Dwa oblicza Starachowic. Od wielkiej sceny po Wielki Piec

 



29 i 30 sierpnia 2026 roku Starachowice pożegnały wakacje z rozmachem. Były tłumy, koncerty, sport, zabytkowe autobusy i muzyka. Ale tego samego weekendu miasto pokazało także swoje drugie oblicze – bardziej surowe, industrialne i zakorzenione w historii. Wszystko za sprawą XIV Festiwalu Blues pod Piecem.

No i gdzie się udać, jaka imprezę wybrać. Spacerkiem po Starachowicach ma często dylemat w ostatni weekend wakacji. W ty roku był mniejszy, bo Skolim to nie bajka dla mojej skromnej osoby.

 Weekend sierpnia był w Starachowicach wyjątkowo intensywny. Właściwie trudno było znaleźć miejsce, w którym nic się nie działo. Miasto kończyło wakacje głośno – muzyką, sportem i spotkaniami mieszkańców.

Na terenach zielonych Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przez dwa dni odbywały się Dni Starachowic. Organizatorzy połączyli koncerty z atrakcjami dla rodzin, sportem i wydarzeniami związanymi z historią miejskiej komunikacji.


 


Sobota należała do młodszej publiczności

29 sierpnia scenę Dni Starachowic przejęli artyści kojarzeni przede wszystkim z młodszym pokoleniem.

Jako pierwszy wystąpił Fukaj, a później na scenie pojawił się Young Igi. Hip-hopowe i trapowe brzmienia przyciągnęły pod scenę dużą publiczność. Relacje z wydarzenia pokazują, że szczególnie podczas koncertu Young Igiego atmosfera była bardzo gorąca, a przed sceną zgromadziły się tłumy.

I właśnie tutaj pojawia się pierwsza refleksja.

Dni miasta muszą się zmieniać razem z mieszkańcami.

Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu zupełnie inaczej wyglądałyby muzyczne propozycje podczas miejskiego święta. Dzisiaj Starachowice próbują mówić językiem różnych pokoleń. Rap, pop, rock, muzyka taneczna – wszystko znalazło swoje miejsce podczas tegorocznej imprezy.

Ale tego samego dnia, zaledwie kilka kilometrów dalej, można było znaleźć zupełnie inną muzykę.

 


Blues pod Piecem – muzyka w cieniu historii

29 sierpnia o godzinie 19.00 w Muzeum Przyrody i Techniki rozpoczął się XIV Festiwal Blues pod Piecem.

I trudno wyobrazić sobie dla bluesa bardziej charakterystyczną scenerię.

Z jednej strony muzyka wyrastająca z historii, doświadczenia i emocji. Z drugiej – zabytkowy Wielki Piec i przestrzeń dawnej huty, która jest jednym z najważniejszych symboli przemysłowej przeszłości Starachowic.

Właśnie to połączenie od lat stanowi siłę festiwalu.

W tym roku publiczność usłyszała Adama Kulisza & Filomatów, zespół Spluva oraz Natalię Sikorę z zespołem. Program był muzyczną podróżą po historii bluesa, a artyści przypominali również twórczość wielkich postaci tego gatunku.

Blues zabrzmiał więc w miejscu, w którym kiedyś dominował zupełnie inny dźwięk – stukot przemysłowych urządzeń, praca wielkiego pieca, odgłosy zakładu i codzienność tysięcy ludzi.

Dzisiaj ten sam teren żyje kulturą.

To chyba jedna z ciekawszych przemian, jakie dokonały się w Starachowicach.

Miejsce, które kiedyś produkowało żelazo, dzisiaj produkuje emocje.

Wielki Piec i wielka scena

Można powiedzieć, że 29 sierpnia Starachowice miały dwie muzyczne sceny.

Jedna znajdowała się na terenach MOSiR. Była duża, głośna i skierowana do tysięcy osób.

Druga znajdowała się w dawnej hucie. Mniejsza, bardziej surowa i mocno związana z miejscem.

I obie były potrzebne.

Miasto nie może żyć wyłącznie historią. Ale nie powinno też zapominać o tym, skąd się wzięło.

Dlatego dobrze, że podczas jednego weekendu można było słuchać Young Igiego, a kilka godzin później – albo tego samego dnia – wejść w industrialną przestrzeń Muzeum i posłuchać bluesa pod Wielkim Piecem.

To są dwa różne światy, ale oba są częścią współczesnych Starachowic.


