„Nexus. Krótka historia informacji od epoki kamienia do sztucznej inteligencji” – Harari o potędze informacji

 

 


 


„Systemy informacyjne mogą zdziałać wiele, jeśli tylko zawierają w sobie odrobinę prawdy i mnóstwo porządku. Każdy, kto brzydzi się moralnymi kosztami takich systemów jak stalinizm, nie powinien oczekiwać, że ich rzekoma nieefektywność doprowadzi je do zguby”. – to zdanie, które doskonale oddaje centralny motyw nowej książki Yuvala Noaha Harariego: informacja jako siła napędowa cywilizacji, ale też potencjalne narzędzie opresji.

    Yuval Noah Harari, izraelski historyk i autor popularnonaukowych bestsellerów, po raz kolejny podejmuje próbę opowiedzenia wielkiej historii – tym razem skupiając się na informacji. W książce „Nexus. Krótka historia informacji od epoki kamienia do sztucznej inteligencji” prowadzi czytelnika przez dzieje ludzkości widziane przez pryzmat komunikacji i przekazywania wiedzy.

    Harari przekonuje, że umiejętność dzielenia się informacjami, opowiadania historii, przekazywania wykształcenia i doświadczeń to największe intelektualne osiągnięcie Homo sapiens. Żadne inne zwierzę nie zbliżyło się do poziomu organizacji, jaki osiągnęliśmy dzięki językowi, pismu, drukowi, a później – dzięki telekomunikacji i Internetowi. To właśnie rozwój systemów przekazu informacji pozwolił człowiekowi zdominować planetę.

    Autor z charakterystyczną dla siebie erudycją i rozmachem snuje opowieść o tym, jaką rolę informacja odgrywała w przeszłości i jaką może odegrać w przyszłości. Szczególne miejsce w tej narracji zajmuje sztuczna inteligencja – nowy, nie do końca jeszcze zrozumiały byt, który budzi zarówno fascynację, jak i lęk. Harari nie daje jednoznacznych odpowiedzi, ale zadaje ważne pytania: dokąd zmierzamy jako gatunek, jeśli to nie my, lecz maszyny będą wkrótce generować i analizować większość informacji?

    Choć wcześniej przeczytałem trzy książki Harariego, z których każda była szeroko krytykowana przez specjalistów z różnych dziedzin – historii, archeologii, psychologii czy nauk ścisłych – do Nexusa podszedłem z pewną rezerwą. Ku mojemu zaskoczeniu, książka ta pozytywnie mnie zaskoczyła. Harari nie udaje, że wyczerpuje temat. Raczej wprowadza czytelnika do zagadnienia, kreśląc szerokie ramy i zmuszając do refleksji.

    Mimo sporych rozmiarów książkę czyta się dość lekko i przyjemnie. Nie powiększyła znacząco mojej wiedzy, ale pozwoliła spojrzeć szerzej na historię człowieka – z perspektywy, która często umyka w tradycyjnych narracjach.

    Czy warto po nią sięgnąć? Zdecydowanie tak – zwłaszcza jeśli interesuje Was, jak informacja zmienia świat i jak może zmienić przyszłość.

Duchowość bez religii – propozycja dla poszukujących sensu poza wiarą

 



    Duchowość często kojarzy się z religią, z wiarą w Boga i uczestnictwem w obrzędach konkretnego wyznania. Ale co, jeśli ktoś nie wierzy w Boga w tradycyjnym sensie? Co z osobami, które identyfikują się jako ateiści, agnostycy lub po prostu nie odnajdują się w religijnych ramach? Czy dla nich duchowość też może być drogą do zmiany, ukojenia, sensu?

    Okazuje się, że tak. Doskonałym przykładem jest wspólnota Anonimowych Alkoholików (AA), której program zdrowienia opiera się na duchowości – ale nie religijności. Choć w języku programu pojawia się pojęcie „Boga”, nie jest to jednoznaczne z Bogiem konkretnej religii. To raczej symbol czegoś większego niż jednostka – siły, której możemy zaufać, kiedy nie jesteśmy w stanie sami poradzić sobie z problemem.

    W AA każdy może sam zdefiniować swoją „siłę wyższą”. Dla jednej osoby może to być Bóg rozumiany tradycyjnie, dla innej – natura, miłość, wspólnota, zasady moralne, a nawet proces zdrowienia jako taki. Istotą tej duchowości nie jest zatem wiara w konkretnego Boga, lecz gotowość do uznania, że nie jesteśmy centrum wszechświata i że warto powierzyć część kontroli nad swoim życiem czemuś większemu niż nasze ego.

    To bardzo ważna zmiana perspektywy. W świecie, w którym często próbujemy kontrolować wszystko – od codziennych planów po emocje – oddanie kontroli, może być aktem wyzwolenia. Duchowość w tym rozumieniu pomaga budować pokorę, akceptację, zdolność do refleksji i otwartość na zmiany.

    Wspólnota AA pokazuje też, że duchowość może być praktyczna. Nie chodzi tylko o rozważania filozoficzne. To konkretne działania: medytacja, dzielenie się doświadczeniem, służba na rzecz innych, praca nad sobą. Dla wielu uczestników te duchowe praktyki stały się kluczowe w procesie zdrowienia – i to niezależnie od ich przekonań religijnych.

