Włóczęga po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej – samochodem, z duszą i zamek po zamku

 



Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym. Swoją pierwszą wyprawę z nocowaniem w samochodzie rozpocząłem od oddania honorowo krwi. Po spełnieniu patriotycznego  obowiązku ruszyłem na długo wyczekiwaną wizytę na Pustyni Błędowskiej. Od lat chciałem zobaczyć to unikatowe miejsce, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. W końcu zaplanowałem specjalny wyjazd.

Koniec czerwca nie rozpieszcza pogodą – niby ciepło, ale zimny wiatr przypomina, że lato jeszcze się nie rozpędziło. Mój marsz przez pustynię zacząłem w Kluczach. Z parkingu rozciąga się malownicza panorama – to właśnie tutaj zdecydowałem się spędzić noc. Wyruszyłem żółtym szlakiem, który szybko porzuciłem na rzecz bardziej dzikiej wędrówki przez piaski i wydmy. Słońce grzało, wiatr mierzwił włosy, a myśli biegły gdzieś daleko – w rejony życia, które wymagają uporządkowania. Właśnie po to są moje samotne wyprawy. Widoki i dystans są tłem – najważniejsza jest możliwość wewnętrznego resetu. Sam na sam ze sobą – taka defragmentacja mózgu, bym mógł być bardziej znośny dla innych.

Na horyzoncie widać kominy huty Katowice i elektrownię. Pustynia Błędowska to granica między światem natury a przemysłu – kiedyś symbol rozwoju, dziś krajobraz jak wiele innych w Polsce.


 

Nocleg był do zniesienia. Niedogodności wynagradzał widok – słońce nieśmiało wspinało się po niebie, przecinając chmury jasnymi smugami. Gdy rozbłysło w pełni, ruszyłem zobaczyć Zielony i Czerwony Staw – dwa zbiorniki po dawnych kopalniach. Kolory wody zawdzięczają minerałom: zielony miedzi, czerwony żelazu.


 

Szlak Orlich Gniazd – po warowniach Jurajskich

Czas ruszyć szlakiem Orlich Gniazd – trasą biegnącą przez najpiękniejsze zamki Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Zamek Rabsztyn

Zamek w Rabsztynie powstał w XIV wieku z inicjatywy Kazimierza Wielkiego. Przez wieki był wielokrotnie przebudowywany. Spłonął w XVIII wieku i przez długi czas pozostawał ruiną. Dziś częściowo zrekonstruowany i dostępny dla turystów – znajduje się pod opieką gminy Olkusz. Cieszy się rosnącą popularnością, szczególnie po pracach rewitalizacyjnych z ostatnich lat.

Zamek Ogrodzieniec

Największa warownia na Jurze, wybudowana w XIV wieku przez ród Włodków Sulimczyków. Zniszczona podczas potopu szwedzkiego, dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych regionu. Znajduje się w Podzamczu, zarządzany przez spółkę gminną. Popularny także jako plan filmowy (m.in. „Wiedźmin”).

Zamek Bąkowiec w Morsku

To niewielkie ruiny na skale, wybudowane prawdopodobnie w XIV wieku. Pełnił funkcję strażnicy. Obecnie znajduje się na terenie prywatnego ośrodka wypoczynkowego, można go jednak swobodnie obejrzeć z zewnątrz.

Zamek Mirów i Zamek Bobolice

Te dwa zamki położone są blisko siebie i połączone malowniczym szlakiem grzbietowym. Zamek Mirów pozostaje ruiną, natomiast Bobolice został odbudowany przez rodzinę Laseckich. Obie warownie pochodzą z XIV wieku i mają swoje miejsce w historii obronności Królestwa Polskiego. Bobolice są obecnie zarządzane przez prywatnych właścicieli, oferując m.in. hotel i restaurację.

Wieczorem nocuję pod zamkiem w Olsztynie – tym razem miejsce mało malownicze, ale praktyczne pod względem logistyki.

Zamek Olsztyn

Zbudowany w XIII wieku przez Kazimierza Wielkiego, pełnił funkcję twierdzy granicznej. Został zniszczony w czasie najazdu szwedzkiego. Dziś jest malowniczą ruiną i popularnym celem wycieczek, zarządzanym przez gminę Olsztyn.

