użytkowana już od kilku miesięcy.

    Prezydent i Starosta Starachowic udostępnili go do użytku, a teraz przyszedł czas na posła ze Starachowic. Krzysztof Lipiec przywiózł ze sobą byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Każdy z nich wypinał pierś do medalu za wybudowanie obiektu. Pierwsze wzmianki o wiadukcie pojawiły się już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Miała to być ogromna estakada łącząca dwa wierzchołki doliny rzeki Kamiennej – od obecnego ronda „przy zegarach” do ulicy Moniuszki. Planowano jeszcze jeden wiadukt, od ulicy Słonecznej do obecnej Alei Najświętszej Marii Panny.

    Wspomniałem o tym, aby uzmysłowić wszystkim, że wielu polityków starało się o wybudowanie wiaduktu. Tak naprawdę sukces odnieśli podatnicy, którzy, płacąc podatki, umożliwili wybudowanie drogi. To jednocześnie wyborcy, którzy wybrali swoich przedstawicieli do Sejmu, Senatu i samorządu, zobowiązując ich do polepszenia życia obywateli. Wiaduktu chcieli mieszkańcy z każdej strony barykady politycznej i wszyscy oni płacą podatki. Muszę przyznać, że to wypinanie piersi do orderów i poklasku było w Starachowicach bardzo skromne. W jednej z gmin w województwie mazowieckim otwarcie skromnego amfiteatru trwało półtorej godziny. Tyle czasu przemawiał burmistrz, który wymienił w podziękowaniach wszystkich posłów jednej opcji politycznej zasiadających w Sejmie i Senacie, a nawet europosła. Oczywiście politycy zabrali głos i przyrzekali kolejne dary dla mieszkańców.

    Trzeba podkreślić, że wiadukt jest niezbędny do rozwoju naszego miasta. Stojąc na Wzgórzu Parkowym i patrząc na tę piękną budowlę, jestem po prostu szczęśliwy. Politycy i samorządowcy, pracujcie tak dalej, a społeczeństwo wybierze was kolejny raz.


Kultura na topie, czyli Dni Starachowic i Blues pod Piecem

    Kolejnym elementem, podczas którego politycy lubią chwalić się swoją pracą, są festyny, koncerty i rozdawanie darmowych pierogów. W Starachowicach w ostatni weekend sierpnia odbyły się dwie imprezy: Dni Starachowic i Festiwal Blues pod Piecem.

    Dni Starachowic nie śledziłem bezpośrednio. W dniu koncertu Beaty Kozidrak byłem w Muzeum Przyrody i Techniki, aby podziwiać wirtuozów muzyki bluesowej. Po raz kolejny pytam: o co chodzi w organizowaniu dwóch imprez w jednym terminie? Drugiego dnia odwiedziłem scenę Dni Starachowic, aby posłuchać Smolika, który zagrał z Kev Foxem. Występ Smolika i Kev Foxa to świetna atmosfera, profesjonalna organizacja, doskonałe nagłośnienie oraz energia i talent artystów. „Uczta muzyczna” – tak określił koncert jeden ze słuchaczy, podkreślając, że wykonania na żywo potrafią nawet przebić studyjne wersje utworów. Połączenie zmysłowej muzyki Smolika z charyzmą i głosem Kev Foxa stworzyło niezapomniane widowisko. Występu Krzysztofa Zalewskiego już nie oglądałem, więc nie będę się wypowiadał.

    Elementem, który śledziłem z niezmierną ciekawością, był zlot starych samochodów. Pomysłodawcom i organizatorom biję brawo na stojąco. Znakomita impreza, która ma szansę stać się wydarzeniem nie tylko starachowickim, ale też regionalnym.


XIII Festiwal Blues pod Piecem

    Festiwal Blues pod Piecem odbył się po raz trzynasty. Udało mi się być na prawie wszystkich edycjach. Z kameralnego widowiska stał się pełnoprawnym wydarzeniem wpisanym w kalendarz bluesowych spotkań. Pełna hala spustowa z wyrobionymi słuchaczami muzycznymi. Wspomnę tu o politykach. Na scenę nie wyszedł żaden z nich. Starosta, który jest administratorem muzeum i głównym organizatorem, słuchał muzyki, siedząc wśród innych uczestników festiwalu. Brawo, panie Babicki. Brawa trzeba bić także dyrektorowi muzeum i jego zastępczyni. Znakomite działania.

    Koncert rozpoczęła kapela grająca utwory Tadeusza Nalepy i Bogdana Loebla. Break Night to znakomity zespół, składający się z muzyków, którzy umieją grać bluesa i go czują. Mnie najbardziej zachwycił zespół Leszka Windera. Przypomniał mi się kultowy zespół Krzak, który pozwolił mi wejść w świat jazzu. Wraz z L. Winderem grali: Krzysztof Ścierański, Anthimos Apostolis i Antoni Gralak. Kwartet Spontaniczny zagrał ogromną dawkę energetycznej muzyki. Na finiszu wystąpił zespół znakomitego artysty grającego na harmonijce ustnej – Michała Kielaka. Michał Kielak & The Mystery Train pokazał, jak wiele odcieni ma blues. Pozostaje czekać na kolejną edycję koncertów w hali pamiętającej ciężką pracę hutników.


Kultura na ludowo: Brzóski i Starachowice

    Na koniec pytanie: czy w naszym magistracie są osoby kojarzące małą miejscowość Brzóski? W tej wsi jest organizowany festiwal z tematem przewodnim w postaci malarza Vincenta van Gogha. Brzóski stały się stolicą wielkiego malarza, do której przyjeżdżają rzesze turystów. Moim zdaniem Starachowice mają potencjał, aby stać się jednodniową stolicą polskiej kultury. Pisałem o tym na blogu w tym miejscu: https://roberttof.blogspot.com/2025/03/kultura-w-starachowicach-rozwoj-i.html. Nasz gród potrzebuje wybicia się na kulturalnej mapie świętokrzyskiego, może to być festiwal literacki. Gatunek reportażu jest bardzo modny czytelniczo. Poza tym w Starachowicach mieszka spora grupa artystów różnych profesji, którzy mogą posłużyć za bazę kulturalnego spotkania.

Polecane

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

       Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...