 

Niedziela – sport, autobusy i kolejne koncerty

30 sierpnia miasto nie zwolniło tempa.

Niedziela rozpoczęła się sportowo. O godzinie 12.00 wystartowała XIV MAN-ia Biegania. Zawodnicy mieli do pokonania 8 kilometrów – dwie pętle po cztery kilometry prowadzące ulicami Starachowic.

Bieg sprawił, że miasto na chwilę zmieniło swój rytm. Ulice, które na co dzień służą samochodom, zostały oddane biegaczom.

To również jest jeden z ciekawszych elementów miejskich imprez.

Święto miasta nie musi przecież oznaczać tylko koncertu. Może oznaczać także wspólne bieganie, kibicowanie, spotkanie sąsiadów czy zwykłe wyjście z domu.

Ważnym elementem całego weekendu był również III Zlot Autobusów Zabytkowych. W tym roku miał szczególną wymowę, ponieważ Starachowice świętują 70-lecie istnienia komunikacji miejskiej. Po ulicach miasta kursowały zabytkowe autobusy, a przygotowane linie specjalne pozwalały mieszkańcom spojrzeć na komunikację miejską trochę inaczej niż zwykle.

To był powrót do przeszłości, ale w bardzo współczesnej formie.

A potem znowu muzyka

Po sportowym początku niedziela wróciła do muzyki.

Na scenie pojawili się kolejno Skolim, bryska oraz T.Love z Muńkiem Staszczykiem.

Była to już zupełnie inna publiczność niż dzień wcześniej.

Skolim przyciągnął miłośników muzyki tanecznej i latino. Bryska zaproponowała bardziej popowe brzmienie. A na zakończenie na scenie pojawił się T.Love.

I właśnie finałowy koncert pokazał, że Dni Starachowic rzeczywiście potrafią połączyć pokolenia.

Przed sceną spotkali się zarówno młodzi ludzie, którzy dopiero poznają muzykę T.Love, jak i ci, którzy pamiętają zespół od lat. Mój pierwszy koncert, na którym grał T.Love odbył się w sierpniu 1983 roku.

Było głośno. Było tłumnie. Było wspólne śpiewanie.

I chyba właśnie o to chodzi w miejskim święcie.

Czy takie imprezy są potrzebne?

Można oczywiście dyskutować o tym, ile kosztują miejskie imprezy, czy dobór artystów jest odpowiedni i czy pieniądze przeznaczone na koncerty nie mogłyby zostać wykorzystane inaczej.

To są ważne pytania.

Ale jest też druga strona.

Miasto potrzebuje momentów, w których mieszkańcy wychodzą z domów i spotykają się nie dlatego, że muszą coś załatwić, tylko dlatego, że chcą być razem.

Dni Starachowic są właśnie takim momentem.

I może warto patrzeć na nie tylko przez pryzmat koncertów, ale również przez to, czy tworzą miejską wspólnotę.

Starachowice między przeszłością a przyszłością

Tegoroczny ostatni weekend sierpnia pokazał coś jeszcze.

Starachowice nie mają jednej historii i nie mają jednego sposobu opowiadania o sobie.

29 sierpnia na terenach MOSiR młodzi ludzie słuchali rapu.

Tego samego dnia pod Wielkim Piecem rozbrzmiewał blues.

30 sierpnia po ulicach jeździły zabytkowe autobusy przypominające historię komunikacji, a później tysiące osób śpiewały razem z Muńkiem Staszczykiem.

Czy można znaleźć lepszy obraz współczesnych Starachowic?

Miasto, które próbuje patrzeć w przyszłość, ale jednocześnie coraz chętniej wraca do swojej przeszłości.

Miasto, w którym obok nowoczesnej sceny koncertowej stoi Wielki Piec.

Miasto, w którym obok rapu i popu może zabrzmieć blues.

I może właśnie w tej różnorodności tkwi jego największa siła.

Bo Starachowice nie muszą wybierać między historią a współczesnością.

Animatorzy kultury nie mogą się zatrzymywać, ulepszać wydarzenia, które się przyjęły, jak i poszerzać ofertę. Mnie się marzy festiwali literatury. Konkurs literacki np. literatury kryminalnej albo związanej ze środowiskiem robotniczym itp.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecane

Dwa oblicza Starachowic. Od wielkiej sceny po Wielki Piec

  29 i 30 sierpnia 2026 roku Starachowice pożegnały wakacje z rozmachem. Były tłumy, koncerty, sport, zabytkowe autobusy i muzyka. Ale ...