Na zakończenie podróży odwiedzam jeszcze ruiny zamku Ostrężnik. To praktycznie zarys dawnej budowli, ale wrażenie robią pobliskie jaskinie. Nocleg w aucie sprawdził się – dał mi elastyczność i swobodę zmiany planów.

Planowałem kiedyś przejść pieszo cały 160-kilometrowy szlak, ale się nie udało. Teraz, z pomocą samochodu, przemierzam go etapami.

Logistyka i refleksje

Zakupy do wycieczki zrobiłem oszczędnie. Niestety, najtańsza pompka do materaca okazała się niewypałem. Za to inne gadżety – stoliczek, naczynia, zbiornik na wodę, naczynia – były wystarczające. Pogoda dopisuje, a brak tłumów to prawdziwe błogosławieństwo. Tylko dwie wycieczki szkolne na chwilę zakłóciły mój spokój.

Samotność daje mi siłę. Potrzebuję tej ciszy, zadumy, zachwytu nad błękitem nieba, zielenią trawą, kunsztem budowniczych zamków. 


 

 

Powrót przez Skałki „Piekło”

W drodze powrotnej zatrzymuję się w Rezerwacie Skałek „Piekło” pod Niekłaniem Wielkim. Odwiedziłem to miejsce zimą wiele lat temu, teraz wracam latem. Wspominam wędrówkę z moim psem, Borysem – najlepszym druhem. Tym razem mogłem dokładnie obejść skałki, zrobić zdjęcia i naładować się energią.

Kończę wyprawę i rezygnuję z kolejnego noclegu w samochodzie. To była moja pierwsza taka przygoda – z sensem. Spanie w aucie nie jest celem samym w sobie, ale daje wolność i niezależność. Trzeba tylko dopracować kilka rzeczy: lepsza pompka, mniej gadżetów, nowy śpiwór. Na razie nie planuję kupować powerbanku – laptop ładował się dobrze podczas jazdy.

Czego nie użyłem? Moskitiery, zasłonek, kuchenki gazowej, garnków. Na krótkie wypady to zbędny balast.

Na koniec…

Włóczęgę trzeba kochać – jaką, to już drugorzędna sprawa. Najważniejsze, by czuć się dobrze. A co to znaczy? Dla mnie – mieć siłę, by stawić czoła przyszłości. I do tego właśnie służą mi moje wyprawy.

🧭 Praktyczne wskazówki dla podróżujących po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

🚗 Nocowanie w samochodzie – co warto wiedzieć?

  • Miejsce postoju: Wybieraj parkingi przy atrakcjach turystycznych lub leśne zatoczki z widokiem. Unikaj wjazdu na prywatne tereny. Przy Pustyni Błędowskiej, zamkach Rabsztyn czy Olsztyn znajdziesz dogodne miejsca na nocleg.
  • Zapas wody: Minimum 5-litrowy zbiornik z kranikiem świetnie sprawdza się do mycia i gotowania.
  • Bezpieczeństwo: Śpij z lekko uchylonymi szybami (z siatką/moskitierą) i z zablokowanymi drzwiami. Dobrym pomysłem jest również aplikacja pokazująca miejsca „vanlife friendly” (np. Park4Night).

🏰 Zwiedzanie zamków – planowanie trasy

  • Czas: Na zwiedzenie 4–5 zamków z krótkimi postojami i spacerami warto zarezerwować minimum 2 dni. Szlak Orlich Gniazd liczy 160 km i obejmuje ponad 20 obiektów – nie da się wszystkiego zobaczyć naraz.
  • Kolejność: Jeśli jedziesz z południa, zacznij od Rabsztyna → Ogrodzieniec → Mirów i Bobolice → Olsztyn → Ostrężnik.
  • Bilety: Większość zamków ma płatne wejście, ale ruiny (np. Mirów, Ostrężnik) są dostępne bez opłat. Warto mieć gotówkę i kartę, nie wszystkie punkty mają terminale.
  • Godziny otwarcia: Różnią się sezonowo. W szczycie sezonu (maj–wrzesień) zamki są otwarte zwykle 9:00–18:00, ale sprawdzaj na stronach internetowych lub tablicach informacyjnych.