    Z myślą o osobach niewierzących powstały nawet grupy AA, które korzystają z programu 12 Kroków w wersji świeckiej. Odrzucono w nich religijny język, ale zachowano sens: rozwój duchowy, który oznacza dojrzewanie, poszukiwanie sensu życia, kontakt z własnym wnętrzem i chęć pomagania innym.

    To pokazuje, że duchowość nie musi być związana z religią. Może być osobistym poszukiwaniem wartości, głębi i sensu. Może być świadomym przeżywaniem życia, refleksją nad sobą, pielęgnowaniem relacji, wdzięcznością i uważnością.

    Dla ateistów, agnostyków i osób duchowo niezależnych to dobra wiadomość. Nie trzeba wierzyć w Boga, żeby rozwijać się duchowo. Wystarczy być gotowym na uczciwe spojrzenie w siebie i otwarcie się na coś więcej – cokolwiek to znaczy w twoim świecie.

 

    Czy duchowość bez religii ma sens dla Ciebie?
    Zastanów się, co w Twoim życiu może być „siłą wyższą” – czymś, co daje Ci oparcie, poczucie sensu, kierunek. Może to być miłość do bliskich, sztuka, przyroda, etyka, wspólnota, idea rozwoju. Duchowość zaczyna się tam, gdzie przestajemy być tylko dla siebie – i zaczynamy szukać czegoś większego.

Między oczy – recenzja filmu o tym, jak bardzo nie potrafimy się już porozumiewać

 



    „Między oczy” to film, który trafia dokładnie tam, gdzie sugeruje tytuł – prosto w nasze najczulsze miejsca, w sam środek podziałów, które dzielą dziś Polaków jak nigdy wcześniej. Piotr Wereśniak stworzył kameralny dramat osadzony w sielskim krajobrazie, który staje się tłem dla brutalnej konfrontacji dwóch skrajnie różnych światów. Spotkanie dwóch par, które kiedyś łączyła przyjaźń, dziś kończy się nie tyle nieporozumieniem, ile bolesnym rozstaniem i powrotem do własnych, szczelnie zamkniętych baniek informacyjnych.

Sielanka? Tylko na pierwszy rzut oka

    Dwie pary – Olek i Beata (Bartłomiej Kasprzykowski, Tamara Arciuch) oraz Tomek i Gosia (Bartosz Opania, Dominika Kluźniak) – spotykają się po latach. Szybko jednak wychodzi na jaw, że nie łączy ich już nic, prócz wspomnień. Reżyser z chirurgiczną precyzją prowadzi widza przez kolejne warstwy nieporozumień, uprzedzeń, emocji i żalu. Wieczorna kolacja zamienia się w pole ideologicznej bitwy, a dialogi między bohaterami brzmią jak wpisy z mediów społecznościowych – z góry przegrane, pozbawione chęci zrozumienia drugiej strony.

Muzyka i aktorstwo – najmocniejsze strony filmu

    To, co szczególnie wyróżnia „Między oczy”, to znakomita gra aktorska. Bartosz Opania tworzy jedną z najciekawszych ról w swojej karierze. Jego Tomek to postać tragiczna – zagubiony, pełen gniewu, ale jednocześnie niesłychanie ludzki. Opania balansuje między histerią a cichą desperacją z wyczuciem, które zasługuje na uznanie. Partnerująca mu Dominika Kluźniak subtelnie pokazuje siłę wewnętrzną kobiety, która szuka ratunku w religii, ale nie traci czujności wobec świata.

    Kasprzykowski i Arciuch również tworzą przekonujący duet – ich chłód, dystans i pozorna stabilność stają się kontrastem dla emocjonalnego chaosu drugiej pary.

    Muzyka autorstwa Andrew Petera to mistrzowska robota. Nie narzuca się, ale doskonale ilustruje narastające napięcie, chwile ciszy, grozy i rozczarowania. Dźwięki są pełnoprawnym bohaterem filmu, budującym nastrój i pogłębiającym przekaz.

Bańki, w których się zamknęliśmy

    „Między oczy” nie daje łatwych odpowiedzi. Pokazuje, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy – nie tylko, jako jednostki, ale jako społeczeństwo. Każda z par wraca po spotkaniu do swojej bańki – światopoglądowej, informacyjnej, emocjonalnej. To wygodne, ale prowadzi donikąd. Film zadaje pytanie:, co dalej? Co się stanie, jeśli będziemy dalej bronić tylko własnych racji i nie szukać wspólnego języka?

    To gorzka, ale bardzo aktualna refleksja. Wereśniak nie moralizuje, ale zmusza do namysłu – być może to właśnie nasze domowe kolacje są dziś poligonami bitew, a najtrudniejsze rozmowy nie toczą się w parlamencie, ale przy stole, między znajomymi, którzy już nie potrafią się słuchać.

Zakończenie otwarte – i niepokojące

    Film pozostawia widza z uczuciem niepokoju. Spotkanie par kończy się źle – nie tylko, jako towarzyski wieczór, ale jako metafora relacji społecznych w Polsce. Sugerowany kryzys małżeński to być może początek większego pęknięcia. A my, jako widzowie, wracamy do własnych baniek – może wygodniejszych, ale coraz bardziej samotnych.

    „Między oczy” to film potrzebny. Nie po to, by nas pogodzić, ale po to, by przypomnieć, że bez rozmowy nie ma przyszłości.

Polecane

Dziś są moje urodziny

  Postanowiłem sam sobie wręczyć prezent na 60. urodziny. Pisanie było dla mnie ważne od dziecka. Jestem grafomanem od zawsze – taka już...