🥾 Sprzęt i ubiór

  • Buty trekkingowe – szczególnie przydatne na szlakach między Mirowem a Bobolicami czy na pustyni.
  • Lekki plecak z wodą, przekąskami, kurtką przeciwdeszczową i powerbankiem to podstawa.

📷 Fotografowanie i natura

  • Zamek w Ogrodzieńcu o zachodzie słońca prezentuje się magicznie – świetne miejsce na zdjęcia.
  • Pustynia Błędowska najlepiej wygląda rano lub wieczorem – ostre światło w południe spłaszcza kolory.
  • Na terenie rezerwatów i pustyni nie schodź z wyznaczonych szlaków, by chronić przyrodę.

🧾 Budżetowo czy na bogato?

  • Wyprawa może być bardzo ekonomiczna – koszt paliwa, prowiantu i bilety wstępu to główne wydatki.
  • Zakupy warto zrobić wcześniej w większym mieście (np. Olkusz, Zawiercie).
  • Jeśli nie nocujesz w aucie – w Bobolicach i Olsztynie dostępne są kempingi, agroturystyki i domki w różnych cenach.

🐾 Z psem?

  • Większość ruin można odwiedzać z psem, ale sprawdzaj zasady na stronie konkretnego obiektu.

„Nexus. Krótka historia informacji od epoki kamienia do sztucznej inteligencji” – Harari o potędze informacji

 

 


 


„Systemy informacyjne mogą zdziałać wiele, jeśli tylko zawierają w sobie odrobinę prawdy i mnóstwo porządku. Każdy, kto brzydzi się moralnymi kosztami takich systemów jak stalinizm, nie powinien oczekiwać, że ich rzekoma nieefektywność doprowadzi je do zguby”. – to zdanie, które doskonale oddaje centralny motyw nowej książki Yuvala Noaha Harariego: informacja jako siła napędowa cywilizacji, ale też potencjalne narzędzie opresji.

    Yuval Noah Harari, izraelski historyk i autor popularnonaukowych bestsellerów, po raz kolejny podejmuje próbę opowiedzenia wielkiej historii – tym razem skupiając się na informacji. W książce „Nexus. Krótka historia informacji od epoki kamienia do sztucznej inteligencji” prowadzi czytelnika przez dzieje ludzkości widziane przez pryzmat komunikacji i przekazywania wiedzy.

    Harari przekonuje, że umiejętność dzielenia się informacjami, opowiadania historii, przekazywania wykształcenia i doświadczeń to największe intelektualne osiągnięcie Homo sapiens. Żadne inne zwierzę nie zbliżyło się do poziomu organizacji, jaki osiągnęliśmy dzięki językowi, pismu, drukowi, a później – dzięki telekomunikacji i Internetowi. To właśnie rozwój systemów przekazu informacji pozwolił człowiekowi zdominować planetę.

    Autor z charakterystyczną dla siebie erudycją i rozmachem snuje opowieść o tym, jaką rolę informacja odgrywała w przeszłości i jaką może odegrać w przyszłości. Szczególne miejsce w tej narracji zajmuje sztuczna inteligencja – nowy, nie do końca jeszcze zrozumiały byt, który budzi zarówno fascynację, jak i lęk. Harari nie daje jednoznacznych odpowiedzi, ale zadaje ważne pytania: dokąd zmierzamy jako gatunek, jeśli to nie my, lecz maszyny będą wkrótce generować i analizować większość informacji?

    Choć wcześniej przeczytałem trzy książki Harariego, z których każda była szeroko krytykowana przez specjalistów z różnych dziedzin – historii, archeologii, psychologii czy nauk ścisłych – do Nexusa podszedłem z pewną rezerwą. Ku mojemu zaskoczeniu, książka ta pozytywnie mnie zaskoczyła. Harari nie udaje, że wyczerpuje temat. Raczej wprowadza czytelnika do zagadnienia, kreśląc szerokie ramy i zmuszając do refleksji.

    Mimo sporych rozmiarów książkę czyta się dość lekko i przyjemnie. Nie powiększyła znacząco mojej wiedzy, ale pozwoliła spojrzeć szerzej na historię człowieka – z perspektywy, która często umyka w tradycyjnych narracjach.

    Czy warto po nią sięgnąć? Zdecydowanie tak – zwłaszcza jeśli interesuje Was, jak informacja zmienia świat i jak może zmienić przyszłość.

Duchowość bez religii – propozycja dla poszukujących sensu poza wiarą

 



    Duchowość często kojarzy się z religią, z wiarą w Boga i uczestnictwem w obrzędach konkretnego wyznania. Ale co, jeśli ktoś nie wierzy w Boga w tradycyjnym sensie? Co z osobami, które identyfikują się jako ateiści, agnostycy lub po prostu nie odnajdują się w religijnych ramach? Czy dla nich duchowość też może być drogą do zmiany, ukojenia, sensu?

    Okazuje się, że tak. Doskonałym przykładem jest wspólnota Anonimowych Alkoholików (AA), której program zdrowienia opiera się na duchowości – ale nie religijności. Choć w języku programu pojawia się pojęcie „Boga”, nie jest to jednoznaczne z Bogiem konkretnej religii. To raczej symbol czegoś większego niż jednostka – siły, której możemy zaufać, kiedy nie jesteśmy w stanie sami poradzić sobie z problemem.

    W AA każdy może sam zdefiniować swoją „siłę wyższą”. Dla jednej osoby może to być Bóg rozumiany tradycyjnie, dla innej – natura, miłość, wspólnota, zasady moralne, a nawet proces zdrowienia jako taki. Istotą tej duchowości nie jest zatem wiara w konkretnego Boga, lecz gotowość do uznania, że nie jesteśmy centrum wszechświata i że warto powierzyć część kontroli nad swoim życiem czemuś większemu niż nasze ego.

    To bardzo ważna zmiana perspektywy. W świecie, w którym często próbujemy kontrolować wszystko – od codziennych planów po emocje – oddanie kontroli, może być aktem wyzwolenia. Duchowość w tym rozumieniu pomaga budować pokorę, akceptację, zdolność do refleksji i otwartość na zmiany.

    Wspólnota AA pokazuje też, że duchowość może być praktyczna. Nie chodzi tylko o rozważania filozoficzne. To konkretne działania: medytacja, dzielenie się doświadczeniem, służba na rzecz innych, praca nad sobą. Dla wielu uczestników te duchowe praktyki stały się kluczowe w procesie zdrowienia – i to niezależnie od ich przekonań religijnych.

    Z myślą o osobach niewierzących powstały nawet grupy AA, które korzystają z programu 12 Kroków w wersji świeckiej. Odrzucono w nich religijny język, ale zachowano sens: rozwój duchowy, który oznacza dojrzewanie, poszukiwanie sensu życia, kontakt z własnym wnętrzem i chęć pomagania innym.

    To pokazuje, że duchowość nie musi być związana z religią. Może być osobistym poszukiwaniem wartości, głębi i sensu. Może być świadomym przeżywaniem życia, refleksją nad sobą, pielęgnowaniem relacji, wdzięcznością i uważnością.

    Dla ateistów, agnostyków i osób duchowo niezależnych to dobra wiadomość. Nie trzeba wierzyć w Boga, żeby rozwijać się duchowo. Wystarczy być gotowym na uczciwe spojrzenie w siebie i otwarcie się na coś więcej – cokolwiek to znaczy w twoim świecie.

 

    Czy duchowość bez religii ma sens dla Ciebie?
    Zastanów się, co w Twoim życiu może być „siłą wyższą” – czymś, co daje Ci oparcie, poczucie sensu, kierunek. Może to być miłość do bliskich, sztuka, przyroda, etyka, wspólnota, idea rozwoju. Duchowość zaczyna się tam, gdzie przestajemy być tylko dla siebie – i zaczynamy szukać czegoś większego.

Polecane

W poszukiwaniu Mistrza – od „Wszystko na sprzedaż” do współczesnej sceny

       Film „Wszystko na sprzedaż” z 1968 roku w reżyserii Andrzeja Wajdy stał się bezpośrednią inspiracją dla sztuki teatralnej stworzo...